Sejmowe przedszkole

Obublikował pavvel dnia

Dawno nie byłem w przedszkolu. Ale z tego, co pamiętam z dzieciństwa, to jest to istna kraina szczęśliwych zabaw i radości. Życie tam płynie spokojnie i niespiesznie swoim ustalonym rytmem, wypełnionym szczęściem. Dzieciaki gaworzą sobie o swoich małych sprawach, które tylko im wydają się ważne. Mają tam nasze słodkie maluchy swoje zabawki, swoje dziecięce sprawy oraz własne – dla nich najważniejsze – spory o samochodziki i laleczki. Jak to u dzieci. Dorośli nie zawsze mają zrozumienie dla tego ich mikro radosnego świata, choć się starają. Ale to przecież tylko dzieci, więc niech się bawią na zdrowie. Potem przecież nadejdzie niespodziewanie dorosłość ze swym poukładanym, poważnym światem. Tam już nie wypada się bawić, śmiać i żartować.  Potem już nie przedszkole, a szkoła czy praca stają się naszym codziennym dorosłym obowiązkiem. Tam już trzeba zachować powagę. Nie ma miejsca na całodniowe żarty i radosną zabawę. Jest jednak jedna grupa zawodowa, która nadal jednak może przez cały dzień świetnie się bawić w przedszkole – to nasi politycy.

Oglądając relacje z wczorajszych prac komisji, dochodzę do wniosku, że jest tam prawie dokładnie tak jak w przedszkolu. Tylko politycy to nie dzieci, choć jak dzieci całymi dniami świetnie się tam bawią. Co każdy może odczuć czytając gazety i oglądając telewizję. Jak czasem dziecinkę z prawdziwego przedszkola spytać czy nauczyła się wierszyka, to dziecko z jakiegoś nieznanego nam bliżej powodu przez cały czas nic nie odpowiada lub coś kręci tak dla samej swej radości. Bo ono nie powie nam czy zna wierszyk. No nie powie i już. Dlaczego nie powie? Bo nie powie i już. I nie ma, co go przekonywać. Jak się zatnie w sobie to nie powie żeby nie wiem, co.

Podobnie bywa przed sejmową komisją śledczą Wydawałoby się, że jak ktoś zadaje proste pytanie o wykształcenie to i odpowiedź jest prosta. I wszystko może zająć nie więcej niż kilka minut. Ale w sejmowym przedszkolu nie jest to takie proste. Tam jest jak z dziećmi. Gdy jeden z członków komisji zadał pani K – byłej członkini teraz przesłuchiwanej – pytanie o jej wykształcenie to już wiedziałem, że nie będzie to łatwe pytanie. I choć padła odpowiedź, to potem zaczęły się czasochłonne przekomarzania o to czy Pani K. już odpowiedziała czy jeszcze raz ma odpowiedzieć. I czy to pytanie jest zasadne, czy może jest ono nie na miejscu. A może warto byłoby, na kolejne pytanie posła z komisji o swoje wykształcenie, odpowiedzieć po prostu jednym zdaniem, że ono, to wykształcenie jest takie to a takie. Nawet jak poseł z komisji powraca z uporem dziecka do nieistotnego pytania, to odpowiedź jest prostsza niż dyskusja o tym, czy się już odpowiedziało na pytanie czy nie odpowiedziało. Dosłownie: jak dzieci.

I tak, rozstrzygnięcie kwestii, czy pani K jest prawnikiem czy też nie, okazało się najważniejsze dla posłów z komisji hazardowej. Potem tez nie było lepiej. Jacyś nieznani bliżej pani K. – Rysio, Miro, Zbych i Grzesio. Przedszkole. Oni się tam świetnie bawią. Gaworzą o sprawach nieważnych całymi dniami. Zadają sobie nieważne pytania. Ogólnie szczęście i radość, żarty i świetne humory istne przedszkole dla dorosłych, gdzie każdy świetnie się bawi, czyli uprawia politykę. A czas płynie i ja już wiem, że pracuję na podatki, które utrzymują tych, którzy świetnie się bawią w przedszkole. Bo przecież oni jak dzieci mogą się godzinami przekomarzać o sprawy nieważne. A te ważne sprawy, które wymagają wyjaśnienia? One muszą poczekać na lepsze czasy lub na historyków. No cóż taka jest polityka. Jak dzieci. Dosłownie jak dzieci.