Kłopoty z liczeniem
– Nieważne kto głosuje i na kogo głosuje, ważne kto liczy głosy – mawiał Iosif Wissarionowicz Dżugaszwili i niewątpliwie miał racje. A przynajmniej ta stara prawda sprawdza się idealnie w odniesieniu do naszych wyborów. Oczywiście nie chce być tu podobny w swoich osądach do prezesa Jarosława który tradycyjnie jest przekonany o fałszowaniu każdych wyborów nawet tych wygranych przez jego partie. Ja tylko zauważyłem, że ogólnie rzecz ujmując nasza państwowa władza na spory problem legalizacją własnej władzy.
Nowy system informatyczny kupiony za relatywnie skromne pieniądze miał zapewnić wiedzę o wynikach wyborów już po kilku godzinach od zakończenia głosowania. Państwowa Komisja Wyborcza zapewniała obywateli przed wyborami, że system został wnikliwie sprawdzony a testy wypadły bardzo dobrze. A jak jest? Teraz każdy to widzi. Miało być dobrze, a wyszło jak zawsze. Choć tak wielkiej kompromitacji z podawaniem wyników wyborów dawno nie było. Państwowa Komisja Wyborcza kilka dni po wyborach nie jest w stanie podać wyników wyborów samorządowych i jak donoszą media nie bardzo jest w stanie ustalić, kiedy będą znane oficjalne wyniki. A przecież za organizację i przeprowadzenie tych wyborów zapłaciliśmy dwa razy więcej niż za poprzednie elekcje.
Rada Starszych czyli Państwowa Komisja Wyborcza – jak każdy mógł zobaczyć na własne oczy – nie bardzo jest zaznajomiona ze światem cyfrowym. Dla tych starszych panów oraz pani to jakaś czarna magia podawana „w postaci tych swoich cyferek, znaczków i temu podobnych hieroglifów”.
A jak już w końcu udało im się coś tam przy pomocy liczydeł, kalkulatorów i na palcach policzyć to okazało się, że wyniki zdecydowanie różnią się od wyników badań sondażowych a co czwarty z oddanych głosów jest nieważny. – Uzyskano nieautoryzowany dostęp do baz danych strony internetowej www.pkw.gov.pl – potwierdziła w nocnym komunikacie Państwowa Komisja Wyborcza. Prezes Kongresu Nowej Prawicy niejaki Janusz Korwin-Mikke zaapelował, by w związku z problemami PKW przy liczeniu głosów wybory samorządowe zostały powtórzone. – Mamy poważny kryzys państwa! – wtóruje mu pan Gowin od niedawna prawy i sprawiedliwy, który też żąda powtórzenia wyborów. To wszystko wyjątkowo jest zabawne i już nawet nie na swój pokręcony sposób tylko tak zwyczajnie zabawne i już. Ale pocieszające jest to, że wszystko to ma swój pierwowzór w kultowym filmie „Miś”, bo jak się wzorować to na najlepszych.
– Czyli, że zasadniczo Pan się musi na tym rozeznać całkowicie żeby wiedzieć ile i gdzie… – pyta Stanisław Paluch pana inkasenta w komedii Barei. – Dotychczas tak było, ale teraz mamy komputer. Może Pan pisać co tylko Pan chce to nie ma żadnego znaczenia – odpowiada inkasent z „Misia” – Eeee, on się i tak zawsze pomyli przy dodawaniu, proszę pana. Nie było miesiąca, żeby się nie pomylił – dopowiadając po chwili. Czy ta filmowa scena z komedii nie pasuje jak ulał do obecnej sytuacji w Państwowej Komisji Wyborczej? Pasuje! I owszem. Każda konferencja prasowa PKW to jak obrazy żywcem wycięte z „Misia”. – Czyli, że teraz nie trzeba się tak znać na robocie? – pyta Stasiek Paluch z filmu Barei. A ja mam wrażenie, że to pytanie zadają dziennikarze członkom komisji. – A teraz już nie. Teraz jest dużo łatwiej, jest proszę pana – odpowiada inkasent całkiem jak przedstawiciel Państwowej Komisji Wyborczej.
Acha, na koniec chciałbym przypomnieć każdemu wyborcy – za reklamą namawiającą do uczestnictwa w wyborach – że jego głos jest ważny. Jeśli oczywiście jest policzalny.
