A gdyby myśl stała się ciałem?
Mam taką dobrą umiejętność, że mogę w myślach zbudować alternatywną rzeczywistość. Stworzyć inny świat. Mogę budować coś z niczego nie krzywdząc ani siebie ani też nikogo innego. To, że coś sobie wyobrażam, nie ma najczęściej wpływu na rzeczywistość. Na świat realny. Jest we mnie i jest tylko moje. Jeśli oczywiście przyjąć, że świat realny nie jest moim wyobrażeniem.
Moja wyobraźnia jest niekiedy bodźcem popychającym mnie do działania, ale raczej nie zdarza się do często. To świat realny dostarcza mi czynników i pomaga w pełniejszym przeżywaniu tego, czego realnie nie mam i raczej mieć nie będę. Potrafię w kilka sekund zwizualizować coś, co się nie wydarzy, ale przyjemnie jest w tej chwili myśleć, że to możliwe, że do mogłoby się wydarzyć. W mojej głowie wystrzeliwują wtedy sekwencje obrazów z alternatywnej rzeczywistość. Wyświetla się tam film nie rzeczywisty, zmyślony, ale przeważnie bardzo przyjemny.
Gdy tyko oparła swą piękną główkę na mym ramieniu, w moim umyśle wystrzeliły na ekran świadomości myśli o tym jakby było pięknie, gdy choć przez chwile być jednak mogło. Tak, ja wiem, że nic nigdy nie będzie. Ale bliskość, zapach, ciepło plus moja nadmierna widać wyobraźnia sprawiły, że wymyśliłem dla nas alternatywną rzeczywistość. I przez kilka minut żyłem tym w pełni i całkiem przyjemnie.
Dobrze jest mieć marzenia, bo jak śpiewała pewna pani, fantazja jest od tego, aby bawić się, aby bawić się na całego. I tak właśnie jest. Bawi mnie to. To dziwne zauroczenie. Mam już swoje lata. Może nie jestem już stojącym nad grobem starcem, ale jednak sporo przeżywałem. Bywały już miłości, rozstania, spotkania. Szybko było i było też życie wspólne rozwleczone na miesiące, ale też i na lata. Dość powiedzieć, dużo się działo. Ale nadal bawi mnie niepomiernie to, że mogę się tak platonicznie zadurzyć w pięknej kobiecie wiedząc jednocześnie, że nic z tego dalej nie będzie, że to dla mnie niedostępne. Ale zadurzyć się mogę.
Takie zauroczenie jest przyjemne. Jest o czym myśleć i o czym śnić. A że nic z tego nie będzie? Może to i lepiej? Tak, to zdecydowanie lepsze dla wszystkich. Znając moją tendencje do niszczenia wszystkiego, to pewnie i tym razem nim by coś z tego wyrosło to już by się skończyło. A tak, to co mam w myślach tam pozostanie. Wszyscy znają zasadę, że co dzieje się w Vegas, zostaje w Vegas. Z moją nadinterpretacją, z moimi marzeniami, z moją wyobraźnią jest podobnie. Co wydarzyło się w moich rojeniach, tam tylko pozostaje.
Lubię jak realnie ona jest blisko, bo to działa na mnie, na moją podświadomość, inspirująco. Ale to nie znaczy, że coś może być z tego więcej. To tylko taka zabawa wyobraźnią. Czy to wystarczy? Nie wiem. Pewnie będzie musiało. Ja nic z tym nie zrobię, bo ja nie jestem stałym elementem układanki jej życia. Jestem tylko niepasującym fragmentem, który trzymasz w ręku chwile zastanawiając się, co z nim zrobić, po czym odkładasz na bok i zapominasz. Przypominasz sobie o nim ponownie po jakimś czasie, ale sytuacja się powtarza i znów ja, ten mały niedopasowany fragmencik, ponownie ląduje na marginesie życia. Po kilkunastu razach zaczynasz się do tego przyzwyczajać i tu przydaje się moja wyobraźnia, w której mogę znacznie więcej.
Oczywiście, że chciałbym żeby to, co jest tylko w mojej głowie ziściło się w prawdziwym świecie. Ale jak już wspomniałem ze względu na moje ograniczenia, na tak wiele czynników, które w tym przeszkadzają, cieszę się tym, co mam i nie liczę już na nic więcej. Choć oczywiście byłbym zaszczycony i bardzo szczęśliwy gdyby coś, co mam tylko w wybrani stało się jednak ciałem.
