Zlecenie na mistrzów kierownicy

Obublikował pavvel dnia

Nie dalej jak kilka dni temu mój kolega pojawił się w pracy w bardzo podłym nastroju. Wszedł do pokoju, trzasnął drzwiami i opadł ciężko na fotel. Rzucił z nerwach teczkę na biurko i oznajmił wszystkim zgromadzonym – Znów dostałem mandat! To niesprawiedliwe… inni to ani jednego a ja już dwa! – Oni mnie chyba prześladują? Uwzięli się czy co? – Biadolił. O nie, nie uwzięli się na niego stróże prawa. Nie mam dla niego żadnego współczucia. Zdarzało mi się jechać z nim samochodem, jako pasażer i wiem dobrze, jaki ma styl jazdy.  On po prostu ma takiego pecha do radarów na drodze. A być może dla innych to niebywałe szczęście, bo istnieje znikoma, ale jednak szansa, że te mandaty dadzą mu do myślenia i skłonią go do wolniejszej jazdy. Choć jaki to pech, jeśli kolega rzeczywiście czasami traktuje drogę publiczną jak tor formuły pierwszej. Przecież jak się pędzi sto trzydzieści na godzinę tam, gdzie obowiązuje ograniczenie prędkości do pięćdziesięciu. Kolega zdecydowanie traktuje siebie jak drugiego po Robercie Kubicy na okręg naszego prowincjonalnego miasta oraz przyległych gmin, wsi i miasteczek.

 

Przypomniało mi się to wydarzenie sprzed kilku dni, kiedy wczoraj usłyszałem w telewizji o pewnym europośle, który dostał mandat za zbyt szybką jazdę a następnie oskarżył policję, że ta ze szczególnym uporem śledzi jego samochodowe eskapady. Jako żywo ten sam problem miał mój kolega z biura! On też, jak pan poseł, wietrzył spisek przeciwko sobie w tym, że stróże prawa ze szczególnym upodobaniem wlepiają mandaty właśnie jemu. A przecież jest tak wielu, którzy też pędzą drogami z prędkością odległą od tej przepisowej. To już jest dwóch tych prześladowanych przez strażników przepisów drogowych. No, dobrze. Faktycznie nie do końca istnieje tu podobieństwo. Bo ta nadmierna gorliwość policjantów wobec posła wyrażona jest tym, że oni informują nadmiernie opinię publiczną o tym, że parlamentarzysta dostaje mandat za mandatem. Setki posłów i senatorów są łapane, a tylko na niego jest jakieś mityczne zlecenie z policji, żeby o tym informować.  I to jest właśnie według posła prawdziwy skandal. Istne odstępstwo od zasad wszelkich norm prawych i sprawiedliwych.

 

– Jak się wytłumaczę żonie, że znów dostałem mandat – biadolił mój kolega z biura. Fakt, pięćset złotych drogą nie chodzi. A że to już kolejny wydatek z domowego budżetu, będzie to dotkliwe jeszcze bardziej. – Przecież muszę jej powiedzieć, że nie będzie nas stać na to, co zaplanowała, bo muszę mandat zapłacić – jęczał nam w biurze, licząc na zrozumienie, którego znikąd jakoś nie doświadczył. Pomyślałem, że on też jest prześladowany jak ten poseł. Bo się żona na niego uwzięła i za każdym razem jak policja da mu mandat ma w domu awanturę z udziałem dzieci, które pytają: tatusiu, dlaczego pan policjant dał ci mandat? A jakby tak nie informować żony – zastanawiał się kolega. Całkiem jakby nie informować obywateli, że ich europoseł dwa razy w ciągu trzech dni został uwieczniony na zdjęciach z fotoradaru. – Po co babcię denerwować niech się babcia cieszy – śpiewał Wojciech Młynarski.

 

 Dokładnie, po co społeczeństwo denerwować mandatami europosła niech się w niewiedzy cieszy. I podobną opcję niech zastosuje mój pechowy kolega. Po co on ma swą małżonkę i rodzinę denerwować. Jak nikomu nic nie powie o mandatach to uniknie awantury. Choć ja pozwolę się nie zgodzić ani z europosłem, ani z moim biurowym kolegą. Uważam, że państwowa policja powinna za każdym razem bez żadnej taryfy ulgowej informować o mandatach nałożonych na tego parlamentarzystę. Bo może to pozwoli mu opanować inklinacje do nadmiernej prędkości na publicznych drogach i skłoni do przepisowej jazdy. Może presja wyborców okaże się silniejsza niż nieskuteczne jak widać kary.  Tak samo mój znajomy powinien poinformować żonę o każdym nałożonym na niego mandacie. Bo wizja domowej awantury może powstrzymać go od nadmiernej prędkości skuteczniej niż drogie kampanie reklamy społecznej. I nikt tu nikogo nie prześladuje. Nie ma tu żadnego spisku. Chyba, że obaj panowie spiskują, aby pobić jakieś rekordy w ilości nałożonych przez stróżów prawa mandatów za nieprzepisową prędkość.