W drodze do zniknięcia

Obublikował pavvel dnia

– To już nie potrwa długo – wyszeptał cichutko, tak jakby tylko do siebie. Siedział teraz skulony z kolanami podciągniętymi wysoko pod brodę.  Odwrócił się od niej tak, żebym nie widział jego twarzy.   – Niedługo? To znaczy ile? Tydzień, dwa, trzy tygodnie, miesiąc, pół roku, a może rok, dwa, dekadę? – spytała, choć nie była pewna czy mówi do niej.  – Zanikasz tak już od kilku lat? Jednak cały czas tak mało skutecznie. Może byś się w końcu zdecydował na coś ostatecznego?

Wzruszył tylko ramionami i coś tam wymamrotał niezrozumiałego. – To wszystko jednak wymaga czasu i pracy nad tym, wcale nie jest to takie proste i szybkie, jak to się może wydawać patrzącym na to z boku – powiedział nieco głośniej. –  Takie zanikanie jak moje, to proces, nie jednorazowy zryw. To zadziwiająco długi ciąg zdarzeń. Autodestrukcja to nie niedzielny spacerek słoneczną stroną ulicy do babci na obiad. To wymaga czasu. Tak, wiem, to już przecież trwa od lat. Nawet mnie teraz trudno jest jednoznaczne określić, kiedy to się zaczęło i kiedy się skończy. Nawet nie pamiętam dokładnie kiedy pierwszy raz pomyślałem, że już nie warto.

– Tak, w tym „nie warto” to ty jesteś kurewsko konsekwentny – zaśmiała się.  – Od lat robisz wszystko żeby się upodlić i zniszczyć. Praca – nie warto, nauka – nie warto, zdrowie – nie warto, kariera – nie warto, znajomi też przeważnie nie warto. Wszystko u Ciebie jest „nie warto”, nawet ja – nie warto.

– To akurat warto – powiedział delikatnie dotykając jej nóg. – A wracając do tamtego – mówił, a jego dłoń delikatnie sunęła w górę zbliżając się w okolice jej ud. Dotykał jak ślepiec próbujący palcami wyczuć kształt. Nie patrzył na nią, tylko dotykał.

– Wspominałem już, że to proces? No właśnie. Zaczyna się od jednego małego  „nie warto” i potem już leci samo.  Tracisz wszystko miłości, kobiety, prace, przyjaźnie, zdrowie… – I warto to tak? – spytała strzepując nerwowo jego dłoń, która zaszła zapewne za wysoko i przeszkadzała jak natrętna mucha.   – Nie warto – odpowiedział.

Stała tak nad nim jeszcze kilka minut, patrząc na jego plecy i głowę wtuloną w ramiona sama już nie wiedząc warto tak czy już nie warto.