Nie narzeka, bo nikt nie słucha
Co u mnie? A dziękuje, wszystko dobrze. Nie narzekam, bo co by to dało jakbym narzekał. I tak nikt by tego nie słuchał. Jak nikt nie słucha to nie ma sensu narzekać. Żyje sobie ciesząc się dniem. Każdy dzień jest podobny do tego, który się właśnie skończył i będzie podobny do tego, który przyjdzie. Ale nadal żyje i to chyba jest dobrze. No chyba, że nie będzie jutra, ale to już inna inszość. Nie mam w sobie na tyle odwagi, żeby sprawić żeby jutra nie było. No to zawsze jest, to jutro. Przychodzi porankiem i odchodzi późno w nocy. Trwam tak sobie w beznadziei codzienności. Ale nie jest źle, nie narzekam. Tak tylko mówię jak ktoś słucha. Jeśli jest ktoś, kto chce słuchać to mówię. Choć przeważnie nikt nie słucha. A ty teraz słuchasz. Bo słuchasz, czyż nie?
Ileż można mówić do siebie. Do radia czasem mówię, do telewizora, do ścian, do lustra. Powiem Ci tak, samotność nie wpływa na mnie najlepiej. Nie jest dla mnie. Człowiek się przyzwyczaił. Zawsze ktoś był, można było porozmawiać. Teraz… teraz nikt nie słucha. Jak nawet mówisz, to nikt nie odpowie. Nie jest dobrze, ale ja przecież wcale nie narzekam. Widocznie już tak miało być. Jakbym był wierzący, a nie jestem, to powiedziałbym, że Bóg tak chciał. A może to dobrze, że nie ma we mnie daru wiary, bo bym Najwyższego znienawidził za to, co dla mnie przygotował. W przeznaczenie, powiem ci, też nie wierze. Choć to może i przeznaczenie sprawiło, że teraz nie mam, do kogo gęby otworzyć. Smutno – i co tu dużo mówić – głupio, jak nikogo nie możesz oskarżyć o własny los. Jak jesteś sam sobie winny.
To zło jest we mnie. Pewnie zawsze było. Będzie też pewnie przyczyną mojego końca. To jest to, co mnie zżera i powoli zabija, to, co nie pozwala być jak wszyscy. Mówisz, że to choroba? Że można leczyć. Tak, depresja. Może i można leczyć? Nie wiem. Lekarze tak orzekli, ale kto by tam konowałom wierzył. Mówiłem, że ja z zasady jestem niewierzący? Leki, no leki biorę, a jakże. Nawet lubię i zażywam jak mam. Ciekawie tak mnie wytłumiają. Oddzielają od rzeczywistości. Pozwalają nie pamiętać. Ale też przystosować się. Ukryć głębiej we mnie socjopatę. Czasem jednak bywa tak, że nie mam na leki. Bo to prawdę powiedziawszy jest tak, proszę szanownego pana, nie możesz pracować, bo nie możesz się skupić, bo nie możesz przebywać wśród ludzi a to powoduje, że przez to, co siedzi w tobie – nie zarabiasz. A jak nie zarabiasz, to nie masz pieniędzy na lekarza i na leki. A jak nie bierzesz leków to nie możesz pracować… i koło się zamyka. Możesz tylko trwać. Istnieć. Zamknięty w dniu dzisiejszym. W przetrwaniu.
No, może i masz racje, pije. Ale nie tak jak kiedyś. – Człowiek nie istnieje, dopóki nie jest pijany – zauważył kiedyś Ernest Hemingway. Teraz to pije, człowieku, inaczej, bo to przecież bardzo drogi nałóg, czy jak tam wolisz choroba. Taka choroba dla zamożnych. Ale nie powiem, staram się pić, bo to najtańszy i najskuteczniejszy lek na depresje. Oprócz oczywiście tego Ernestowego powodu do istnienia. Po wódce to i nawet samotność nie jest tak bardzo dokuczliwa. Wtedy to nawet z samym sobą pogadam. Pije i mówię do siebie. Ale ja nie narzekam. Bo to już przecież i tak byłoby bez sensu. Po co narzekać jak nikt nie słucha. To traci sens.
