Pomyśl zanim usiądziesz za kierownicą

Obublikował pavvel dnia

Była kiedyś taka akcja społeczna, która miała odstraszać pijaków od prowadzenia pojazdów pod wpływem alkoholu. Hasłem kampanii była sentencja – Pomyśl zanim usiądziesz za kierownicą. Ale od wczoraj powinna ona mieć przypisek brzmiący: sprawdzić czy nie ksiądz. Po tym jak usłyszałem wypowiedź ojca dyrektora na temat pijanych duchownych za kierownicą wiem już na pewno, że jest jedna przynajmniej osoba w naszym kraju nad Wisłą, która nie myśli. Nie ma refleksji na temat własnych zachowań i słów nie tylko jak ma zamiar zasiąść za kierownicą. Ta osoba duchowna po prostu nie myśli trzeźwo.

 

Od wielu lat ukazuje się w moim prowincjonalnym mieście lokalna gazeta, która walczy z brukowcami ogólnopolskimi na tytuły, które mają zainteresować czytelnika na tyle by go skłonić do kupna tej właśnie gazety. Czym bardziej szokujący i jednoznaczny tytuł – tym lepiej. Dla tej gazety niczym nadzwyczajnym byłby tytuł: pijani mordercy za kierownicą. Lecz tym razem redaktorom najwyraźniej zabrakło polotu i krótka notkę opatrzyli tytułem nie za bardzo krwawym i nie za bardzo morderczym. Czyli typowa medialna notka o typowej sprawie z nietypowym dla tej gazety tytułem. Może, dlatego że ileż to razy można pisać o tym samym, czyli o tym, że po raz kolejny policjanci zatrzymali pijanych kierowców.

 

Z gazety dowiedziałem się, że skontrolowany na pewnej ulicy mojego miasta trzydziesto dziewięcioletni kierowca audi miał ponad 3 promile alkoholu w organizmie. A za to blisko dwa promile wykazało badanie u kolejnego kierowcy, który prowadził ładę. Na innej ulicy policjanci zatrzymali kobietę, która kierowała volkswagenem. Miała 0, 9 promila alkoholu. Za to 0, 8 promila miał inny kierowca, a 0, 54 promila mężczyzna, który kierował mazdą. I to wszystko w ciągu jednej nocy. Rekord? Nie sądzę, raczej norma. Ilu z tych ludzi to katolicy? Nie wiadomo. Ale zapewne wielu, bo przecież każdy Polak to katolik. No przynajmniej, jeśli wierzyć statystykom kościoła o tym, że wierni w Polsce to dziewięćdziesiąt osiem procent obywateli.

 

Ja wiem, że u nas tylko statystycznie, według kościelnych badań oraz nominalnie w wielu przypadkach jesteśmy katolikami. Ale chciałbym żeby, choćby tylko, co dziesiąty z tej wielkiej „wierzącej” masy stosował się podstaw wiary, z którą się identyfikuje. Żeby, choć jeden na dziesięciu mniej więcej kontaktował, że piąte przykazanie Boże zabrania mu zabijania. I chciałbym żeby przynajmniej w tej kwestii stosował się do tej bardzo surowej moralnie wiary, do której przyznaje się choćby uczestnicząc w niedzielnych nabożeństwach. Takie mam marzenie. Ale to tylko chyba taka bezpodstawna wiara, bo jak widać nie jeden z tych, co wypiją jakoś tak nie pojmuje, że może zabić. Ja wiem, czasem jest tak, że pić trzeba, bo życie na trzeźwo jest nie do przyjęcia – jak mawiał klasyk. I jeszcze mogę zrozumieć skacowanego, co to wpada w porannym amoku na pomysł jazdy samochodem. Rozumiem, choć też potępiam. Ale nie mogę znaleźć usprawiedliwienia dla osoby, która chla do nieprzytomności a następnie wsiada za kierownicę i jedzie po śmierć dla siebie i innych.

 

Może i lekko naciągane byłoby to dopasowywanie katolitów do wielkiej masy pijanych na drogach gdyby nie jeden fakt medialny. Pewien ksiądz i zarazem ojciec dyrektor medialnego imperium stojąc przed ołtarzem Boga, którego jak mniemam jest nadal kapłanem, podzielił się ze zgromadzonymi w świątyni refleksją, że jest wśród wyznawców tego Boga jedna kasta, która może naginać dowolnie przykazania Boże! A mnie się naiwnemu wydawało, że w przykazaniach bożych nie występuje dopisek: nie dotyczy osób duchownych. Może tylko ja to tak postrzegam, ale mam prawo do tego słuchając słów księdza Tadeusza bagatelizujących problem pijanych na drogach. – I co, pojechał, lekka stłuczka i krzyczą o tym na cały świat – mówił do wiernych ksiądz dyrektor odnosząc te słowa do księży, którzy zostali zatrzymani przez policję za jazdę po pijanemu. Wydźwięk tych słów jest jednoznaczny. Można czasami jak nikt nie widzi wybrać się na ulice samochodem po pijaku, a już szczególnie jest do tego uprawniony ksiądz proboszcz na przykład.

 

Pamiętam jak kilka lat temu chorwaccy księża zapragnęli, aby nie obowiązywało ich nowe prawo przewidujące zero tolerancji dla pijanych kierowców. Argumentując, że muszą pić wino podczas mszy. Jak nic nasz polski ojciec dyrektor postanowił rozwinąć tą nowatorską propozycję chorwackich duchownych. – Gdzieś, kiedyś zdarzyło się, że ksiądz, duchowny wypił kieliszek koniaku. No podnieście rękę, kto kiedyś nie wypił kieliszka koniaku czy jakiegoś tam piwa? – Dywagował ojciec dyrektor. Na zdrowie. Kieliszeczek koniaczku i za kierownicę. Przecież jest przyzwolenie. Bo nawet ksiądz dyrektor uważa, że można! Czyżby do była jakaś nowa, niestandardowa metoda na jak najszybsze wyprawienie wiernych do nieba?