Partia czterdziestu siedmiu procent, jedynie

Obublikował pavvel dnia

Normalnie jest tak, że jak ktoś uwielbia tańczyć to zapisuje się do klubu tańca. Jak ktoś pragnie poświęcić się modelarstwu dla przykładu, to znajduje sobie takich znajomych, którzy podzielają jego zainteresowania. Jak ktoś zbiera znaczki to można mieć przekonanie graniczące z pewnością, że się w to swoje hobby angażuje bezgranicznie albo przynajmniej bardzo. Jak ktoś uwielbia biegać, to wstępuje do jakieś sekcji i ten sport sobie trenuje? Lub przynajmniej jak to bieganie deklaruje to biega od czasu do czasu. Albo przynajmniej interesuje się sportem, jako kibic. Ale jest jedna dziedzina życia społecznego gdzie niewymagana jest żadna aktywność u tych, którzy się nią kiedyś zainteresowali. Jak ktoś z własnej i nieprzymuszonej woli zapisał się do partii politycznej, to pewnie zainteresowany był polityką. Ale jak widać po frekwencji w prawyborach prezydenckich w Platformie Obywatelskiej, takie zainteresowanie polityką nie jest u członków tej partii najważniejsze.

Jak informowała Hanna Gronkiewicz-Waltz, kierująca komisją prawyborczą, frekwencja wyniosła prawie czterdzieści siedem – osiem procent. Czyli przerażająco mało. To mniej więcej tak jakby na jedenastu zawodników amatorskiej drużyny piłkarskiej sześciu nagle straciło zainteresowanie najważniejszym w sezonie meczem. Sami chcieli grać w piłkę. Sami stworzyli drużynę. Trenowali. Ale jak przyszło do najważniejszego w sezonie spotkania to im się jakoś nie chciało. Uznali, że nie wyjdą na boisko, bo… Bo nie i już.  I choć trener namawiał, kibice zachęcali to oni jakoś nie wykazali zainteresowania meczem. Tak samo jest w członkami PO. Zapisali się do partii z własnej woli. Nikt ich nie zmuszał. Nikt końmi nie zaciągał do siedziby by tam wypełnili deklarację członkowską. Wszystko jest dobrowolne i poniekąd bardzo elitarne, bo jak na prawie czterdziesto milionowy naród to te czterdzieści kilka tysięcy członków praformy nie robi na nikim wrażenia. To taka kadrowa partia. A jednak nawet ci, co bardzo chcieli i zapisali się do tej elitarnej organizacji i tak nie byli zainteresowani najważniejszymi sprawami dla partii. W prawyborach zagłosowało ponad dwadzieścia jeden tysięcy członków Platformy. Czyli połowa prawie. To przerażająco mało.

Dziwią mnie bardzo słowa pani Gronkiewicz-Waltz, która powiedziała, że ten wynik jest lepszy niż się spodziewała, choć sama przyznała, że nie jest to powód do triumfu. Czyżby pani prezydent myślała ze zagłosuje tylko dziesięć procent członków partii? Jeśli tak, to prościej było do każdego z nich zadzwonić i zapytać, kogo chcą na kandydata na prezydenta RP. Taniej i prościej! Jak to jest, że ktoś będąc członkiem partii politycznej nie interesuje się polityką? To nie jest ogół społeczeństwa w Polsce. To ludzie, którzy wyrazili wolę uczestnictwa w działalności partyjnej wstępując do organizacji, ale jak przyszło do sprawdzianu ich zaangażowania, to okazało się, że ich to nic a nic nie obchodzi. Oczywiście istnieje jeszcze jedno wytłumaczenie tej prawie pięćdziesięcioprocentowej bierności wśród członków PO. Możliwe, że ci, co nie głosowali uznali, że nie po to się zapisali do partii żeby głosować na innych. Oni po to są w Platformie Obywatelskiej żeby być wybieranym i żeby na nich głosowano.

Jak się okazało wszyscy są strasznie zadowoleni w PO z przeprowadzonych prawyborów. A ja mam wrażenie, że to jedna wielka porażka. Bo jeśli w tak nielicznej partii tak nieliczni głosują, to ilu jest, zainteresowanych prawdziwie polityką, członków w mniejszych partiach? Jeśli koszt całej tej imprezy z prawyborami to ponad pięćset tysięcy złotych z funduszu partii, czyli naturalnie z pieniędzy nas podatników, to ile trzeba kasy, aby przekonać wszystkich Polaków? Jeśli przekonanie dwudziestu tysięcy członków platformy kosztowało pół miliona, to koszty przekonania tych z założenia niezainteresowanych polityką będą przeogromne. Czy takie są koszty demokracji? Czy to tylko przykład, że coś w tym wszystkim nie jest doskonałe?