Pracownicy na zakupach w samo południe

Obublikował pavvel dnia

Dziś nie wstałem jak zwykle wczesnym rankiem, lecz pozwoliłem sobie na lenistwo do dziewiątej. Zwlekłem się leniwie z łóżka, niespiesznie dokonałem niezbędnych ablucji, zjadłem śniadanie i zamiast udać się, jak co dzień do pracy wyruszyłem na zakupy. Licząc, że w środę w południe to raczej samotnie i niespiesznie uzupełnię w sklepie to wszystko, czego już w domu nie mam.

 

Pamiętając, jakie gromy spadły na moją głowę, gdy kiedyś napisałem, że ogromnie denerwuje mnie sprzątanie sklepów przez ich personel na trzydzieści minut przed zamknięciem. Tym razem zgodnie z sugestiami niektórych moich Czytelników postanowiłem udać się na zakupy rano i poświęcić na nie cały dzień. Aby nie okazać się jednak zbytnim natrętem zdecydowałem się na wizyty w sklepach nie zaraz po ich otwarciu, lecz tak po jedenastej oraz postanowiłem pozostać na zakupach na tyle długo żeby nie przeszkadzać w ich sprzątaniu, czyli opuścić je w godzinę przed ich zamknięciem.

 

Należy zaznaczyć że dziś miałem dzień wolny od pracy. Mój przełożony okazał się ludzkim Panem i zezwolił mi na jeden dzień przerwy z moich codziennych korporacyjnych obowiązkach. Co prawda coś tam wspominał o tym, że jest sezon i że sprzedaż kuleje, i kuleć będzie jeszcze bardziej, gdy mnie ten jeden dzień nie będzie, ale gdy już miałem użyć argumentów ostatecznych o zaległych trzech tygodniach urlopu… nagle miał przypływ zrozumienia i zgodził się żebym miał ten swój jeden dzień wolności.  

 

Specjalnie na zakupy wybrałem dzień w środku tygodnia naiwnie myśląc, że jak zjawię się w centrum handlowym w środę po jedenastej rano to nie spotkam tam zbyt wielu współobywateli mego prowincjonalnego miasta robiących zakupy. I tu przeżyłem wielkie rozczarowanie. Widocznie nie tylko ja miałem dziś dzień wolny, bo w centrum handlowym było dokładnie tyle samo kupujących, co w sobotę czy niedzielę. No dobrze przesadzam, było ich ciut mniej, ale nie na tyle mniej żeby zrealizowała się moja wizja spokojnej przechadzki w pustawym sklepie oraz braku kolejek do kas.

 

A tu proszę, albo wszyscy wpadli na ten sam pomysł dnia wolnego przeznaczonego na zakupy albo, te rządowe opowieści o tym, że jest w Polsce dwudziesto procentowe bezrobocie to jakiś mit. Bo w porównaniu do soboty, wolnej ustawowo, frekwencja w sklepach nie zmniejszyła się w stosunku do pracującej środy do tych dwudziestu procent, co to legalnie nie w pracy choćby pewnie chcieli.

 

Oczywiście już widzę komentarze o tym, że przecież w tych centrach handlowych to jeszcze i emeryci, i renciści taki tłum stanowią pomieszani z tymi, co na bezrobociu. Ale sądząc po wieku to albo to czterdziestoletni emeryci mundurowi, tak tu w moim mieście obrodzili albo opieka medyczna stoi w naszym kraju na bardzo dobrym poziomie. Na o wiele większym niż to się Pani minister od zdrowia wydaje. Bo jeśli to renciści i emeryci to w przytłaczającej większości jacyś tacy żwawi i w sile wieku, czyli w okresie produktywnym. I zdolni do ciężkiej pracy sądząc po pchanych przez siebie wyładowanych po brzegi wózkach z zakupami.

 

Więc jak u licha oni tak w tych sklepach te zakupy jak ja w tym czasie w pracy? Ja rozumiem, że można się wyrwać na chwilę, bo bułeczkę czy coś innego na ząb jak się akurat przejeżdża obok centrum handlowego i szybko z powrotem do pracy, ale jakoś tak nie widziałem żeby ktoś po tym sklepie biegał gnany obowiązkiem najszybszego powrotu do pracy. Raczej wszystko odbywało się w spokojności i dostojeństwie.

 

Tak, wiem jeszcze matki z dziećmi, co to na urlopach wychowawczych oraz młodzież szkolna, co to po lekcjach, ale oni też raczej byli promilem w tłumie zakupowiczów obserwowanych przeze mnie w środę wczesnym popołudniem. A może to jakaś zmianowość powróciła do łask po latach przerwy i teraz te wszystkie urzędy, zakłady pracy i przedsiębiorstwa nic tylko na trzy zmiany. Ale jak tak rozmawiam ze znajomymi to raczej wszyscy od rana to popołudnia w pracy… więc skąd te tłumy w sklepach w godzinach pracy większości?

 

Na końcu tylko wspomnę, że ja o tych pracujących, co to nie pracy a na zakupach, tak z zacięcia obserwacyjnego a nie z czystej jakiejś złośliwości. Po prostu ja też bym tak chciał spokojnym krokiem przechadzać się w południe, w środku tygodnia po galerii handlowej a nie pracować przy biurku. Ale może ja za dużo pracuję, żeby to mieć czy jakby wołałby zapewne mój przełożony, za mało żeby taki stan osiągnąć. Sam już nie wiem.