Tęsknota za dobrym słowem
Dowiedziałem się od mojego przyjaciela, na stałe mieszkającego w zachodniej Europie, że ten szczęściarz tak właściwie bez powodu ma dziś w pracy kolejną imprezę z okazji zbliżającego się weekendu. Nie żadne tam spotkanie we własnym gronie zorganizowane prywatnie przez pracowników po skończonej pracy. O, nie. To takie specjalnie przygotowane przez szefostwo firmy spotkanie pracowników. Choć w zasadzie nie ma w tym nic nadzwyczajnego, bo takie spotkania w gronie współpracowników należą do tradycji tej firmy. Taki to zwyczajnie nadzwyczajny grill i piwko po skończonym tygodniu pracy. Do tego, co ma być na ruszcie i tego, co będzie do picia dorzucił się finansowo w znacznej części szef firmy. I tak sobie wszyscy pracownicy i szefostwo razem zaczną przyjemnie weekend. Boże, jakie to odległe od naszej rzeczywistości.
U nas jest zdecydowanie inaczej. Nie wszędzie pewnie jest tak dobrze, ale chodzi o jakieś zachowania, które tu i tam są normą. To, co na zachodzie czasem jest normą, u nas jest jakimś nadzwyczajnym działaniem. U nas pracownik, już na dzień dobry w ramach motywacji dowiaduje się najczęściej od przełożonych, że nie jest zbyt wydajny i że powinien więcej jeszcze pracować. No i pewnie dowie się na dokładkę, że weekend też mam zajęty. Bo jest jeszcze tyle do zrobienia, że nie starczyło dzisiejszego dnia. Nie starczyło poprzedniego tygodnia. A nawet następnego tygodnia nie starczy. I do tego wypadnie jeszcze pilna robota, która wymaga od pracownika pracowniczej aktywności w sobotę i niedzielę. Niektórym to nie przeszkadza. Ja to jestem nawet przyzwyczajony. Traktuję już od dawna firmy w których pracuję jako najemnik, całkiem tak jakby były moje. Taka niezbyt dobra cecha charakteru. Więc nie jest dla mnie niczym nowym, że poświęcam dla pracy więcej, niż można by tego się spodziewać po tym ile w niej zarabiam. Ale pieniądze nie są dla mnie najważniejsze. Nie można bez nich żyć, to prawda, ale czasami nie tylko to się w życiu liczy. Ja już taki jestem, że jak coś robię to zdecydowanie za bardzo się z tym identyfikuję. Wiem, że to źle, ale co tam… Już taki jestem. Jednak ani ja, ani nikt z moich znajomych nie chce być traktowany przez zwierzchników nie jak współpracownik, ale jak zasób ludzki. Całkiem tak jakoś bezosobowo.
Opowiadał mi inny mój znajomy pracujący od dawna na Wyspach Brytyjskich, że za nic nie mógł się przyzwyczaić do tego, że jego szef podchodził do niego na ulicy podczas przypadkowego spotkania na niedzielnym spacerze i zawsze znajdował chwilę, aby z nim porozmawiać. W Polsce przyzwyczajony był mój przyjaciel, co najwyżej do burkliwego: dzień dobry. A tu tyle życzliwej wylewności ze strony przełożonego wraz z niezobowiązującym pytaniem o jego życie prywatne. Takie to było przecież inne i podległe od standardów w polskich firmach. Jednak ja nadal bym tak nie generalizował, że u nas jest wszędzie źle. Ale faktycznie jest tak, że w Polsce rzadko można się spodziewać od przełożonego (Polaka) kilku słów zachęty do pracy. Oczywiście nie mówię tu o słowach: bierz się do roboty, bo jak nie to cię zwolnię. Chodzi mi tu bardziej o to, żeby można było usłyszeć coś naprawdę motywującego. Może pochwałę? Jakieś wsparcie słowne? – Dobra robota, pracuj tak dalej – mogą naprawdę pomóc, a nic nie kosztują. Naprawdę trudno u nas o takie motywacyjne słowa zachęty ze strony przełożonego.
To, co napisałem do tej pory i co napiszę poniżej to nie jest żadne narzekanie. Albo jest, tylko w małym stopniu. Wiem, że pewne zachowania są wspólne bez względu na to, w jakim kraju pracujemy. Wyzysk i brak poszanowania dla pracowników pewnie zdarzają się wszędzie bez względu na położenie geograficzne firmy, w której przyszło nam pracować. Pewnie jest wiele miejsc gdzie jest jeszcze gorzej. Ale zapewne jest wiele miejsc gdzie jest lepiej. Ten tekst to taki apel o to, żeby czasem pracodawcy dostrzegali w nas ludzi, nie tylko siłę roboczą. Niech dostrzegą, że oprócz tego, że dostajemy za pracę pieniądze, czasami oczekujemy też za nasz wysiłek włożony w rozwój firmy innej formy uznania. Innej niż finansowa. Niech to będzie przynajmniej kilka słów zachęty. Zmotywowania. Pewnie nikt z polskich pracowników tak jak i ja nie oczekuje jakichś dramatycznych gestów ze strony szefów. Ale przecież jest wiele okazji do zmotywowania pracownika. Może warto czasem wykonać niewielki gest. Może koniec tygodnia i spotkania w pubie to dobry moment do podsumowania tygodnia pracy. Przecież motywacja pracownika niekoniecznie wiąże się z kosztami, a bezkosztowe metody, jeśli się ich dobrze użyje, dadzą lepszy skutek niż pieniężne. Pracodawco! Dostrzegaj, że pracują dla ciebie ludzie, a nie zasoby ludzkie!
