Półprawdy objawione

Obublikował pavvel dnia

Podobno są trzy prawdy: świento prawda, tys prawda i gówno prawda – tak przynajmniej w swej ogromnej mądrości uważał Józef Tischner. Tak może kiedyś było. Ale najwidoczniej istnieje jeszcze jedna wersja prawdy. Coś, co umownie, na własne potrzeby nazwałem półprawdą. To może i nie jest nowe zjawisko w życiu ludzi czy społeczeństw, bo już przecież pewien doktor medycyny zauważył, że wszyscy kłamią, ale teraz zjawisko półprawdy zdecydowanie się nasiliło.

Połowa postrzeganego przeze mnie świata jest wirtualna, więc właściwie powinienem być na to przygotowany, że nie wszystko jest realne i prawdziwe. Dodatkowo termin „post-prawda” został przez kolegium redakcyjne Słownika Oksfordzkiego wybrany słowem roku dwa tysiące szesnastego. Czyli był czas się przyzwyczaić.  Powinienem wiedzieć, że żyje w świecie społeczeństwa i polityki, w którym fakty nie mają żadnego znaczenia. Może to zjawisko istnieje od lat i tylko ja jakoś tego do tej pory nie dostrzegałem lub przynajmniej starałem się nie dostrzegać. Dość by przyjąć, że skala tego zjawiska po prostu mnie przerosła. Możliwe, że zwyczajnie przedawkowałem i teraz mam klasyczne objawy zatrucia. A może stało się tak, dlatego, że zjawisko, które nazwałem półprawdą ze świata, który dotyczył mnie w sposób powiedzmy nieszczególny przeniosła się na moją strefę prywatną i zaatakowała moją strefę komfortu. Ba! Zniszczyła ją kompletnie. To zupełnie co innego zobaczyć w telewizji, usłyszeć w radiu, przeczytać w gazecie kłamstwo w czystej formie, a co innego zetknąć się z tym osobiście.

Zjawisko, które tu opisuje polega w uproszczeniu na tym, że do prawdy najprawdziwszej, czyli do faktu, dodajemy coś, co właśnie sobie wymyśliliśmy. I tak przeplatamy jak w warkoczu u uroczego dziewczęcia, ciut prawdy i ciut fałszu. Na przemian. Podobno psychologia notuje takie przypadki, w których ktoś, kto nie bardzo może doświadczyć uroków życia w całym jego spektrum dopowiada sobie przeżycia, przygody czy doznania na podstawie zasłyszanych informacji, po czym łączy je z prawdą. I tak właśnie powstaje półprawda. Czyli mniej więcej jest tak: prawdą jest to, że osobnik wyjechał na wakacje, ale nie prawdą jest to, że miesiąc spędził na Lazurowym Wybrzeżu, bo w tym czasie był w naszej swojskiej Juracie (z całym szacunkiem dla tego miejsca). I tak mamy tu i prawdę i nie prawdę jednocześnie. Coś prawdziwego, i coś fałszywego. Trochę prawdy, trochę fikcji.  Cześć faktów a reszta to zwyczajne lub niezwyczajne zmyślenia.

– I ja mu mówię. Hamuj trochę. Przestań. Proszę, przestań, choć na chwile. Nic nie musisz udowadniać. Jest jak jest. Posłuchaj mnie! Przecież nie musisz być doskonały. Wszyscy mamy przecież swoje ograniczenia. Nie ma sensu naginać prawdy do oczekiwań innych. Bądź po prostu sobą, – ale sobie tylko język strzępie po próżnicy.

– To wszystko stworzyła twoją wyobraźnia – tłumacze mu innym razem. – To Ty tworzysz ten świat. Dopasowujesz go na siłę do ram rzeczywistości. Wpychasz go tam dociskając kolanem. Łączysz prawdziwe wątki z zwykłymi fantasmagoriami. W Twoim, no przyznaje, niezbyt kolorowym życiu przeplatają się one z równym natężeniem z prawdą, półprawdą i zwykła fantazją. I ja Cię bardzo przepraszam, ale czasem są to niezwykłe wymysły, które nawet z wielkim wysiłkiem intelektualnym nie można uznać za prawdę.

Wszystko u Ciebie jest częściowo rzeczywiste.  Książki, które przeczytałeś. Miejsca, w których byłeś. Ludzie, których spotkałeś. Faktycznie pewne rzeczy i sprawy, o których opowiadasz są jak najbardziej prawdziwe. Ale zrozum, że ja już przestałem rozróżniać, kiedy mówisz prawdę a kiedy fantazjujesz i dlatego czasem sprawiam wrażenie człowieka, który Ci nie może uwierzyć. Rzadko, bo rzadko, ale czasem się właśnie tak zdarza i nie bardzo mogę coś na to poradzić.

– Ja wiem, że fantazja często bywa ucieczką przed szarą rzeczywistością, ale Ty naprawdę (nomen omen) już zdecydowanie przesadzasz. Twój świat prawdy fikcyjnej jest coraz bardziej rozbudowany. Czy Tobie to nie przeszkadza, no powiedz? Przecież dla logiki wypowiedzi w równym stopniu musisz pamiętać nie tylko fakty, ale i fantazje. I przyznam, że nie zawsze Ci to dobrze wychodzi.

I tak mówię. Tak tłumacze, jak komu dobremu, a on nie słucha, on zawsze wie lepiej. On nie rozumie, że ja tak dla jego dobra mówię takie przykre rzeczy. I tylko sobie język strzępie po próżnicy, bo on i tak wszystko wie zdecydowanie lepiej ode mnie. A jeśli nawet nie jest świadomy prawdy o sobie, to przecież i tak dobuduje sobie nową lepszą rzeczywistość i ogłosi światu swoją doskonalszą wersje prawdy. Po prostu ją sobie wymyśli.

Jak wspominałem na wstępie – wszyscy kłamią. Przeciętny człowiek kłamię sześć razy dziennie. A kto mówi, że nie kłamie ten na pewno kłamie. Samokrytycznie dodam, że ja też zdecydowanie za często korzystam z półprawdy, ale jak we wszystkim i w tym staram się trzymać umiar, czyli po prostu z tym nie przesadzać. I tylko o to proszę, nie przesadzajmy.