Ponad prawem, czyli rzecz o ludzkiej naiwności
Był taki dzień w roku, kiedy bardzo współczułem plebanom z KK. Litowałem się nad ich losem, bo wiedziałem z doświadczenia jak trudno jest w państwie prawa – jakim przynajmniej w własnym mniemaniu jest państwo polskie – załatwić jakiekolwiek pozwolenie na cokolwiek.
Jako człowiek naiwny, choć już nie młody, to jednak jak widać nadal w niektórych sprawach bardzo naiwny, byłem świecie przekonany, że jak się jest obywatelem Najjaśniejszej Rzeczpospolitej to ma się te same prawa i obowiązki jak każdy z inny z pospolitych szaraków obywatelskich. Zwyczajnie sądziłem, że wszyscy są równi wobec prawa, przynajmniej w kwestii pozwolenia na zajęcie pasa drogowego.
Był taki czas kiedy obserwowałem z życzliwością poczynania mojego znajomego, który podjął się załatwienia pozwoleń na organizacje demonstracji. Mój kolega miał jeszcze wtedy głęboką wiarę w demokracje i w praworządność, i dlatego chcąc zaprotestować i pomaszerować ulicami miasta, aby wyrazić swoje poglądy i szerzyć swoje przekonania, zapragnął posiadać na to stosowne zezwolenie urzędów.
O planowanym zgromadzeniu publicznym, jako organizator powiadomił zgodnie z procedurami organ gminy właściwy ze względu na miejsce zgromadzenia. Zawiadomił policje i inne służby mundurowe. Zebrał stosowne zaświadczenia, zgody i podpisy. Przedstawił plany i różne dokumenty potwierdzające, co tam trzeba było potwierdzić. Narobiło się chłopisko za trzech, ale jak chce się protestować zgodnie z przepisami to trzeba się poświecić. Na przykład ustawa „Prawo o ruchu drogowym” wskazuje, że zgromadzenia i inne imprezy, które powodują utrudnienia w ruchu lub wymagają korzystania z drogi w sposób szczególny, mogą się odbywać pod warunkiem zapewnienia bezpieczeństwa i porządku podczas trwania imprezy oraz uzyskania zezwolenia na jej przeprowadzenie. Dlatego on chciał i musiał mieć takie zezwolenie.
Prostodusznie myślałem, że takie przepisy dotyczy wszystkich obywateli, którzy chcą z pieśnią na ustach, poprzesz megafony, wyrażać swoje poglądy na świat i głęboka wiarę w to co tam wierzą. Dlatego też, jak tylko przeczytałem w publikatorze, że Miejski Zarząd Dróg i Komunikacji informuje, że w związku z procesjami Bożego Ciała, wystąpią duże utrudnienia w ruchu kołowym, to jak co roku odczuwałem współczucie dla tych wszystkich proboszczów z KK, którzy w trudzie i znoju zdobywają w urzędach te setki pozwoleń bądź zezwoleń.
I pewnie żyłbym w swym naiwnym przekonaniu o równości wszystkich obywateli wobec prawa gdybym nie przeczytał w innym medium, że „imprezy o charakterze religijnym, zostały wyłączone z wymagań określonych przepisami ustawy „Prawo o ruchu drogowym”, co sprecyzowano w art. 65h., gdzie wskazano, że powyższe przepisy obejmujące imprezy świeckie nie dotyczą procesji, pielgrzymek i innych imprez o charakterze religijnym”.
