Jednostronna pełna identyfikacja

Obublikował pavvel dnia

Dziś przy porannej kawie i herbacie, wraz z koleżankami i kolegami z pracy, rozpatrywaliśmy zagadnienia z zakresu ochrony danych osobowych. Tak nas naszło bez żadnego specjalnego powodu czy okazji. Tak czy inaczej rozmawialiśmy o tym, że należy chronić dane osobowe i nie wolno ich umieszczać w internecie ani pochopnie przekazywać osobom, których nie znamy – przez telefon dla przykładu. Bo jak nie będziemy ostrożni, to możemy mieć tylko do siebie pretensje jak ktoś, posługując się naszymi danymi personalnymi, dokona na nasze konto przestępstwa lub oszustwa. Przy okazji dyskusji uświadomiłem sobie, że prawie, na co dzień mamy do czynienia z pewną instytucją, która prowadzi podwójną politykę identyfikacji rozmówcy przez telefon. Inną dla siebie i inną dla swoich klientów. A my nagminnie przekazujemy tym firmom nasze dane osobowe nie żądając w zamian tego samego. Takimi instytucjami są banki. A dokładnie ich centra kontaktu z klientem, czy jak oni to sobie nazywają. Oni mnie dokładnie identyfikują, a ja mam wierzyć im na słowo, że jeśli ktoś mówi, że jest z banku, to z tego banku faktycznie dzwoni.

 

Każdy z nas, kto posiada konto w banku, choć raz w życiu dostał niespodziewany telefon z instytucji bankowej, z która łączą go interesy.  Czyli ma tam konto, kredyt czy może lokatę. To nieważne. Ważny jest właśnie ten telefon. Najczęściej jest to tak. Dzwoni nasza komórka, a na wyświetlaczu pojawia się napis: brak ID abonenta, lub informacja, że numer jest prywatny. W pierwszym odruchu myślisz wtedy: zastrzeżony numer? Jak ktoś nie chce się nam przedstawić, to może nie odbierać? Ale najczęściej zwycięża ciekawość i natrętny dzwonek telefonu, który dzwoni i dzwoni.  Jak już odbierzemy to miła pani lub pan przedstawia się grzecznie informując, że jest pracownikiem banku takiego i takiego oraz zapytuje czy może z nami porozmawiać przez chwilę? Ja przynajmniej w takich chwilach, jak nie jestem bardzo zajęty zgadzam się na rozmowę, bo jak już odebrałem to niech tam – porozmawiam z nimi. Może coś ważnego ma mi do przekazania pracownik banku? Przecież nie dzwoniłby tak tylko pogadać. Mówię, więc – tak. I tu się zaczyna. – Dla pana bezpieczeństwa informuję pana, że rozmowa jest nagrywana – uprzejmie mówi pracownik lub osoba podająca się za pracownika banku. Czy zgadza się pan na to? – pada kolejne pytanie. Kiedyś w przypływie dobrego humoru zapytałem, co się stanie jak się nie zgodzę na rozmowę kontrolowaną. Pani, która jak twierdziła dzwoni z mojego banku powiedziała, że będzie zmuszona połączenie rozłączyć. Czyli albo nagrywamy albo do usłyszenia.  Mały wybór, ale zawsze.

 

Zgodziłem się na nagranie, więc pani rozpoczęła recytację: w celu pełnej identyfikacji rozmówcy proszę o podanie swojej daty urodzenia. Podałem. Proszę podać adres do korespondencji. Podałem grzecznie. Spytała jeszcze o jedną rzecz, której zazwyczaj nie ujawniam przez telefon nieznajomym paniom, ale uznając, że to pracownica banku do mnie dzwoni i to też podałem. Pani podziękowała i od razu wystartowała z recytacją oferty handlowej na nową super lokatę. I tak, dostałem telefon nie wiadomo skąd, bo brakowało ID abonenta i nie wiedziałem, kto do mnie dzwoni. Co prawda pani podająca się za pracownicę banku znała moje nazwisko i imię oraz numer telefonu, ale nie czynię z tego tajemnicy. Mam go na wizytówce. Zgodziłem się na nagranie rozmowy, choć nie wiem, do czego zostanie wykorzystywana, jak długo i gdzie będzie przechowywana.  Podałem tajne i poufne dane przez telefon, kompletnie mi nieznanej pani tylko dlatego, że podała się za pracownicę banku. Coś tu jest nie tak. Dlaczego mam takie wielkie zaufanie do kogoś, kto podaje się za pracownika mojego banku, a sam ukrywa się pod nieznanym ID abonenta?

 

Moja przyjaciółka opowiadała, że ostatnio usiłowała spłacić kredyt w placówce bankowej. Chciała go spłacić gotówką, bo wydawało się jej to wygodniejsze. Ale za każdym razem, gdy chciała dokonać wpłaty zastawała kolejkę do okienka kasowego. Sprawa była pilna, bo już dzwonił do niej kilka razy opryskliwy pan z windykacji bankowej strasząc, że jak nie wpłaci raty to wpisze ją na listę dłużników. Moja przyjaciółka nie zalega notorycznie z płatnościami, ot tak jej się zdarzyło, bo nie lubi stać w kolejkach i miała tę ochotę na płatność gotówką.  Pan z banku przedstawiał to spóźnienie, jako jej swoisty koniec finansowy, jeśli nie zrobi wpłaty dziś do pewnej określonej przez niego godziny. Przyjaciółka się naprawdę przejęła. I gdy znów zobaczyła kolejkę do okienka postanowiła zadzwonić do banku i zapytać gdzie jeszcze jest w naszym mieście placówka tego banku. Numer telefonu był na blankiecie z ponagleniem do płatności. Wykręciła numer telefonu i zapytała o adres kolejnej placówki bankowej.  Pan, z którym rozmawiała od razu zapytał o imię i nazwisko mojej koleżanki. Po co? Przecież ja tylko ten adres chcę – powiedziała.  Takie procedury wyjaśnił. Podała, więc swoje personalia. – Adres pani poproszę – zażądał pan. – Ale ja tylko…- Próbowała walczyć moja koleżanka. – Adres lub pesel proszę – napierał pan. – Panie, ja tylko o adres waszego banku chciałam zapytać, to po co panu mój adres – upierała się koleżanka? Tak się chwilę przekomarzali, aż moja przyjaciółka nie wytrzymała i spytała – A pana nazwisko, adres i pesel? Po chwili konsternacji pan stwierdził: Ja, proszę pani nie muszę pani nic podawać. No może tylko nazwisko.

 

I tak oto, jeśli dzwoni do ciebie panienka z banku to podajesz wszelkie dane. Ale jak tylko zapytasz o dane rozmówcy podającego się za pracownika banku to nic się nie dowiesz, bo to tajne. Może by tak przynajmniej można było się dowiedzieć, kto do nas dzwoni po identyfikacji numeru? A tak, mam ciągłą niepewność czy tam, po drugiej stronie linii telefonicznej na pewno jest pracownik mojego banku czy może jednak nie. Może warto tak dokonać wzajemnej identyfikacji rozmówców a nie tylko jednostronnej?