Lotnisko z ciążącym nad nim fatum?
– Jakby ktoś napisał taki scenariusz, to nikt by w niego nie uwierzył, to przecież niemożliwe żeby w tym samym miejscu, na tej samej imprezie doszło dwa razy pod rząd do tragedii z udziałem samolotów – usłyszałem wczoraj od jednego z widzów pokazów lotniczych Air Show w Radomiu.
A jednak tak się stało. Drugiego dnia pokazów o trzynastej siedemnaście, po dwu minutowym locie samolot należący do białoruskich sił powietrznych runął na ziemię grzebiąc w swoich szczątkach dwóch pilotów. W niespełna dwie minuty od startu samolot SU – 27 tak, jakby na chwilę zawisł w powietrzu, aby następnie runąć z niewielkiej wysokości. Po chwili widzom pokazu ukazał się dym unoszący się zza lasu otaczającego od południa lotnisko na Sadkowie pod Radomiem. Publiczność jakby od razu zrozumiała, że jest świadkiem kolejne tragedii, która dopadła radomskie pokazy lotnicze. Wśród początkowej ciszy jednak coraz wyraźniej zaczęły rodzić się pytania wyrażane coraz głośniej: jak to możliwe? Dwa razy z rzędu, nie wierzę? Przecież byłoby to jakieś fatum. Każdy nadal miał jednak nadzieję, że może tym razem los będzie dla pilotów łaskawy. Może się katapultowali? Może przeżyli wypadek? Przez bardzo długą chwilę milczenie prowadzących imprezę było bardziej wymowne niż jakiekolwiek ich słowa. Wreszcie Tadeusz Sznuk odczytał komunikat o śmierci dwóch białoruskich pilotów. Dla wielu fatum wiszące nad imprezą właśnie się wypełniło.
W takich chwilach myśli krążą wokół kruchości ludzkiego życia. Ale też mam wrażenie, że nie byłem odosobniony w myślach na tym, że nad radomskiem lotniskiem, nad pokazami lotniczymi w tym mieście zawisło, jak w sobotę czarne chmury nad lotniskiem – fatum. Wokół mnie wszyscy mówili o tragedii, ale też o nieuchronności, o nieodwracalności losu. Jak to możliwe, że dwa razy z rzędu w czasie pokazów lotniczych dochodzi to wypadku, w którym giną piloci? To przecież kolejna katastrofa lotnicza w historii radomskich Air Show. Przed dwoma laty, 1 września, podczas pierwszego dnia pokazów nad Sadkowem zderzyły się dwa samoloty z Grupy Akrobacyjnej „Żelazny”. Przeznaczenie to czy przypadek?
Czy to naprawdę jakaś nieodwołalna wola bogów, na którą my maluczcy nie mamy wpływu? Ja jestem pesymistą, ale zadziwiła mnie ta zgodność ludzi opuszczających wczorajsze pokazy w pesymistycznej wizji nieuchronności losów pokazów lotniczych w Radomiu. – To już ostatnie takie pokazy w tym mieście. – Nikt już nie pozwoli na pokazy w tym naznaczonym dwukrotną tragedią lotnisku – słyszałem wśród tłumu. Czy naprawdę jakieś fatum zaciążyło nad radomskiem Air Show? Czy to słowo – fatum powtarzane wczoraj przez tysiące ust nieuchronnie wpycha tą najważniejszą dla tego miasta imprezę w ramy nieodwracalności jej losu?
Tak wiem, że zaraz oberwę w komentarzach za pseudo – filozoficzne dywagacje. Ale może warto zadać sobie teraz pytanie czy mimo wszystko, mimo tragedii nie trzeba spróbować przezwyciężyć tego fatum? Chociażby dla uczczenia tych, co polegli śmiercią lotnika.
