Gry i zabawy wyborcze

Obublikował pavvel dnia

– Będziesz głosował? – co pewien czas słyszę od znajomych to pytanie.  To widomy znak, że trwa w kraju kampania wyborcza. Z programów historycznych, z własnych doświadczeń z wczesnego dzieciństwa oraz z opowieści rodziców wiem, że drzewiej, za dawnego systemu politycznego, w którym było pełno błędów i wypaczeń też bywały kampanie… na przykład buraczana. Teraz za sprawą pewnego pana ta wyborcza kampania w nowej Polsce skojarzyła mi się z tą właśnie starą kampanią buraczaną.    Z PSL-em to jest tak, że te chłopy wyjechały ze swoich miasteczek, wsi, trafili do Warszawy – zdziczeli, zbaranieli: tańczą, śpiewają, głosują za ustawami np. (…) za związkami partnerskimi; chłopy wyjechały ze wsi i kompletnie im odbiło – powiedział do ludu polskiego pan rzecznik partii prawych i sprawiedliwych. I chyba nie ma w tym nic dziwnego, że „ chłopy” ze „ wsi, miasteczek” – używając nomenklatury pana posła – poczuli się tymi słowami dotknięci. I ci „w Warszawie, zdziczeli i zgłupieli” wręczyli posłowi klanu prawych i sprawiedliwych buraka. No jak nic zaczęła się w Polsce kampania, ale czy na pewno wyborcza? A może jednak buraczana, jak za dawnych czasów? – Na kogo będziesz głosował? – pytają mnie znajomi, tak jakby zapomnieli, że ja już dawno powiedziałam, że się w to nie bawię. Bo to tylko taka zabawa. Nic więcej. Za pieniądze podatnika przekonuje się podatnika żeby wybrał jednego z polityków.  Na reklamach polityków zarabiają media, które cała tę zabawę podtrzymują w stanie wrzenia. I tak, co kilka lat trwa walka o atrakcyjne posady wśród kilku partii politycznych opłacanych z naszych podatków. I wmawia nam się, że jest jakiś wolny wybór. I to jest właśnie zabawa, w której nie mogę uczestniczyć. – Kogo poprzesz w wyborach? – pada czasem pytanie podczas politycznych dyskusji. – Nikogo, bo ja nie wiem nawet, kto jest, kim i jaki mam program. Dla mnie wszyscy są tacy sami – odpowiadam, gdy mi się chce kogoś przekonywać. Jak ja mam czegokolwiek się dowiedzieć o nich, jako o ludziach, lub o ich poglądach, gdy gracz polityczny jest dla mnie jedynie postacią ze świata mediów, figurą kłócącą się na ekranie telewizora z inna polityczną figurą. A o co się spierają? O przyszłość Polski? O programy? Nie, ich głównie zajmuje sprzeczka o to, gdzie ma dojść do debaty. Jedni chcą u siebie w partyjnej siedzibie i jak dzieci obrażają się na tych, co tam nie chcą. Inni pragną dyskusji, ale nie ze wszystkimi. Ci, co pragną debat w każdej chwili też mają swoje warunki. I tak od kilku tygodni. Jak dzieci. Widzę tylko spór o pietruszkę, a w tym sporze nie chcę być kibicem i arbitrem. I jak trwa to od lat oni, znajomi, dręczą mnie pytaniami, a ja staram się im wyjaśnić, że dopóki nic się nie zmieni, to ta polityczna zabawa jest nie dla mnie.