Katolickie akty odwagi wśród katolików
Odwróćcie się rodzice chrzestni do wiernych w tym kościele! – grzmiał ksiądz z ambony – Popatrzcie na nich, moi mili… To naprawdę odważni ludzi – zwrócił się do zgromadzonych w kościele kapłan. Tak jakoś się złożyło, że trochę z potrzeby serca, ale bardziej niesiony na fali tradycji, znalazłem się w świątyni rzymsko – katolickiej w to największe chrześcijańskie święto. I do tego jeszcze trafiłem akurat na mszę połączoną z sakramentem chrztu nowo narodzonej dzieciny. Stałem sobie skromniutko za ostatnim rzędem ławek jak zawsze w takich razach związanych z wizytą w domu bożym. Starałem się być niewidzialny i nikogo nie widzieć. Pogrążyłem się w rozmyślaniach o wieczności, z których wyrwały mnie słowa: – Jak wielką trzeba mieć odwagę, aby zanieść tę dziecinę do kościoła! Bo taka deklaracja wiary jest w naszym kraju czymś wyjątkowym, odosobnionym i szczególnym! – Mówił ksiądz nawiedzonym głosem, co w tym miejscu zdecydowanie można było zrozumieć. Wychyliłem się ze swego oddalonego od ołtarza miejsca w kościele, aby zobaczyć tych, co tak wielką wykazali się odwagą. Zobaczyłem całkiem zwyczajną parę młodych ludzi, może tylko trochę zmieszanych tym wyróżnieniem ich odwagi przez księdza.
– Nasze nadmiernie zlaicyzowane społeczeństwo potrzebuje takich postaw, jakie prezentują ci odważni młodzi ludzie! Bo dziś przyznanie się do wiary, manifestowanie jej, jest wyjątkowym bohaterstwem – mówił ksiądz w uniesieniu. A ci stojący przed ołtarzem tak jakby coraz bardziej zapadali się w sobie. Widocznie speszeni tym nadmiernym wyróżnieniem ich przed zgromadzonym w kościele tłumem wiernych. – Katolicy są w naszej ojczyźnie prześladowali! Więc wielkie trzeba mieć i waleczne serce, aby trwać niezłomnie przy wierze ojców naszych! – grzmiały wielkie słowa z ambony odbijając się echem od sklepienia ogromnej świątyni. Stałem w nieprzebranym tłumie w ogromnym kościele. Jednej z kilkudziesięciu takich budowli w najbliższej okolicy. Był dzień wolny od pracy, bo przecież tak stanowi prawo boże poparte prawami ludzkimi, czyli państwowymi. Jadąc do kościoła widziałem przy prawie każdym skrzyżowaniu kapliczki oraz krzyże, jako symbole wiary tego ludu. W samochodzie jedyną stacją radiową, która miała najsilniejszy sygnał była rozgłośnia z Torunia, która, jak przecież każde dziecko wie, jest katolickim głosem w naszych domach. W telewizji była o poranku transmisja mszy świętej. Potem jeszcze katolicki program dla milusińskich. I to wszystko w kraju, gdzie szczególnym i wyjątkowym aktem odwagi jest uczestnictwo w życiu katolickiej wspólnoty poprzez deklarację chęci zostania rodzicami chrzestnymi? Ależ odważnych ludzi mam zaszczyt oglądać! Warto było odwiedzić świątynię.
– Przyznawanie się to wiary katolickiej jest prawdziwym aktem odwagi! – prawie wykrzyczał ksiądz z ambony. A mnie się przypomniało, że ten duchowny oraz ja żyjemy w tym samym kraju, gdzie badania instytutu statystyki kościoła pokazują, iż ponad dziewięćdziesiąt dwa procent badanych deklaruje się, jako katolicy. Gdzieś czytałem, że nawet dziewięćdziesiąt osiem procent naszych rodaków to katolicy. Więc jak to jest, że te marne dwa procent społeczeństwa prześladuje tą przytłaczającą większość. I to w ten sposób, że nawet katolicki ksiądz w katolickim kościele wśród tłumu wyznawców rzymsko – katolickiej wiary musi pokazywać przed wiernymi tych, co to mieli odwagę przyznać się do wiary. Jak wielką moc mają ci nieliczni, że tak paskudnie prześladują te miliony?! Tak ich gnębią ci niegodziwcy ateistyczni, że prawdziwym i niebywałym aktem odwagi – według księdza proboszcza – jest przyznanie się do wiary w Boga. Tak prawdziwie odważani są ci, co manifestują swą wiarę wśród nieprzebranego tłumu wiernych.
Choć jeśli według instytutu statystyki kościoła, na dziewięćdziesiąt dwa procent deklarujących wiarę Polaków, tylko jeden procent mniej z nich wierzy w istnienie Boga, a tylko sześćdziesiąt dziewięć procent uznaje życie wieczne, to możliwe, że sami siebie prześladują. Faktycznie, ma ksiądz rację. Niełatwo jest być tym prawdziwym katolikiem w tłumie tych, co tylko deklarują katolicyzm. Ale czy Ci pseudo katolicy zwalczają tych prawdziwie i szczerze wierzących? Nie wiem, możliwe. Na pewno jest o tym przekonany ten kapłan, którego cytowałem.
