Państwo, jako konieczność życiowa?
Czy kiedykolwiek zastanawiałeś się drogi Czytelniku, czym jest państwo? Nie takie w formie narodowej wspólnoty wyrażonej w godle i fladze, we wspólnym języku, kulturze i pamięci historycznej, ale raczej w takiej rozumianej, jako wszechogarniająca i regulująca Twoje życie we wszelkich aspektach instytucja totalna. Czy zastanawiałeś się nad tym, czy państwo istnieje dla nas, a może raczej my dla niego?
Państwo często rozumie się, jako twór, bez którego współczesny człowiek nie może już istnieć, bowiem jest to dla niego przymus i konieczność życiowa. Tak przynajmniej nakazuje Ci wierzyć następująca po sobie władza polityczna potocznie nazywana rządem. W danym okresie dziejowym jedna z klas społecznych w państwie okazuje się silniejsza i przez to zdolna do przejęcia władzy i utrzymania jej przez pewien czas. I tak oto państwo ma kolejny rząd a my rządzących nami. I tak to się już rozwinęło przez wieki, że państwo stało się instytucją samą w sobie, działająca na swoją korzyść, a nie na korzyści własnych obywateli. A co ciekawsze instytucja państwa stwarza przymus, który zmusza cię do trwania w nim.
To właśnie Ty utrzymujesz instytucje państwa pracując tylko i wyłącznie na nie przez pół roku a dopiero potem drugie pół, już tylko dla siebie. Mniej więcej do połowy czerwca obywatel państwa polskiego płaci daninę w formie podatków na funkcjonowanie państwa z własnej pensji w całości. Ale w zamian powinien teoretycznie dostać to, za co płaci, bo taka jest podstawowa funkcja państwa. W gospodarce państwo jest jak przedsiębiorca koordynujący procesy gospodarcze tak, żeby żyło nam się lepiej. Albo przynajmniej przyzwoicie. A u nas przez całe moje życie mamy totalny kryzys, a jedyny rozwój widać tylko w zakresie rozszerzania się instytucji państwowych i powiązanych z nimi ściśle klas posiadających. Bo jeśli chodzi o państwo, jako przedsiębiorcę, to odniosło ono w tym roku absolutny sukces. Przyszłoroczny deficyt budżetowy wyniesie aż 52,2 miliarda złotych! Brawo!
Jeśli zaś chodzi o funkcje socjalne i oświatowe to wyraźnie widać jak państwo jest skuteczne na przykładzie reklamy telewizyjnej gdzie mała dziewczynka o imieniu Małgosia prosi o wsparcie współobywateli. Bo jako mały obywatel państwa chodzi do szkoły głodna. I tylko dzięki hojności dobrych ludzi wspierających szkoły może tam zjeść swój jedyny talerz zupy. Bo w domu to nie zawsze. I tak to sami dzielimy się z Małgosią posiłkiem, bo na pomoc opłacanego przez nas państwa nie ma, co liczyć.
Ale już prawdziwym hitem w relacjach państwo obywatel jest funkcja socjalna państwa. Polega ona teoretycznie na przejęciu przez wyspecjalizowane instytucje państwowe opieki nad tymi, którzy z racji swego wieku lub choroby takiej opieki wymagają. Płacili oni zresztą na tę opiekę swymi podatkami przez całe życie i to przymusowo. A teraz zostaje im jedynie samodzielne opłacenie sobie kosztów leczenia za pieniądze uzyskane z kredytów. Dotyczy to także usług, które powinny być bezpłatne. A więc nie tylko zabiegów upiększających.
Trwa u nas nieprzerwana reforma służby zdrowia od dziesięcioleci. I jedyne, co dostaliśmy do tej pory od państwa, oprócz obietnic poprawy sytuacji, to oferty kredytów bankowych z przeznaczeniem na cele leczenia lub zabiegów. Teraz każdy ubezpieczony przymusowo w państwowej instytucji obywatel, prywatnie może na raty rozłożyć swoje koszty operacji chirurgicznej, okulistycznej czy ginekologicznej. Na kredyt może sobie pozwolić nawet osoba z minimalnymi dochodami 200 złotych. I mam wrażenie, że reforma w lecznictwie państwowym idzie w tym kierunku, że nie chcąc czekać latami na darmowy zabieg będziemy zmuszeni sami za niego płacić. Teoretycznie jednak mamy nadal konstytucyjne gwarancje równego dostępu do opieki zdrowotnej, finansowanej przez państwo dla wszystkich obywateli.
Więc, jeśli państwo nie sprawdziło się, jako rządca naszych pieniędzy i przedsiębiorca, nie zapewnia nam opieki socjalnej i zdrowotnej to, po co utrzymywać darmozjada? Odpowiedź jest prosta. Państwo, jako instytucja totalna jest formalnoprawnym przymusem i koniecznością życiową. Więc wyjścia nie ma?
