Co by pani/pan zmienił?
– Co by pan chciał zmienić? – zapytał ankieter obywatela. – W kraju? – zapytał z lękiem w głosie zapytany. – W mieszkaniu – do precyzował ankieter. – Też nic – zapewnił szybko i z wielkim przekonaniem obywatel. Przypomniała mi się ta scena z polskiej komedii, gdy tak słuchałem kolejnego polityka który przekonywał panią dziennikarkę oraz tych co ich oglądali na ekranach telewizorów, że referendum to nie jest najlepszy pomysł w naszej polskiej rzeczywistości. Od pewnego czasu mam takie wrażenie, że politycy oraz urzędnicy w naszej demokratycznej ojczyźnie dostali szczególnej alergii na słowo referendum.– Jeśli pan premier mówi, że nie jest za tym, żeby referendum miało miejsce, to ja wierzę premierowi, że tak właśnie jest. Pan premier nie jest zwolennikiem referendum, zarówno tego, organizowanego przez Solidarność, jak i przez nas – powiedział lider lewicowej partii po spotkaniu z premierem. Szef rządu nie chce referendum w sprawie reformy emerytalnej. Nie tak dawno słyszałem, że niektórzy politycy partii rządzącej nie są zwolennikami referendum w sprawie ACTA. Co jest? Pytam sam siebie, bo i tak choć konsultacje trwają, to i tak nikt mnie pewnie nie zapyta wprost co ja o tym myślę. – Najwyższą formą demokracji jest referendum – mawiał mój nauczyciel w czasach, kiedy nasza demokracje z państwowego nadania była ludowa. I jak widać to w czasach wolności, bardzo się mylił w swojej ocenie. Okazało się, że to nie jest dobrze, aby obywatel państwa bez jakichkolwiek przedstawicieli czy pośredników podejmował decyzje. Brzmi to mniej więcej tak, jakby ktoś się bał, że będzie po prostu niepotrzebny. Bo jak tu mają działać politycy jeśli i tak decyzje podejmie najbardziej nieprzewidywalny w państwie element czyli zwykli ludzie.- Po co w ogóle uprawiać politykę? Politycy, partie, cały ten nadęty cyrk byłby niepotrzebny, gdyby o wszystko pytać bezpośrednio – powiedział mój znajomy gdy go zapytałem co o tym myśli. Oczywiście, jak większość polityków tak i on wytoczył przeciwko referendum ulubiony argument – finanse. – Wiesz ile to by kosztowało? – zapytał. Tak, wiem, dużo. Ale to chyba nie jest najlepszy pomysł aby oszczędzać na demokracji. Może jakbyśmy korzystali częściej z demokracji bezpośredniej mniej by było ustaw, które w dniu ogłoszenia już są bublami. Dlaczego jest taki strach przez bezpośrednim pytaniem co myślą obywatele? Może wynika to z tego, że politycy i urzędnicy obawiają się, że zwykli ludzie na pytanie co by pan/pani zmienił, odpowiedzą, że wszystko.
