Przemoc jest w nas, w naszych ciałach i umysłach…

Obublikował pavvel dnia

 

Pewien Pan Ryszard znany, jako raper Peją, podczas koncertu zbluzgał ze sceny własnego widza, który pokazywał mu środkowy palec. Potem słownie aprobował to, co pod sceną zrobili z gościem jego koncertu inni fani rapera. A my możemy to całe zdarzenie od rana oglądać w telewizji i tam też wysłuchać głosów świętego oburzenia na zachowanie Pana Ryszarda. Już nawet pewna pani zdążyła napisać list do redakcji całodobowej stacji informacyjnej, w którym przekonuje widzów, że: Poznań przeprasza za Peje.

 

A co miał niby zrobić Pan Ryszard? Czego się po nim spodziewały piętnujące go dziś media? Miał na palczasty międzynarodowy znak dezaprobaty zareagować listem otwartym do publiczności opublikowanym w największych dziennikach? Miał zawiadomić organy ścigania o tej zniewadze, a następnie wytoczyć pokazującemu palec widzowi proces cywilny o zniesławienie? Przecież to śmieszne. Zachował się dokładnie tak, jak się tego po nim spodziewano. Po co więc teraz ta rozpacz, lament i dezaprobata?

 

Czy naprawdę wszyscy ci, którzy dziś krytykują Pana Rysia nie wiedzieli, że takie zachowanie – gangsterskie, ostre – to znaczna część tak zwanej kultury, rap czy jak kto woli, hip- hopu? No może nie całej, ale na pewno znacznej części. Nie trzeba prowadzić nad tym zjawiskiem muzycznym i kulturowym głębokich badań. Wystarczy nastawić telewizor na obojętnie którą stacje muzyczną, aby już po chwili zobaczyć na ekranie gibających się kolesi śpiewających o przemocy, gwałtach, bogactwie i panienkach.

 

Nie wiem, jaka odmianę rapu wyznaje pan Ryszard, bo pewnie w chwili, gdy to piszę na świecie powstają właśnie kolejne odłamy tej muzycznej kultury. Jednak przecież od lat wiadomo wszystkim i wszędzie, że istnieje model rapu gloryfikujący przemoc, brutalność i niebezpieczny tryb życia. Czy komuś to przeszkadzało? Raczej nie. Bo były z tego pieniądze. Dla muzyków, dla wytwórni płytowych, dla organizatorów koncertów, dla mediów. Co raz można nawet w telewizyjnych programach porannych zobaczyć facetów zachowujących się i mówiących o sobie, że są raperami, czyli w ich mniemaniu twardzielami i nawet bandziorami. Taka moda i taki styl. Taka forma słownej wypowiedzi i taka forma zarobkowania. W tekstach deklamowanych przez raperów pełno jest przemocy i nawoływania do rozwiązań ostatecznych. I gdy słowo nagle stało się ciałem… podniósł się krzyk, że jak tak można, że to nawoływanie ze sceny do linczu. Zapewne jakby słowa Pana Ryszarda nie zostały wprowadzone w czyn przez skorych do bitki fanów, to nikt by o tym nie usłyszał, bo żadna telewizja by się tym nie przejęła. Dopóki tylko śpiewał, to było wszystko dobrze.

 

Teraz mały cytat z twórczości Pana Ryszarda, czyli Peji: „Przemoc k….a przemoc to gówno jest w nas w naszych ciałach i umysłach, uaktywnia się, co czas”. Pan Ryszard śpiewa też innym razem o tym, że: „Przemoc fizyczna to nie jest rozwiązanie”. Ale jak widać, co pewien czas to „gówno” przemocy mu się „uaktywnia”.

 

Jeśli słowa Pana Ryszarda nam nie przeszkadzały dotychczas, bo do tej pory nikt nich nie przekuwał w czyn, to przynajmniej nie oskarżajmy go teraz o to, że ktoś go w końcu posłuchał. Nie czas teraz na rozdzieranie szat i święte głosy oburzenia, bo to hipokryzja.