Siła tradycji, czyli pomysły windykacyjne niemieckich polityków

Obublikował pavvel dnia

Zauważyłem, że w Niemczech istnieje trend do nowatorskich i radykalnych połączeń tradycji z nowoczesnymi pomysłami na biznes, czyli na przykład na windykację długów. Może już nie władcy świata, już nie rasa panów, ale ciągotki do anektowania terytoriów innych państw zostały. Już nie wypada otwarcie mówić w Berlinie, że należy się więcej ziemi dla wielkiego narodu poetów i myślicieli. Teraz niezbyt dobrze widziane jest u sojuszników wysyłanie czołgów, gdy chce się wpływać na politykę innego kraju. No przynajmniej w Europie.  Teraz można po prostu na obcy rząd nasyłać polityków, aby ci żądali oddania części terytorium suwerennego państwa za długi. Bo nie jest konieczna potęga militarna, gdy się jest potęgą gospodarczą. Sprawne wojsko może być tylko dodatkiem. 

 

– Grecja powinna rozważyć sprzedaż kilku swoich wysp, to może być dobry sposób na zmniejszenie jej zadłużenia – stwierdzili dwaj niemieccy posłowie w rozmowie z bulwarówką Bild. Cudowne rozwiązanie prawda? Można tak uzyskać za długi z pół świata. Zadłużenie w pewnym kraju afrykańskim urosło za bardzo? Można więc zaanektować ten kraj, jeśli jego rząd i naród nie mają szans na spłatę tego, co są winni. To istny nowy kolonializm. Może i jestem przewrażliwiony, ale doświadczenia historyczne wskazują, że takie słowa z ust niemieckich polityków nie zapowiadają niczego dobrego. Zadłużenie zagraniczne Polski przypadające na koniec dwa tysiące dziewiątego roku wynosi blisko sześćdziesiąt cztery miliardy euro, wynika z szacunków Departamentu Statystyki Narodowego Banku Polskiego, do jakich dotarłem przeglądając internet. Wiem, jeszcze nie jesteśmy bankrutem, ale często słyszę, że nie jest tak daleko abyśmy popadli w taki stan. Co chwila kolejny krajowy polityk straszy nas taką apokaliptyczną wizją. Czy w takim przypadku, gdy nie będziemy mogli spłacić zadłużenia, czeka nas wielka wyprzedaż terytorium? Zapewne w naszym przypadku, też znajdą się niemieccy politycy, którzy chętnie uraczyliby nas wizją zakupu Szczecina czy wyspy Uznam za długi. 

 

– Bankrut, który jest niewypłacalny, musi sprzedawać wszystko, co tylko może, żeby spłacić swoich wierzycieli – powiedział Bildowi Josef Schlarmann, poseł chadecji. – Grecja ma budynki, firmy i wiele niezamieszkałych wysp, które mogą zostać sprzedane w celu ograniczenia zadłużenia. Wtóruje mu Frank Schäffler, ekspert do spraw finansów z partii FDP. – Grecki rząd musi podjąć radykalne kroki i zacząć sprzedawać swoje aktywa, na przykład wyspy – mówi. Wiem, że przykład, w którym odnoszę te słowa do polskiej sytuacji jest radykalny. Ale czy jest rzeczywiście niewyobrażalny? Może to mi się źle kojarzy. Może błędnie to interpretuję, ale nic na to nie poradzę, że jestem w kwestiach takich niemieckich roszczeń dość wrażliwy.

 

Szczególnie Niemcy nie powinni być tak dokładni w kwestii rozliczeń. Ale mam przekonanie, że mentalność niemieckich polityków najlepiej ilustruje dialog, z jednego z polskich filmów dotyczący tradycji.  Widać, u naszych przyjaciół zza Odry, też ta najbardziej chyba znana polska komedia jest równie popularna. – To jest tak, że jeżeliby nam ktuś, na przykład, rozumiesz, porwał naszą furę i by go złapały to nam muszą oddać samolot, rozumiesz? To jest właśnie tradycja. Że nam muszą oddać! – tłumaczy jeden w bohaterów filmu swoim towarzyszom. Zgodnie z ta logiką rząd Grecji powinien oddać za swe długi, czyli za furę samolot, czyli wyspy. Jak ja jestem winien bankowi pieniądze, to jak już kompletnie zbankrutuję, to mam mu oddać nerkę? Panom germanom coś się chyba pomyliło. 

Sprzedajcie swoje wyspy, greccy bankruci! I sprzedajcie też Akropol! – takim tytułem został opatrzony artykuł w papierowej wersji Bilda, w którym dziennikarze donosili o nowatorskich pomysłach windykacyjnych niemieckich polityków. Wystarczy wybrać się do berlińskiego muzeum, aby podziwiać tam bezcenne okazy antycznej sztuki, które zapewne nie zostały zakupione przez państwo niemieckie w Grecji. Więc raczej na miejscu niemieckich polityków starałbym się być mniej drobiazgowy we wzajemnych rozliczeniach.