Kto nie skacze, jest pedałem…

Obublikował pavvel dnia

Wieczorem zasiadłem z moją konkubiną do tradycyjnie leniwej kolacji przed telewizorem. Oglądam sobie najnowsze  fakty oraz wiadomości spokojnie, bez emocji, aż tu nagle na ekranie pojawiają się młodzi -chłopcy narodowcy śmigający w górę i w dół radośnie skandując hasło informujące o tym, że: kto nie skacze jest pedałem.

Natychmiast się zerwałem, bo przecież nie chciałem być homo, a przez to „nie skakanie” jak nic mogłem się stać pedałem. A w najlepszym wypadku za pedała mogłem być uznany. A ja tak do mężczyzn to raczej obrzydliwy jestem, więc co robić skakałem jak kangurek. I tak sobie kicałem przez kilka minut. A że jestem już nie najmłodszy i brzuszek jest już największym moim mięśniem, to nie dałem rady. Gdy padałem ze zmęczenia starałem się za wszelką cenę lec tak, żeby moja tylna część ciała była raczej jak najbliżej przy podłodze. Bo może jak bym ją wystawił do słoneczka to może bym prowokował? Gdy tak leżałem dysząc, olśniło mnie, że jak nie skaczę, to już pewnie jak nic jestem tym być nie chciałem i resztkami sił starałem się doczołgać do kanapy.

A na nic też moje skakanie, do którego tak bardzo namawiają mnie chłopcy-narodowcy. Przecież ja nawet nie mam prawa skakać! Bo jak przecież jak skacze to nadal w związku partnerskim jestem. Całe moje skakanie na chwałę idei narodowych psu w… przepraszam, nie skuteczne jest. I tak ciągle żyje w napięciu. Bo to przecież, nie pierwszy raz słyszę to najsłynniejsze zawołanie polskich narodowców: „Kto nie skacze, jest pedałem”.  Środowiska narodowe stawiają ogromne wyzwanie przed Polakami. Przed młodymi i starymi. Tymi co wysportowani i tymi co się zapuścili w tężyźnie fizycznej. Bo przecież nie każdy jest predysponowany do ciągłego podskakiwania w celu udowodnienia że się nie jest tym pedałem. Babcia staruszka nie skacze. Pan policjant nie skacze. I ten ksiądz też nie skacze. I Pan kierowca, i pan piekarz, lekarz, i nauczyciel i sprzedawczyni w warzywniaku. I dziecko maleńkie nie skacze, bo chodzić jeszcze nie umie. A wszyscy przecież, jak chcą narodowi młodzieńcy, powinni skakać, bo jak nie to przecież pedalstwo im grozi.

Więc hop, hop jak zajączek, choć oczy już na wierzchu, jęzor do pasa wisi… i tchu brak. I nagle mój wzrok padł znów na telewizor i co widzie – paradę polityków, spotkania, narady wystąpienia rządowych i opozycyjnych od tych prawych i sprawiedliwych aż do platformiastych, i tych narodowych i tych lewicowych, i co … i nic! nikt nie skacze! A więc stało się! Ich też dopadło, nie skaczą! Pewnie też są homo!  I tak skaczę i skaczę i skaczę… Bo ta myśl natrętną, że jak przestane skakać to w myśl narodowego hasła stanę się natychmiast pedałem.