O znikniętym parasolu

Obublikował pavvel dnia

Ja z zasady nie mam i nigdy nie miałem najwyższego mniemania o społeczeństwie, w którym przyszło mi żyć. Poszczególne jednostki składowe to jeszcze jakoś ujdą, ale tak masowo, narodowo, społecznie, państwowo to już całkiem inna sprawa, taka bardziej nienajlepsza. Dawno temu pan Piłsudski o Polakach wypowiedział swoje słynne zdanie: „Naród wspaniały, ale ludzie k…”, parafrazując marszałka rzekłbym raczej, że naród wkurwiający, za to ludzie czasami bywają znośni. Choć ja się o tym dziś nie przekonałem.

Naszło mnie dziś na taki malutki eksperyment socjologiczny. Tak to bywa, gdy deszcz pada. – „W czasie deszczu dzieci się nudzą, to ogólnie znana rzecz” – cytując klasyka. Jak widać nie tylko dzieci się nudzą.  Wychodząc z domu zastanawiałem się czy zabrać parasol. – A po cholerę!? – starałem się sam siebie przekonać – będziesz miał z nim tylko kłopot na zakupach. Będzie ci tylko przeszkadzał.

Przebierałem w parasolach, których się w domu uzbierało się przez te wszystkie lata kilka. Uznałem, że ten stary, z drewnianą rączką, ten z logo znanej firmy za to porwany lekko i trochę połamany z jednej strony oraz tycio sfatygowany będzie w sam raz żeby z nim przejść przez deszcz a następnie wyrzucić go przy sklepie do kosza na śmieci.

I tak bym pewnie postąpił, ale gdy tak spacerowałem w deszcze zrodził się we mnie pomysł, aby sprawdzić czy mój stary parasol przyda się komuś jak go zostawię bez opieki pod sklepem. Tak zrobiłem jak to obmyśliłem. Pozostawiłem parasol bez opieki a sam udałem się między półki na zakupy.  Po dokładnie czterech minutach wróciłem, aby sprawdzić czy on, ten mój parasol pożal się nad nim Boże, dalej sobie spoczywa tam gdzie go zostawiłem. I co? Tak, zgadza się! Już go tam nie było. Znikł sobie.

Nie wierze żeby nagle dostał nóg i samodzielnie się oddalił w nieznanym kierunku wybierając wolność. Więc pewnie ktoś z moich współobywateli go sobie przywłaszczył, bo uznał widocznie, że może jak jest ku temu sposobność, choć przecież parasol nie był jego własnością. – A niech mu tam będzie na zdrowie – pomyślałem. Bo choć przecież spodziewałem się, że go ktoś ukradnie i to, czego się spodziewałem dostałem, to jednak żal… choćby tego żal, że zmoknę w powrotnej drodze do domu, bo nadal padało.

Ktoś, ktoś pewnie, z tej maciupciej mniejszości ledwo zauważanych ateistów, nie przestrzegał prawa Bożego a konkretnie siódmego przykazania i się nie bał, i zajeb… Coś takiego w katolickim kraju! Skandaliczny skandal! – że znów skorzystam ze słów innego klasyka.

W drodze powrotnej nadal padało. I tak idąc w deszczu myślałem sobie o tym narodzie, o tym społeczeństwie. Zastanawiałem się czy to ja miałem racje czy może marszałek? Ale to chyba bez znaczenia.  I naród, i ludzie, no może tylko jednostki, jako takie.

 

 

————

Z dedykacją dla Tatianki, żeby wiedziała, że ja nie tylko „te usprawiedliwiąjace samego siebie bzdury” 🙂