Gadał dziad do obrazu, czyli o pisaninie w próżnie

Obublikował pavvel dnia

Nikt nie czyta moich listów. Jestem o tym przekonany. Dobrze, przyznaje że nie o listy tu chodzi w ich klasycznej papierowej wersji, ale o wszelkiej maści wiadomości jakie kieruje do ludzkości, pisząc bardzo ogólnie. Ale jakich bym nie wysyłał wiadomości pisanych to i tak odnoszę wrażanie, że nikt tego nie czyta albo po przeczytaniu zwyczajnie to co napisałem ignoruje.

Używam wszelkiej maści komunikatorów, gdzie jak wiadomo nie mogę w pełni rozwinąć sztuki epistolarnej, ale jednak jest to coś w rodzaju namiastki tejże sztuki. A odchodząc od górnolotności, to tak zwyczajnie, często pisze do moich znajomych oraz nielicznego już grona przyjaciół mnogie wiadomości. Jednak zazwyczaj jest to komunikacja jednostronna.

Załóżmy na razie teoretycznie, że skutkiem czarnych myśli, od których jak wszystkim wiadomo nie stronie na co dzień, dziś jeszcze zszedłbym z tego świata. Jak by tak stać się miało, to wypadałoby o tym zawiadomić liczne przecież grono moich znajomych, kolegów, współpracowników, wierzycieli, współplemieńców i tym podobnych oraz nieliczne już grono przyjaciół. Tak przynajmniej uważam, że powinienem przed ostatecznym rozstaniem się ze światem doczesnym skreślić kilka słów wyjaśnienia do zainteresowanych.

Załóżmy, więc znów teoretycznie, że na dziś wieczór zaplanowałem ostateczne rozwiązanie moich problemów poprzez możliwie najmniej bezbolesne zejście z tego łez padołu. Znów załóżmy, że w tym celu przedsięwziąłem odpowiednie przygotowania, aby swój zamiar zrealizować. Jeśli tak by się miało stać to wypadałoby też napisać coś, kilka choćby zdań, do zainteresowanych moim losem.

Wszystko, co mnie boli, wszystkie powody rozstania się z tym światem opisałbym możliwie jak najdokładniej. Pożegnałbym się w możliwie jak najbardziej wylewny, ale jak najmniej melancholijny i melodramatyczny sposób. A to, co bym napisał rozesłałbym do wszystkich tych, których uznałbym za godnych otrzymania takich ostatecznych wieści o mnie.  Skrupulatnie opisałbym tam to wszystko, co mnie boli. Cała swą niedole. Dodając zwyczajowe kilka zdań od odchodzącego do wieczności jak to się zapewne czyni w takich razach. Wiadomość tą rozesłałbym niechybnie przy pomocy mediów społecznościowych, jako taki swoisty list pożegnalny do grona tych osób, co mnie znały za mojego żywota.

I tu dochodzimy do sedna. Mam stuprocentowe przekonanie, że osiemdziesiąt procent moich znajomych nie odpisało na taki list wcale. Po prostu by go zignorowało, tak jak to czynią z całą tą moją codzienną pisaniną i tu w tym miejscu jak i w innych mediach społecznościowych gdzie czynie moją codzienną pesymistyczna ewangelizacje. Większość moich znajomych nie odpisało na taką wiadomość ani na żadną inną wiadomość ode mnie ani słowem, bo tak czynią zazwyczaj. Pozostałe dwadzieścia procent znajomych, w tym i moich najbliższych przyjaciół, odpisałaby pewnie po kilku dniach. A to stanowiłoby już oczywistą musztardę po obiedzie, bo mnie już i tak byłoby wtedy wszystko jedno. Oczywiście istnieją chwalebne wyjątki, ale są one tylko potwierdzeniem reguły.

Mam takie wrażenie graniczące z pewnością, że jakbym wysłał do otaczającego mnie społecznego świata wiadomość o tym, że mam zamiar odejść z tej rzeczywistości za jakieś trzydzieści minut, do odpowiedzi z zapytaniem o moje ewentualne samopoczucie (istnienie) zaczęłyby przychodzić, jeśli takowe przyszłyby, po jakiś trzech, czterech dniach.

Ja tu do nich, że już za chwile mnie nie będzie pośród nich i więcej takich słów wzniosłych a oni do mnie: sorki, że nie pisałem, byłem taki zajęty. Tyle roboty, że nie ma czasu na nic. A co tam u Ciebie, bo widzie, że nie najlepiej? A ja bym sobie wtedy już z aniołkami fruwał w niebiesiech lub s diabełkami alkohol spożywał w czeluściach piekielnych. Nie żebym chciał pozorować odejście i wzywał w tym liście pomocy, co to to nie. Ja tu po prostu opisuje moje uczucia względem społeczeństwa, to jaki jestem samotny i jak mało znaczę dla innych. A przynajmniej moje wrażenie w tym temacie. I wcale się nie żale, tylko stwierdzam fakt.

Nie, to nie tak, że ja nie rozumiem, że ktoś może być w danej chwili zajęty, albo zwyczajnie nie chce mu się ze mną rozmawiać czy odpisywać na moje listy czy wiadomości. Ja to rozumiem, że nie wszyscy chcą żyć moim życiem. Ale może tak po prostu jestem znudzony pisaniem do moich znajomych i przyjaciół, ludzi kiedyś i nadal mi bliskich (choć już geograficznie i fizycznie dalekich) na zasadzie gadał dziad do obrazu, obraz do niego ani razu.