Zatrzymany do ustalenia
– Dwadzieścia jeden osób zatrzymano w związku z fałszywym alarmem na lotnisku w Modlinie – poinformował media młodszy aspirant z nowodworskiej policji. Pracownicy portu lotniczego odebrali telefon z informacją o podłożonej bombie. Policja szybko ustaliła, że telefon wykonał jeden z uczestników domowej imprezy świątecznej. – Nikt się nie przyznał, więc zatrzymano wszystkich – przyznał pan policjant. I teraz rodzi się pytanie: a jakby tak jakiś debil żartowniś zadzwonił, dajmy na to, z kina i tam też nikt się nie przyznał do winy to posadzono by na „cztery osiem” wszystkich przebywających w tym czasie w tym miejscu?
Oczywiście ja rozumiem i popieram ściganie oraz surowe karanie wszystkich kretynów, którzy dla zabawy lub dla wątpliwej sławy, wywołują fałszywe alarmy bombowe. To w pełni zrozumiałe i w pewni pozytywne, ale moją wątpliwość wzbudziła opisana powyżej sytuacja, w której, gdy nie udało się wykryć sprawcy zawinięto do paki całą dwudziestojednoosobową grupę biesiadników.
Z jednej strony wydaje się to w pełni zrozumiałe, że jak nikt się nie chciał przyznać to trzeba zatrzymać wszystkich i potem spokojnie poprzez przesłuchania i inne tam badania policyjne doprowadzić do wykrycia sprawcy. Ale z drugiej strony łatwo jest sobie wyobrazić sytuacje, w której siedzę sobie spokojnie i jak najbardziej niewinnie w kinie, a następnie trafiam do aresztu, bo ktoś z widzów postanowił zrobić kawał i poinformować o planowanym zamachu bombowym.
Logiczne jest, że idiota dzwoniący z fałszywa wiadomością w większości przypadków nie przyzna się do takiego swojego czynu chcąc uniknąć odpowiedzialności, więc spokojnie mogę założyć taką sytuacje, w której trafiam do aresztu w celu ustalenia czy to przypadkiem nie ja dzwoniłem.
Tak, możliwe, że jestem dziwny, ale chciałbym wiedzieć gdzie jest ta granica zbiorowej odpowiedzialności za czyny jakiegoś kretyna. Czy to dotyczy tylko mieszkania, domu? A może osiedla lub dzielnicy? A może miasta lub województwa? – Nie ma ludzi niewinnych, są tylko ludzie źle przesłuchani – mawiał Feliks Dzierżyński. Wygląda na to, że w ranach lepszego przesłuchania każdy może trafić do aresztu na czterdzieści osiem godzin w ramach ustalenia czy jest winny czy nie winny.
