O Jezu Najświętszy!
– Najświętszy Jezu! Ależ mnie pan przestraszył! – wykrzyczała mu w twarz jak tylko go dostrzegła.
– Nie trzeba – odpowiedział spokojnie ściszonym głosem.
– Co nie trzeba?
– Nie trzeba mnie już tak nazywać.
– Jak?
– No, Jezu Najświętszy. Teraz nazywam się inaczej, tak jakby bardziej zwyczajnie. Tak po ludzku.
– Co pan?
– Ja? Ja nic. Mówię tylko, że tym Jezusem, to ja byłem dawno temu. Jezusem Nazareńskim, Królem Żydowskim. Będzie już ze dwa tysiące lat wstecz. Dawno to było i nie prawda. Teraz jest inaczej. Inni ludzie, inne czasy. Teraz to na mnie mówią inaczej, a właściwie to ci mówią do mnie, co im się przedstawiłem. Teraz jestem… no, bardziej anonimowy jestem.
– Czyli jak, jak się pan nazywa?
– Teraz to ja jestem po prostu Piotrowski. Paweł Piotrowski. Sam się tak nazwałem jakieś, a będzie już z pięćdziesiąt lat temu i tak już zostało. Tak zwyczajnie. Paweł Piotrowski. Z sentymentu do moich apostołów to nowe miano. Ładnie, co?
– Panie, coś pan? Ja się przestraszyłam, bo pan tak nagłe… A pan mi tu jakieś, pan mi tu brednie opowiada. Coś pan, oszalał?
– Wiedziałem, że mi pani nie uwierzy. Niby tu wszyscy we mnie wierzą, tacy wierzący… a jak przyjdzie, co do czego to nikt we mnie nie wierzy.
