W siedem minut
– Czy w siedem minut można zdecydować o czyimś losie? Czy można stwierdzić czy ktoś jest chory i to jak poważnie? Czy w kilka minut można zdiagnozować, potwierdzić lub tylko zaprzeczyć diagnozie innych specjalistów? Jak można ustalić w siedem minut czy ktoś niedomaga na duszy i ocenić czy cierpi bardzo czy może tylko troszeczkę? A widzi pan można! Wgląda na to że można! I właśnie mnie to spotkało. Siedem minut zmieniło moje życie.
Starszy pan siedział teraz na ławce obok mnie i mówił do mnie. Ale obserwowałem go – z braku innych zajęć – już od dłuższego czasu. Starzec szedł powoli w moim kierunku. Widziałem jak ciągnął powoli, stawiając nogę za nogą, przystając co chwila i odpoczywając, co kilka kroków. Miał na sobie długi czarny, kiedyś pewnie modny i bardzo drogi, płaszcz sięgający mu prawie kostek nóg. Na nogach miał trzewiki, czarne, skórzane podobnie jak płaszcz sprawiające wrażenie, że kiedyś musiały wiele kosztować. Otulony był wielkim również czarnym szalem zasłaniającym mu usta i sięgającym nasady nosa. Głowę miał odkrytą a na niej widać było znacznie przerzedzoną czuprynkę włosów, która teraz powiewała swobodnie na wietrze. Po dłuższej chwili doszedł do ławki, na której siedziałem, zatrzymał się, ale nie spojrzał na mnie, spytał tylko czy może przysiąść na chwile. Po moim grzecznym przyzwoleniu usiadł ciężko. Głowę miał teraz zwieszoną, jakby szukał czegoś na chodniku przed nim. Siedział tak jeszcze przez chwile, po czym zaczął mówić, tak po prostu, bez żadnego wstępu. Mówił do mnie, albo może do siebie? Sam już nie wiem. Ja tylko słuchałem.
– Tak się złożyło w moim życiu, że musiałem się poddać serii orzeczeń lekarskich. Serii, bo choć w innych sprawach, to oceniało mnie kilku orzeczników, którzy mieli ustalić czy i w jakim stopniu cierpię na chorobę duszy. I nie uwierzy pan szanowny! Jedna pani, ta orzecznik, choć nie była specjalistką w dziedzinie psychiatrii a okulistką, potrzebowała siedmiu minut na ustalenie mojego stanu chorobowego. Zmierzyła mój wzrost, zważyła mnie, sprawdziła ciśnienie, obsłuchała serce, płuca, kazała z pozycji wyprostowanej wykonać skłon i dosięgnąć palcami podłogi, coś tam spisała, coś zapytała i w siedem minut wydała wyrok.
– Nie, no, nie mogę powiedzieć, że nie zapytała o to jak się czuje i o to, na co się uskarżam. I owszem spytała, a ja rozpocząłem swoją opowieść by już po chwili ją skończyć, bo pani orzecznik przestała być zainteresowana tym, co mówię i wraz z kolejnym pytaniem przeszła do spisywania leków, które zażywam.
– Siedem minut z zegarkiem w ręku i już pani doktor orzecznik miała spisane, co tam mi dolega wraz z orzeczeniem mojego stanu, na jaki się uskarżam i leczę z niego od lat. W siedem minut wiedziała czy to wszystko jest prawdą czy też może nie jest prawdą w niewystarczającym stopniu.
– Ja nie uogólniam, bo i nie ma takiej potrzeby. Ale gdy poddajesz się kilku orzeczeniom lekarskim w ciągu kilku tygodni i każde wygląda tak samo i czas jego trwania nie przekracza kilku minut, to przecież można sobie wyrobić jakieś zdanie na ten temat? Można prawda? No, i właśnie sobie wyrobiłem. I to, co teraz myślę nie nadaje się do powiedzenia na głos w publicznym miejscu.
– Ja rozumiem, że coś można stwierdzić na podstawie zgromadzonych dokumentów i całkiem możliwe, że po takim badaniu lekarza orzecznika następuje tajne spotkanie komisji orzekającej złożonej z lekarzy i urzędników i oni tam ślęcząc nad dokumentami wiele godzin i podczas burzliwej dyskusji podejmują decyzje, która zmienia ludzkie życie. Tak, mogę w to wierzyć tak jak się wierzy w świętego Mikołaja. Ale co z tego? No nic. Bo to, co widziałem, to co doświadczam, czyli badanie orzecznika trwa siedem minut i to jest dla mnie prawdziwe, bo przecież żadnej mitycznej komisji orzekającej nigdy nie zobaczę na oczy a poznam tylko jej ostateczny wyrok.
Nagle zamilkł. Urwał w pół zdania. Poruszył się niespokojnie jakby sobie coś przypomniał. Powoli dźwignął się z ławki. Mruknął „do widzenia”, po czym poczłapał powoli w dalszą drogę parkową alejką. I tyle. Też trwało to siedem minut, tyle, że ja nie musiałem orzekać w jego sprawie.
