Kara boska
Deszcz złapał mnie na ulicy. A ja bez parasola na tej ulicy i w deszczu. I do tego jeszcze tylko w dżinsach i koszulce. W trampkach. Żadnych kaloszy, kurtki przeciwdeszczowej czy parasola. Powinienem być przygotowany na to, że będzie padać. Przecież zawsze pada. Taka pogoda u nas w Polsce od kilku tygodni, więc powinienem być przygotowany na deszcz a nie byłem. Postanowiłem się schować przed ulewą w bramie. I jak się okazało na ten pomysł schronienia się w bramie kamienicy wpadło jeszcze kilka osób. Deszcz sobie padał i padał. Kałuże rosły, a ja z moimi współtowarzyszami niedoli zatrzymania w drodze, staliśmy sobie w tym naszym bezpiecznym i suchym schronieniu. Nie zapowiadało się, że przestanie padać w przeciągu minuty, więc rozejrzałem się po osobach, które wraz ze mną schroniły się przed deszczem. A że nie miałem nic innego do roboty poza obserwacją jak pada, co zresztą szybko mi się znudziło, z nudów przysłuchiwałem się para teologicznej dyskusji, która zaczęła się wśród osób uwięzionych przez deszcze niespokojne, wraz ze mną w tej bramie.
– Skaranie boskie z tym deszczem – rzekła trochę w pustkę i trochę, jako zachętę do konwersacji starsza pani. – A żeby pani wiedziała, że to taka kara boska – odpowiedziała druga pani w nieokreślonym wieku. – Ludzie się od wiary i od Boga odwrócili. To i nie dziwne, że Pan Bóg karze – dodała. I tak się rozkręciła dyskusja teologiczna na temat przewinień Polaków i kar, jakie na nich siła wyższa nakłada. – W modlitwie tylko nadzieja – dodała trzecia pani. A poparł ją w tym jeszcze jeden jegomość, który nie wyglądał na takiego, co to by się tylko modlitwą i postem umartwiał. – Potopimy się jak nic – rzekł z przekonaniem i poparł swą wypowiedź donośnym beknięciem. Panie dyskutantki spojrzały na niego wymownie. Ale jak widać jego wypowiedź uznane została przez to bramowe małe kółko adoracji za przejaw skruchy i przejaw nawrócenia, bo przyjęły ze zrozumieniem i potakiwaniem słowa szanownego pana. Panie rozpoczęły następnie dokładny opis stanu głównych rzek Polski. Biadoliły na nieszczęście, jakie spotkało ludność naszej ojczyzny. Szczegółowo opisywały, co tam ostatnio dowiedziały się z telewizji oraz od rodziny i znajomych na temat straszliwego losu powodzian. – Istna kara boska – padało raz za razem z ust którejś z dyskutantek.
Deszcz padał, a w branie odbywała się w najlepsze dyskusja na temat przyczyn ostatnio dotykających nas, jako naród, tragedii. Jak pewnie każdy z czytelników się łatwo domyśli, nie obyło się bez głębokiej analizy wszelkich czynników dotyczących katastrofy rządowego samolotu pod spod Smoleńskiem. – Dlaczego nas tak Bóg ukarał – padło pytanie. I pozostało bez odpowiedzi. Tylko deszcz jakoś jakby silniej zaczął padać. – Pewnie ma jakiś swój plan wobec nas– nagle odezwał się pan, którego do tej pory nawet nie zauważyłem. Oj tak – poparły go chóralnie panie toczące teologiczny dyskurs. A mnie przypomniały się słowa z Dekalogu. Oczywiście to, co tu przytaczam nie tak do końca sobie przypominałem. Ale cytuję dokładnie jak tam stoi: Ja Pan, twój Bóg, jestem Bogiem zazdrosnym, który karze występek ojców na synach do trzeciego i czwartego pokolenia względem tych, którzy Mnie nienawidzą. Okazuję zaś łaskę aż do tysięcznego pokolenia tym, którzy Mnie miłują i przestrzegają moich przykazań. Więc pewnie nie wszyscy są narażeni na niechybna zgubę. Panie, które z tak wielką werwą dyskutowały o tragedii smoleńskiej i o tej nowej powodziowej, tak mi się wydaje, widziały się raczej w tym milionie ocalałych z potopu. Choć deszcz padał nieprzerwanie.
Przestało padać na tyle, że mogłem już opuścić bramę, która dała mi oraz innym schronienie przed deszczem. Jeszcze tylko odprowadziłem wzrokiem panie, które udały się wspólnie w dalszą drogę. Najwyraźniej podbudowane dyskusją i wymianą podnoszących na duchu słów. Wiem, że to tylko takie gadanie. A może jednak nie? Jeśli taka wielka jest w naszym narodzie wiara, to może coś w tym jest? Może wisi nad nami jakaś kara, jeśli kilkoro przedstawicieli tej wiary praojców, chroniąc się w tej bramie przed deszczem z niebiesiech miało takie spójne poglądy na ten temat. Znalazłem kiedyś takie zdanie: Nieszczęścia, potop, rozproszenie, nieprzyjaciele, piekło, wojna, śmierć, cierpienie – wszystkie te kary ukazują człowiekowi trzy rzeczy: stan, w którym znajduje się grzesznik; logikę koniecznego przejścia od grzechu do kary; osobowe oblicze Boga, który sądzi i zbawia. Czy możliwe, że te panie mogły mieć rację?
