Fatalne odwilże lub zaśnieżenie
Wiedziałem, no wiedziałem, że tak będzie. Jest we mnie taka fatalistyczna wiara. Jak tylko obudziłem się dziś rano, w pierwszy dzień po świętach to pierwsze, co zobaczyłem to bezkresna śnieżna biel za oknem. Nie padał śnieg w wigilię, w pierwszy i drugi dzień świąt. Lało za to jak w porze deszczowej w Amazonii, ale oczywiście jak tylko trzeba wracać do pracy to pada śnieg. I to jak pada! Wielkie płaty przykrywają wszystko równomiernie i z wielkim zapałem. Jak to jest, że u nas w Polsce zawsze jest tak, że jak się coś fatalnego ma zdarzyć to na pewno się zdarzy? Przez cały rok, a już na pewno przez ostatnie dwa miesiące trwało wielkie narodowe zaklinanie rzeczywistości dotyczące białych świąt. A ja, czym więcej słyszałem zapewnień o śniegu w święta, tym bardziej wiedziałem, że nic z tego nie będzie.
Rzeczpospolita fatalistyczna. Jak się coś ma zdarzyć to na pewno tak będzie. I co ciekawsze dotyczy to wyłącznie tych nie najlepszych zdarzeń. Bo jak coś dobrze idzie to trzeba mieć też przepuszczenie graniczące z pewnością, że nie na długo tak jest, bo nasze nieuchronne przeznaczenie doprowadzi wkrótce do katastrofy. Pewnie w racjonalny sposób można wytłumaczyć odwilż w zimie akurat w tych trzech dniach przypadających na te najpiękniejsze święta w roku. Pewnie jest sto dowodów na to, że czternaście stopni w pierwszy dzień świąt bożego narodzenia to naturalne i całkowicie przewidywalne zjawisko pogodowe. Ale czy nie ma w tym jakiejś nieodwracalności losu, że akurat w tych kilku dniach śnieg musiał zniknąć i zatopił go przygnębiający deszcz. Przed świętami śnieg po kolana, zaspy na pół metra, a jak przy choince czekałem na świętego Mikołaja to oczywiście odwilż i deszcze niespokojne.
Mój przyjaciel zawsze powtarza, że u nas jest tak, że zawsze wszyscy chcą jak najlepiej, ale wychodzi jak zawsze, czyli źle. Pamiętam jak przed świętami z duszą na ramieniu przemierzałem Polskę samochodem walcząc z opadami śniegu. Nasi drogowcy jak zawsze przygotowani byli do zimy wspaniale i już od wielu miesięcy, ale jak tylko spadł śnieg to oczywiście jakoś ich nie było na drogach. To znaczy gdzieś tam dzielnie walczyli z tym śniegiem, ale oczywiście nie tam gdzie ja byłem. I tak jak oni, drogowcy jak zwykle zdają się być zaskoczeni śniegiem w zimie, tak ja w takich sytuacjach nie jestem zaskoczony tym, że ich zaskoczyła zima. I jak nie było śniegu w bożonarodzeniowe święta to tak właściwie też nie byłem tym zaskoczony. Można się było spodziewać, że jak miliony liczą w Polsce na tradycyjne białe święta, to nasze narodowe fatum jak nic zapewni im wodę z nieba.
Wydawałoby się, że jeśli jest zima to w naszej szerokości geograficznej każdy może się spodziewać opadów śniegu. Naturalnym zjawiskiem jest tez odwilż. I to do tego przewidziana przez synoptyków. Bardziej nienaturalna jest zdawałoby się sytuacja, gdy na zewnątrz brakuje białego puchu. Kiedy jest grudzień to spodziewam się, że jak wstanę rano to przez okno zobaczę, że na drzewach, chodnikach i na samochodach spoczywać będzie gruba warstwa śniegu. No niby wszyscy powinni zdawać sobie sprawę, że jak jest zima to musi być zimno. Bo takie jest odwieczne prawo natury. Ogólnie wszyscy powinni wiedzieć, że króluje zima to w przyrodzie występują opady śniegu i jest mróz. Jednak jest inaczej. Jak jest ta zima potrzebna to jej nie ma, a jak jest niepotrzebna to oczywiście jest i to w nadmiarze.
Dręczy mnie to pytanie, dlaczego coś decyduje o biegu poszczególnych wydarzeń niezależnie od naturalnych związków przyczynowych i woli ludzkiej w ten sposób, żeby mnie osobiście zrobić na złość. Pewnie jak bym oczekiwał odwilży to jak nic zasypie mnie po szyję śniegiem i mróz ściśnie tak, że zabraknie skali na moim termometrze. A całe to białe, śnieżno – mroźne pandemonium zdarzy się już w sylwestra, bo przecież liczę na niewielki śnieg i umiarkowany mróz, bo wybieram się na imprezę i nie chcę tam utknąć aż do pierwszej wiosennej odwilży. Ale oczywiście będzie odwrotnie niż sobie zamyśliłem. Taki już mój czy nasz (?) narodowy fatalizm.
