Tyle mi zostało, co mi nakapało
Super rząd w Brukseli oraz krajowy rząd w Warszawie mają wspólne plany jak na siłę uszczęśliwić Polaków wprowadzając, w trosce o ich zdrowie i czystość dusz, podwyżki cen alkoholu. Wszak Polak, szarak i pracownik musi być trzeźwy każdego ranka gdy przystępuje do pracy. Polak nie powinien przynosić strat pracodawcy oraz państwu swym trwaniem w skacowaniu. Tą samą logiką kierowali się zapewne politycy w czasach słusznie minionych, gdy wprowadzali zakaz sprzedaży alkoholu do godziny trzynastej. Ale tak jak drzewiej, tak i teraz jest sposób, aby sobie z zakazami i podwyżkami poradzić. Przecież od zawsze wiadomo, że Polak potrafi… pędzić bimber.
Pewnego dnia, gdy po raz kolejny porządkowałem domowe archiwum, wpadł mi w ręce plan budowy domowej destylarni alkoholu. Pięknie wyrysowany ołówkiem schemat pokazywał jak w prosty i tani sposób, korzystając z ogólnie dostępnych materiałów, zbudować aparaturę do pędzenia bimbru.
Teraz, gdy oblepiona państwową akcyzą butelka wódki będzie kosztować co najmniej trzydzieści dwa złote, a pół litra piwa cztery złote nadszedł czas, aby przypomnieć sobie stare sprawdzone metody walki i oporu przed głupotą rządzących jakie stosowali nasi ojcowie i dziadowie. Nadchodzi czas księżycówki.
Zastanawiam się coraz częściej czy nie warto upędzić trochę samogonu? Tak w ramach protestu oczywiście i dla kultywowania rodzinnych tradycji. Ale zaraz przychodzi – nomen omen – otrzeźwienie i przypominam sobie, że żyje w Polsce, a w tym kraju z zasady wszystko jest zabronione.
W wielu krajach wytwarzanie samogonu jest dozwolone. Ale w Polsce nadal nie wolno tego robić nawet na własny użytek. W kraju nadwiślańskim produkcja alkoholu etylowego jest dozwolona jedynie po uzyskaniu setki jak nie tysięcy zezwoleń. Jak się człowiek uprze, zostanie przedsiębiorcą, uzyska wpis do rejestru prowadzonego przez ministerstwo rolnictwa, spełni całe mnóstwo skomplikowanych warunków dotyczących bezpieczeństwa, spraw fiskalnych związanych z akcyzą oraz załatwi poprawnie sprawy kontroli jakości i produkcji to, w tzw. składzie podatkowym pod ścisłą kontrolą celników, może zacząć produkcje alkoholu.
Ale jak każdy kto próbował uzyskać coś od urzędów wie, że łatwiej zostać neurochirurgiem niż legalnym gorzelnikiem. Czyli praktycznie oznacza to, że produkcja bimbru na własny użytek jest przez prawo całkowicie zabroniona i podlega karze do roku pozbawienia wolności, a w przypadku produkcji znacznych ilości, które tylko sugerują zamiar pokątnej sprzedaży, grozi kara do dwóch lat pozbawienia wolności.
Nasz prawodawca i państwowy nadzorca nadal uznają że Polakowi, który wyprodukuje na własne potrzeby litr bimbru należy się kara lub więzienie. Bimber w majestacie prawa można produkować na terenie Czech. Tam roczny limit dla jednej rodziny został ustalony na poziomie trzydziestu litrów, których nie można wprowadzać do sprzedaży. Podobnie domowa produkcja jest dopuszczona m.in. w Austrii, Włoszech, Chorwacji oraz Niemczech. W Polsce nadal jednak obowiązują totalitarne regulacje prawne, bo przecież Polak to nie Włoch czy Chorwat. Temu kogo nie stać na wciąż drożejący alkohol w państwowo regulowanej cenie pozostaje zejść do głębokiego podziemia i w konspiracji produkować bimber na własne potrzeby, ciągle pamiętając słowa klasyka: „Tyle mi zostało, co mi nakapało. Jak przyjdzie milicja, będzie prohibicja”.
