Kandydat z plakatu

Obublikował pavvel dnia

– Kto to jest? – zapytał pannumer jeden wskazując palcem plakat wyborczy z podobizną pana wielcezatroskanego, pewnie o losy naszej ojczyzny. – A skąd, ja mam wiedzieć?Pierwszy raz go widzę, nie mam najmniejszego pojęcia? – Odpowiedział pytaniamipan numer dwa. – Kandyduje z… – Dodał pan pierwszy. Oczywiście pan tenpowiedział z poparciem, jakiej partii startował pan z fotografii, której nazwabyła wyraźnie uwidoczniona na plakacie wiszącym na latarni ulicznej, ale ja niechcę tu prowadzić agitacji.  – I co ztego… i tak go nie znam – odparł pan numer dwa. – Tak jak i ja – przyznał pan numer jeden. Do wyborów pozostało mniejniż dwa tygodnie. A jak usłyszałem nie tylko ja nie znam kandydatów na posłów isenatorów. No może nie wszystkich, bo przecież sporą grupę stanowią zawodowijuż politycy, których twarz opatrzyła mi się w telewizji. No tak, tych znam aprzynajmniej mi się tak wydaje, bo jak można powiedzieć, że się kogoś zna jakgo się tylko i wyłącznie widuje na ekranie telewizora czy o nim czyta wgazetach.  Na takiej zasadzie to japrzecież znam prawie pół świata. Gwiazdy filmowe, przywódców innych krajów,pisarzy, piłkarzy, piękne aktorki i znanych filozofów. Wszystkich w pewnymsensie, bo o nich słyszałem.  Ale jakbysię tak zastanowić, kogo znam osobiście to już by było gorzej. Nie poznałemosobiście zbyt wielu ludzi, a już polityków to znam naprawdę niewielu. A tu mikażą wybierać na podstawie podobizny na plakacie i hasła wyborczego. Mamwrażenie, nie, źle napisałem… ja jestem tego pewien, że – znamy się tylko zwidzenia a jedno o drugim nic nie wie, – że zacytuję klasykę. Ja oczywiścierozumiem, że przywódca partii jest osobą bardzo zajętą, nie oczekuję, abyprzybył do mnie z wizytą do domu. Bardzo by mnie ucieszyły odwiedziny tuzówpartyjnych, kandydujących z mojego regionu, ale mogę zrozumieć, że oni tam wtej Warszawie bardzo zajęci. Że te wywiady, odwiedziny w studiach radiowych itelewizyjnych bardzo pochłaniają czas. Mogę to wybaczyć, bo i tak, choć znamich tylko z telewizji i tylko z widzenia to jednak ich znam przynajmniejpobieżnie.  Znam ich poglądy i wiem,czego się mogę spodziewać. Ale dlaczego Wiesław, Jolanta, Robert, Krystyna,Andrzej, Romuald, Jan, Waldemar, Michał, Jarosław czy też Tomasz, Adam, Renata…można tak długo… Ci ludzie są dla mnie obcy, choć kandydują z mojego miasta tonie przypominam sobie, aby się chcieli z potencjalnym wyborcą, czyli ze mnąspotkać. Ja ich nie znam. No dobrze, widzę ich podobizny wiszące prawiewszędzie, ale są to dla mnie twarze podobne zupełnie do nikogo – jak mawiałklasyk. To, że poznam ich podobizny i dowiem się z plakatu, z jakiej partiikandydują, przeczytam hasło wyborcze to nadal nie mam najmniejszego pojęcia czysię nadają na moich reprezentantów. Co stoi na przeszkodzie, oprócz lenistwa,do prowadzenia przez lokalnych działaczy kampanii, w której będą bliżej ludu, –że tak się wyrażę? Nie oczekuję wieców na stadionach, ale może stolik przygłównej ulicy? Może tak odwiedziny w domu? Tak, może by mnie to przekonało.Może takie odwiedziny by coś dały. A tak, jak obserwuję tę kampanię wyborczą toprzypomina mi się przysłowie: gadał dziad do obrazu, a obraz do niego ani razu.