Kto ustrzeże nas przez strażnikiem

Obublikował pavvel dnia

– Mam wybity ząb, bark, nie widzę na jedno oko. Grozili mi śmiercią, wywieźli do lasu – tak nocną interwencję straży miejskiej relacjonuje ich ofiara. A podobno – jak donoszą media – wszystko zaczęło się od tego, że ten nieszczęsny obywatel zwrócił mundurowym uwagę, bo radiowozem blokowali miejsca parkingowe. Na swoje nieszczęście próbował on całe zajście sfilmować swoim smartfonem, a tego już strażnicy nie zdzierżyli.

Kilka lat temu pisałem o tym, że rozszerzenie uprawnień dla straży miejskiej uważam za bardzo niebezpieczne. Nadal tak uważam, i co więcej, takie przykłady jak ten przytoczony przeze mnie powyżej tylko potwierdzają moje obawy.

Strażnik miejski jest tylko pracownikiem samorządu, czyli magistrackim urzędnikiem, a nie funkcjonariuszem policji. Mundur jednak daje mu wielką władzę. Strażnik jednakże nie podlega ostrym rygorom naboru i szkolenia, jakie przechodzą kandydaci na policjantów. Zasadne jest więc pytanie, czy strażnik miejski jest dobrze przygotowany do pełnienia funkcji policyjnych?  Czy te uprawnienia, które ma na mocy odpowiednich ustaw, z braku odpowiedniego szkolenia, wiedzy, czy nawet odpowiednich predyspozycji psychicznych, nie są nadużywane?

Przyszły policjant musi mieć, co najmniej średnie wykształcenie i świadectwo o niekaralności. Musi charakteryzować się dobrą kondycją fizyczną. Kandydat do pracy w policji musi przejść skomplikowane egzaminy: test z wiedzy ogólnej, egzamin sprawnościowy, test psychologiczny, rozmowa i badania lekarskie. Jak widać nie jest to łatwe.

Aby służyć w straży miejskiej wystarczy tylko przejście przez procedury rekrutacyjne takie jak na stanowisko urzędnika gminnego oraz rozmowę kwalifikacyjną. Podstawowe szkolenie na policjanta trwa siedem miesięcy i stanowi dopiero początek skomplikowanej procedury doskonalenia zawodowego. Lecz kiedy ktoś zapragnie zostać strażnikiem miejskim czeka go jedynie dwutygodniowa nauka na stróża prawa. Jednak, jeśli nawet taki kontakt z nauką jest dla przyszłego strażnika porządku nie do zniesienia to nic nie szkodzi. Takie wydawałoby mizerne szkolenie nie jest przecież obowiązkowe.

Jak widać na przykładzie tego poturbowanego przez strażników obywatela to nie tylko akademicka dyskusja. To problem z którym przychodzi nam się zmierzyć coraz częściej. Ci uzbrojeni, uprzywilejowani, umundurowani i wyposażeni w środki przymusu bezpośredniego ludzie spacerują po naszych ulicach i nikt nigdy nie sprawdził ich predyspozycji do pełnienia służby, bo nie są to policjanci tylko urzędnicy magistratu.  Taki urzędnik miejski w mundurze to jednak już prawie policjant, ale jak powszechnie wiadomo, prawie robi dużą różnicę.