Wyłącznik świata
Tak, zgadza się jeszcze żyje. To miło, że pan szanowny zauważył ten niezaprzeczalny fakt. Nadal żyw jestem, zgadza się. Tak, ja wiem, no ja wiem, że od blisko trzech lat, co kilka tygodni, powtarzam, że to są moje ostatnie dwa tygodnie życia. Bo to wiesz pan jak jest, niby wszystko wskazuje na to, że czas się zbierać, ale jakoś tak i zostać by się chciało. To i jestem. Niniejsze nie jest takie łatwe, jak się – patrząc postronnie – wydaje. Ale nie martw się pan, co ma być to będzie, najwyżej trochę później.
Tak, wiem, że to najdłuższe dwa tygodnie w historii ludzkości. Zdaje sobie sprawę, że ja monotematycznie o tym, ale cóż czynić, jak ja wciąż o tym myślę. A że nie bardzo jest ostatnio, z kim porozmawiać, to i jak ktoś słucha to i o tym mówię. Stąd wrażenie takie. A poza tym, wiesz pan, co ktoś kiedyś powiedział: rozmyślanie o śmierci jest rozmyślaniem o wolności. Czyli można założyć, że ja o wolności tak wciąż myślę i mówię.
Wiem, że ja znów o tym, że to ostatnie dwa tygodnie. Uwierz pan, mnie się nie spieszy. To zależy od wielu czynników, zdarzeń, okoliczności. Ale to chyba dobrze, że nadal tu jestem? Pogadać możemy na przykład. Wypić coś. Są jak widać pozytywy. Prawda? Prawa! No widzisz pan. I te moje długotrwałe dwa tygodnie, to moja własna prawda o umieraniu. A że prawda obiektywna nie istnieje, poza tą naszą prawdą, to – pan wybaczy – mogę tak ciągle żyć, rozciągając ten dwutygodniowy czas życia na miesiące czy lata.
A wie pan, że coś mnie usilnie trzyma przy tym moim smutnym przecież życiu. Jakbym był wierzący to rzekłbym, że to jakowyś anioł struż powstrzymuje mnie przed grzechem śmiertelnym. A ponieważ nie doświadczam łaski wiary, to pozostaje tylko przekonanie, że to ten słynny instynkt samozachowawczy tak mnie przy życiu trzyma. I kieruje moimi doczesnymi ścieżkami tak zmyślnie, że mino tego, że wisi nade mną ostateczności to zawsze znajdzie się jakieś wyjście, które pozwoli mi tu, zostać jeszcze kolejny dzień, tydzień, miesiąc.
Mówisz pan, że to opatrzność nade mną czuwa? No może. Jeśli istnieje siła wyższa, to niech tam sobie nade mną czuwa. Z całego serca jej za opiekę dziękuje. Ja bym nawet był skłonny uwierzyć, ale przeraża mnie i zaciekawia jednocześnie nieskończone milczenie Boga. To jedno. A drugie to ta cała koncepcja, że jesteśmy na ziemi tylko przechodniami do wieczności, też mnie nie kręci. No jakoś tak niewierze, żebym w nagrodę za dobre sprawowanie po śmierci fruwał z aniołkami i wyśpiewywał zaangażowane religijnie pieśni. Jak już mnie ma spotkać raj z jego dobrami wszelkimi do ja bym bardzo poprosił tu i teraz. Na miejscu, nie na wynos.
Tak proszę szanownego, życie jest takie krótkie, tak kruche. Nie uwierzysz pan, ale onegdaj prawie mnie autobus przejechał. No widzisz pan, niby to ja bym czasami chętnie oddał dusze Panu czy skończył ze sobą – mówiąc ateistycznie – a jak ten autobus na mnie, to… No proszę pana, czasem chce się oszukać przeznaczenie i jeszcze trochę pobłąkać się na tym świecie. Jak takie to życie jest niepewne i w każdej chwili można je stracić, to może i faktycznie lepiej postawić na wieczność? Przynajmniej się będzie miało nadzieje, że coś tam czeka na człowieka. Życie jest niezwykle złożone. Śmierć taka nie jest. To tylko wyłącznik świata. Mojego świata.
Co proszę, że jak tak dalej pójdzie ze mną to ja pana przeżyje? No nie wydaje mnie się. Wiem, że wcześniej czy później ostateczność mnie dopadnie. Umieranie to nic szlachetnego, chyba, że umiera się z wdziękiem. Tak uważam, więc staram się, proszę pana, tak dożyć, żeby było przynajmniej miło, jak nie może być wspaniale i bardzo dobrze.
