Rozliczenia z samym sobą. Cześć druga
Ja wiem, że najtrudniej o sobie, ale czasem trzeba. Nie mam już złudzeń, co do tego gdzie zaprowadzi mnie moje życie. Więc może przyszedł właściwy czas na podsumowania z elementami autokrytyki póki jeszcze jest, co podsumowywać i co krytykować. Trwam tu sobie cichaczem nie narzucając się nadmiernie moją osobą, żyje sobie tak po prostu starając się podtrzymywać życie na takim poziomie abym mógł trwać przy nim najdłużej jak się da. Co prawda nie bardzo wiem, jak długo „się da”, ale jak na razie jest to możliwe, więc wdzięczy jestem losowi, Najwyższemu oraz moim najbliższym, że mnie w tym moim trwaniu wspierają.
Ale do rzeczy, czyli do podsumowań i rozliczeń. Jedną z najgorszych spraw, jakie mogą się przydarzyć osobie, która uwielbia opowiadać czy opisać historie jest moment, w którym zaczyna ona rozumieć, że większość spraw, o których starała się opowiedzieć są w zależności od czytelnika czy słuchacza całkowicie różnie interpretowane. Naprawdę straszliwie deprymujące jest uczycie, w którym dociera do świadomości wiadomość, że tak naprawdę nikt nie rozumie i nie zrozumiał do końca tego, co chciałem opowiedzieć. Tak, to prawda, że każdy ma prawo do własnej oceny i subiektywnego postrzegania tego, co czyta i co usłyszy, ale dość często zdarza się tak, że słyszę zarzuty, że napisałem coś, czego ja zwyczajnie nie napisałem. Ja wiem, można coś tam źle zrozumieć, wszystkim się zdarza i ja nie jestem od tego wolny, ale jak można wyczytać coś, czego nie ma i nigdy w tekście nie było?
Pewnie dla mnie, jako narratora własnych opowieści, dla kreatora akcji i całości jego sensu, są one tak osobiste, że tylko ja mogę z nich wyciągnąć takie wnioski, jakie ja tylko mogę chcieć tam znaleźć. Ale zawsze już będzie mnie zastanawiała nadinterpretacja tego, co napisałem i napisze w przyszłości. Pewnie, że każdy chce odnaleźć w moich opowieściach samego siebie i spojrzeć po przez tekst czy opowieść moimi oczami na swoje, czy tylko na moje życie, ale nigdy nie pojmę jak można tam znaleźć fragmenty, których nigdy nie napisałem. To naprawdę prawdziwa zagadka.
Może gdyby wszystko, co napisałem i co napisze w przyszłości było odrobinę choć prostsze w przekazie to możliwe, że ominęłyby mnie bolesne rozterki związane z nadinterpretacją lub błędną interpretacją tego, co chciałem przekazać. A tak, przez moje niedbalstwo i niedostateczne zdolności mam to, na co zasłużyłem.
Na tym kończę moja autokrytykę i obiecuje poprawę. I pozostaje mieć tylko nadzieje, że wszyscy dobrze zrozumieli, co chciałem powiedzieć.
