500 Plus bykowe?

Obublikował pavvel dnia

Narodowy rząd, aby swój naród jak najbardziej powiększyć, postanowił zakontraktować u obywateli po dwójce dzieci. Plan jest taki, że za to drugie płacić będą po pięćset złotych miesięcznie. Ja nigdy nie chciałem i nadal nie chce mieć dzieci, przyjmijmy że to ze względów humanitarnych, więc nie mam szans na żadne wsparcie. Co więcej, obawiam się że narodowy rząd wpadnie niebawem na prodemograficzny pomysł i na takich jak ja, bezdzietnych z wyboru, nałoży podatek od nie posiadania potomstwa.

Premier rządu poinformowała, że przyjęto projekt ustawy, która wprowadza program „Rodzina 500 plus”. Zapowiedziała, że „za chwilę” przekaże go marszałkowi Sejmu. Pomijam już to, że projekt lasowany przez prawych i sprawiedliwych łamie zasadę równości obywateli wobec prawa, dyskryminując jedynaków i obywateli bezpłodnych z powodów biologicznych oraz obywateli preferujących antydemograficzny styl życia z powodów światopoglądowych.

Ja obawiam się, że na kolejnym nocnym posiedzeniu Sejmu jakiś nawiedzony poseł wlezie na mównice i o trzeciej nad ranem zgłosi poprawkę do ustawy, który nałoży karę pięćset złotych na obywateli, którzy z własnej woli nie posiadają potomstwa. No przecież jest to prawdopodobne.  Projekt ustawy o pomocy państwa w wychowywaniu dzieci wprowadza świadczenie pięćset złotych miesięcznie na drugie i kolejne dziecko. Jak się dobrze policzy to może się okazać że najlepszy sposób finasowania tego wsparcia to nałożenie podatku na tych co się migają od posiadania potomstwa.

Teraz nowa władza ma wiele pomysłów z dawnych czasów, a czasami promują je nawet te same osoby co w czasach słusznie dawno minionych zajmowały poważne stanowiska państwowe, więc można przyjąć, że ktoś wpadnie na powrót do tradycji. W Polsce, w okresie po 1945 roku, obowiązywał podatek (a właściwie podwyższona kwota podatku dochodowego) potocznie nazywana bykowym. Płaciły go osoby bezdzietne, nieżonate i niezamężne powyżej 21 roku życia (od 1 stycznia 1946 do 29 listopada 1956), a później powyżej 25 roku życia (do 1 stycznia 1973). Obawiam się, że taki powrót do przeszłości jest bardzo blisko.

Ja nie mogę mieć dzieci, to znaczy nie mogę ich urodzić, ale piewcy dziecioróbstwa, co rusz naciskają na mnie, abym wycisnął ze swych lędźwi soki i konieczne, na chwałę Polski i Narodu, zapłodnił moją partnerkę i to najlepiej dwa razy, bo to za drugie dziecko zapłacą.

– Moja wizja przyszłości jest tak precyzyjna, że gdybym miał dzieci, udusiłbym je natychmiast – napisał kiedyś Emil Cioran. Ja nie jestem aż tak radykalny w poglądach. Nie ma potrzeby od razu dusić.  Po prostu, mam podobnie taką precyzyjną wizje przyszłości, że za nic nie chce i nie chciałbym mieć dzieci i nawet pięćset złotych miesięcznie mnie nie przekona. Ale przy takim nacisku prodemograficznym, naprawdę obawiam się, że już niedługo będę płacić podatek od nieposiadania potomstwa.