Co podać?

Obublikował pavvel dnia

Wszedł do środka. Ten lokal lubił szczególnie. Właściwie to głównie za to, że był on czynny od trzynastej, co wzbudzało w nim pewien rodzaj rozrzewnienia oraz tęsknoty za starymi wcale przecież nie dobrymi czasami. Przeważnie był pierwszym klientem. Siadał zawsze przy tym samym stoliku w głębi sali skąd miał dobry widok na cały lokal oraz na drzwi wejściowe. Lubił obserwować ludzi. O tej porze dnia był tu jednak sam. Nie licząc bufetowej. A ta przytłoczona codziennym przymusem pracy przechadzała się teraz z wyćwiczoną obojętnością od stolika do stolika udając, że czyści znajdujące się na nich plastikowe obrusy w czerwoną kratę a tak naprawdę rozmazywała tylko znajdujący się tam odwieczny brud.

Była to kelnerka i barmanka w jednej osobie. Bo jak wiadomo w dzisiejszych czasach w pracy zawodowej liczy się przede wszystkim wielozadaniowość i ta pani najwyraźniej była wielozadaniowa. Siedział wpatrując się w ekran telefonu czekając aż barmanko – kelnerka zakończy swój obchód i powróci za bar. Gdy to się wreszcie stało podszedł do bufetu by zamówić. Uśmiechnął się do bufetowej, ale ona tradycyjnie to zignorowała.

– Jedną dużą – powiadał. Kobieta spojrzała na niego i powiedziała: – Nie podajemy setek. Czterdziesta może być?

– Dwie czterdziestki – odpowiedział.

Nawet jak był tu ktoś, kto ich obserwował, a przeważnie tak nie było, to i tak pewnie nie wiedziałby, dlaczego odgrywali ten sam rytuał znanych przecież sobie pytań i odpowiedzi. Oni sami nie wiedzieli, dlaczego zawsze odgrywali tę samą scenę. Dlaczego on zadawał tę same pytania, a ona udzielała na nie tych samych odpowiedzi. Tak widocznie miało być i tak było po raz kolejny. I pewnie tak jak dziś zdarzyć się miało jeszcze wiele razy.

– Zakąskę też podać?

– Tak.

– Coś jeszcze?

– Wodę.

– Jaką wodę?

– Mineralną.

– Gazowaną czy niegazowaną?

– Obojętnie.

– To mnie jest obojętnie. To jaką mam podać?

– Gazowaną.

– A co na zakąskę? Śledzik może być?

– Może.

– Z chlebem?

– Nie.

– Bez chleba?

– Bez.

– W tej samej cenie jest.

– Wiem.

– Coś jeszcze?

– Tak.

– Co?

– Jeszcze dwie pięćdziesiątki.

– Przecież mówiłam, że mamy tylko czterdziestki.

– To dwie czterdziestki?

– Teraz podać?

– Tak.

– Zakąskę do tego?

– Tak.

– Śledzik może być?

– Może.

– Wodę też?

– Tak.

– Gazowana czy niegazowaną?

– Tak.

– Co tak?

– Dobrze już. Gazowaną poproszę.

– Coś jeszcze.

– Na razie nic.

– To niech pan zapłaci może od razu, żeby potem nie było.

– A kiedyś coś nie tak było?

– Nie. Ale nigdy nic nie wiadomo. Sama tu jestem.

– Dobrze zapłacę.

No i zapłacił. I wypił. I wodę i alkohol wypił. I zakąsił śledzikiem.

– Nie będę więcej pić. Jeszcze ta setka i do domu. Koniec – powiedział.

– Mówiłam przecież, że setek nie podajemy. Z woda podać?

– Tak.

– Z gazowaną czy niegazowaną?

– Z gazowaną.

…

Przynajmniej miał z kim pogadać i z kim wypić. Czasami nie chciał przecież pić w samotności.