Niech nie pozostanie po mnie niczyje prawdziwe wspomnienie

Obublikował pavvel dnia

Każdy snuje swoją własną wersje opowieści, więc nie istnieje jedna prawda. Sami ubarwiamy opowieści o nas. Czasem inni je ubarwiają, dodają coś od siebie. Historia, jako opis naszego życia zmienia się nieustanie, a jej wersje ewoluują. To jak zostaniemy zapamiętani, jaki pozostawimy ślad w umysłach tych, których spotkaliśmy na swojej życiowej drodze nie zależy tylko od nas i nie jest to zapisem rzeczywistych wydarzeń. To wieloelementowa układanka praw, półprawdy, fantazji, przeinaczeń i zwykłych kłamstw. Możemy oczywiście starać się zmienić nasz obraz i to jak nas postrzegają i jak będą nas pamiętać, ale całkowicie nad tym zapanować się nie da.

Wiem, jaki jestem. Ale nie wiem jak oceniają mnie inni. Nie chodzi mi o taką ocenę, jaką można usłyszeć, gdy ktoś nam bliski czy zupełnie obcy mówi nam prosto w oczy to, co o nas sądzi. Idzie mi tu o taką ocenę, z której wykluwa się ogólna ocena tego jak jesteśmy postrzegani w społeczeństwie. Ja mnie więcej wiem jak mnie oceniają, a przynajmniej tak mi się do niedawna wydawało. Teraz to już naprawdę nie wiem, jaki jestem w oczach innych. Nie żeby mnie specjalnie obchodziło to jak mnie inni odbierają, jak oceniają, ale czasem dobrze jest wiedzieć.

Dobrze znam moich przyjaciół i moich bliskich, tak przynajmniej do tej pory o tym myślałem. Byłem też przekonany, że dokładnie wiem, jak jestem przez nich postrzegany. Ale okazało się, że bardzo, ale to bardzo się myliłem.  Nieraz i nie dwa widzie teraz w ich spojrzeniach pogardę dla moich – jak im się wydaje – irracjonalnego zachowania. Tak przecież dalekich od ich poglądów na otaczającą nas rzeczywistość. Jestem dla nich tylko zagubionym we własnych myślach sfrustrowanym porażkami człowiekiem, który za nic nie potrafi lub zwyczajnie nie chce przyjąć pomocy. W ich rozumieniu oni wyciągają do mnie pomocna dłoń, którą ja z nieuzasadnioną wyższością odrzucam. Tak, po wielokroć widziałem w ich oczach i wyczytałem z ich zachowania niedorzeczność mego losu. Dla nich byłem tylko kimś kto zabłądził i którego trzeba, choćby siłą, wbrew mojej woli, przyprowadzić do racjonalności i do normatywnych zachowań.

Ile to razy wyśmiewali i lekceważyli moje bunty przeciw temu światu nazywając je tylko rojeniem chorego umysłu. Jakże często poklepywali pobłażliwie, gdy starałem się wytłumaczyć, że nie wszystko na tym świecie jest takie oczywiste jak im się wydaje i jak przyzwyczaili się myśleć. Moje cierpienia były im zupełnie obce. Podobnie jak syty nie zrozumie głodnego, tak oni nie rozumieli mojej niezgody na zastany porządek świata.

Starali się mnie na siłę wtłoczyć w życie doczesne i przyzwyczaić do realizowania marzeń, które nakazuje nam życie społeczne. Widocznie myśleli, że jak wszyscy tego chcą, to nie może być takich, co po prostu tego nie chcą, bo to przecież nie jest normalne. Bo dla nich jednakowość jest dobra a inność jest zagrożeniem. Oni chcą, bez przerwy czegoś chcą i o coś walczą. A ja niewiele chce. Bo czasami zwyczajnie nie ma potrzeby chcieć. Ludzie wytyczają sobie cele, do których uparcie dążą, mają swoje potrzeby i pragnienia, które zaspokajają.  A ja w pewnym sensie cieszę się niespełnieniem.

Niczego więcej już nie chcę. Okazałem się inny. Zupełnie inny. Nie tylko inny o tego, co ja myślałem o sobie, ale bardziej inny od tego jak myślałem, że jestem postrzegany przez społeczeństwo.  Ponownie, i nawet silniej niż kiedyś myślę o tym, iż chciałbym tak żyć, aby z chwilą, kiedy zginę, nie zostało po mnie niczyje prawdziwe wspomnienie. Niech ta opowieść snuje się sama bez mojego udziału, jeśli naprawdę nic nie mogę zmienić, to niech tylko będzie jeszcze bardziej barwna.