Ptasia sprawa

Obublikował pavvel dnia

– Jakiego mam pan ptaka– zapytała mnie nobliwa starsza pani okutana w piękne długie futro. Zaskoczyło mnie i zażenowało trochę to pytanie, bo nie wiem, a może wiem, dlaczego od razu pomyślałem, że pani zapytuje mnie o pewną, dość intymną część męskiego ciała. Chwilę zajęło mi, nim uświadomiłem sobie, że przecież pani ta nie jest zainteresowana szczegółami tego, co na miałem szczelnie ukryte w spodniach.Szanownej damie chodziło o to, jakiego ptaka dokarmiam karmą, którą kupowałem na straganie, przy którym obydwoje staliśmy. – Jakiego ma pan ptaka? –powtórzyła pani, sądząc pewnie, że nie dosłyszałem. – Nie, ja… ja tylko dokarmiam… mam na balkonie parę zaprzyjaźnionych gołębi, to dla nich ta karma –pospieszyłem z wyjaśnieniami, bo i ja chciałem sobie samemu wyjaśnić i się upewnić,że to chodzi o takie ptaki z piórami. Handlarka w tym czasie odważyła mieszanki ziaren tyle ile sobie życzyłem i wsypała do papierowej torby. – Ja to nienawidzę gołębi, wytrułabym je wszystkie, szkodniki przeklęte – usłyszałem wyznanie pani w futrze. Zaciekawiło mnie to, bo pani stojąca ze mną przy straganie tuliła do piersi – co prawda okrytej pięknym futrzanym płaszczem -ale zawsze jednak do piersi, małego białego pieska. Piesek spoglądał na mnie z dumą w oczach, a jego grzbiet pokrywał ciepły skafanderek w szkocką kratę.  – Nienawidzę tych latających szczurów.Powytruwałabym to całe towarzystwo –pani kontynuowała tymczasem swoje wynurzenia dotyczące gołębi. I choć starałem się uprzejmie dać znać, że niewiele mnie to interesuje, że się zdecydowanie spieszę, nic to nie dało, bo pani najwyraźniej chciała mnie przekonać, że moje zbożne dzieło dokarmiania zimą gołębi to największa zbrodnia w dziejach ludzkości. – Srają tylko i srają– rzuciła pani koronny argument przeciwko tym sympatycznym skądinąd ptakom. – A pan ich jeszcze dokarmia! – Dodała. Fakt, dokarmiam. Gołębie pojawiły się u mnie na balkonie, a w zasadzie na balkonie mojej sąsiadki ponad dwa lata temu.Założyły tam gniazdo, dochowały się młodych i teraz to właśnie te ptaki ukochały sobie wielką donicę stojącą na moim balkonie i w niej zamieszkały.Codziennie budzą mnie cichutkim gruchaniem, a ja, zimą, i tylko zimą je dokarmiam. Drugi fakt jest taki, że rzeczywiście, ptaki te zabrudziły odchodami okolice inie tylko okolice donicy, w której zamieszkały. Ale co mam zrobić? Przecież nie zaproszę ich do toalety. – Proszę pani ja zdaję sobie sprawę, że jak one coś zjedzą, dajmy na to karmę, którą im właśnie kupiłem, to siłą rzeczy, czy raczej natury, potem to wydalają – powiedziałem, choć wiedziałem, że źle robię zmieniając paniny monolog w dyskusję. – To szkodniki! Nie wolno ich dokarmiać!– Fuknęła na mnie pani, a jej piesek popatrzył na mnie jakby był, co najmniej krwiożerczym dobermanem a nie kudłatym kanapowcem.  – Ale przecież to też zwierzęta, szkoda ich,teraz im trudno o pożywienie – mianowałem się adwokatem gołębi.  – A że paskudzą odchodami, no cóż każde zwierzę tak robi, jak je to i wydala – dodałem. Nie przekonałem pani. Dowiedziałem się, że to wstrętne gadziny ze skrzydłami, że są wredne, że nie opiekują się młodymi i chorymi osobnikami i takie tam… – No i wszędzie srają! –Padło na koniec. – Szanowna Pani raczy zauważyć, że pani piesek też sra, za przeproszeniem – nie wytrzymałem obrażania moich kolegów z balkonu. – No wie pan! Jak tak można pieska do gołębia porównywać, co za ludzie! – Wrzasnęła dama z pieskiem na ręku, a że chciała moim rzekomym aroganctwem zainteresować handlarkę od karmy, skorzystałem z okazji, aby się pożegnać i odejść pospiesznie. Nie wiem, co ludzie mają do ptaków. Ja też nie przepadam jak mnie kolega gołąb budzi o świcie gruchaniem, ale przecież on też chce żyć. Każdy organizm ma prawo do życia, nie tylko psy czy ludzie, ale też gołębie. Co jest złego w tych ptakach?  A że srają – cytując panią – a niech tam srają… Każdy ma prawo, tak do życia jak i do srania…