Mało tajne / minimalnie poufne

Obublikował pavvel dnia

Jak byłem małym chłopcem miałem przekonanie, że jak coś jest tajne to jest to wielki sekret powierzony mi w zaufaniu i nikt nie powinien się o nim dowiedzieć poza tymi, którzy mi tą tajemnice powierzyli. Wierzyłem, jak teraz widzę bardzo naiwnie, że jak ktoś powierzy mi tajemnice to nie powinienem się nią dzielić z innymi, bo przecież jak coś jest poufne, nie jawne to powinno pozostać takim z tego choćby powodu, że jak już mnie obnażono zaufaniem to nie powinienem tego zaufania zawieść przez ujawnienie tajemnicy.

 

Teraz jestem już dużym chłopcem i wiem, że przynajmniej w polityce lub w systemie państwowym nic takiego jak tajemnica nie obowiązuje. Przynajmniej, jeśli chodzi o tych na samym świeczniku władzy. Szef Centralnego Biura Antykorupcyjnego Mariusz Kamiński wysłał w tajemnicy informację do premiera, prezydenta, do Sejmu i Senatu dokumenty objęty klauzulą tajne. Papiery te dotyczyły potencjalnego zagrożenia interesu ekonomicznego państwa w związku z przygotowywaniem projektu nowelizacji ustawy o grach i zakładach wzajemnych. Tajne akta wysłane zostały do dziesięciu najważniejszych ludzi w państwie. I co? I już po niedługim czasie w każdej telewizji, w każdej gazecie, w Internecie i w radio można było usłyszeć, zobaczyć, przeczytać, o czym traktuje ten tajny dokument i kogo on dotyczy. Był nadal tajny i nadal był tajemnica tylko, że już wszyscy o nim wiedzieli. Dalej wykaże się naiwnością pozostało mi z dzieciństwa, bo bardzo chciałbym wierzyć, że to nie tych dziesięciu najważniejszych ludzi w państwie przekazało prasie to, co powinno być tajemnicą. Ale jeśli nie oni to, kto?

 

Mam nadzieje, że tajemnice ujawnienia poufnych informacji wyjaśni warszawska prokuratura okręgowa, która wszczęła śledztwo w sprawie ujawnienia bądź wykorzystania tajemnicy państwowej. Bo jeśli to nie tych dziesięciu wtajemniczonych przez CBA ludzi wyniosło do jednego z dzienników materiały, które były opatrzone klauzulą ściśle tajne to naprawdę zasadne jest pytanie gdzie jest przeciek? Może w instytucji kierowanej przez Mariusz Kamiński? Ale tu obawiam się, że dziwne byłoby prowadzenie śledztwa w prawie przecieku informacji niejawnych w instytucji, która o lat bada aferę z przeciekiem informacji tajnych w sprawie o korupcję przy odrolnieniu ziemi w Ministerstwie Rolnictwa latem 2007 roku. Choć naprawdę byłaby ciekawa konferencja prasowa wzorowana ta tej słynnej z przed lat, w której teraz zobaczylibyśmy, kto, z kim spotykał się i kto komu przekazywał tajne dokumenty.

 

Teraz jest przedziwna sytuacja, w której wszyscy już o wszystkim wiedzą i żywo dyskutują o tajnych dokumentach, choć one nadal formalnie są tajne. Dzięki uprzejmości jednego z dzienników mogliśmy nawet zapoznać się z treścią prywatnych rozmów telefonicznych, co już w samym założeniu prywatności jest rzeczą dziwną. Ja wiem, że dziennikarską rzeczą jest tropić afery i o nich informować, więc nie ma pretensji to gazety, ale mogę mieć uzasadnione pretensje do tych, którzy nie przywiązują żadnego znaczenia do formuły tajności państwowych dokumentów. Jak coś jest tajne to powinno być tajne, czyż nie? Bo jeśli nie byłoby tak to niech mi ktoś powie, czy ujawnienie tajnych materiałów na temat obronności Polski byłoby złamaniem tajemnicy państwowej? Można przyjąć śmiało założenie, że w obecnej sytuacji jest możliwe, że ktoś uzna samodzielnie, że ujawni tajne materiały o obronności w imię tak pojmowanego interesu ogólnego. Czy wolno samodzielnie decydować o tym, co jest tajne i poufne a co nie jest już takie z naszego widzimisie i nadaje się do publikacji w prasie?