Wspominanie
Wszyscy tworzymy wspomnienia. To jest nasz magiczny świat. Po wielu latach już nie wiemy co jest prawdą, a co stworzyliśmy na nowo. Do tego co było dodajemy to co być powinno. I tak narodził się mój świat wspomnień, do którego wracam, gdy jest mi ciężko. Tam, we wspomnieniach, jestem lepszy niż byłem i życie, które przeżyłem jest znacznie lepsze od tego, które było moim udziałem.
To nie jest fałsz, to jest nowa realność pozbawiona tego, co przykre, co nie powinno się nigdy zdarzyć. Tworze świat na nowo, na miarę własnych oczekiwań i własnych pragnień. Lepszy nowy świat. Po pewnym czasie już sam nie jestem pewny, co jest prawdziwe a co dodałem do wspomnień. I nie potrafię tego rozróżnić, bo jedno z drugim zostało zespolono za silnie. I nawet nie chce tego rozróżniać, bo przecież nie warto pamiętać tego, co było złe. Warto pamiętać tylko dobre chwile.
Pamiętam Ciebie i ten dzień. Nas we dwoje w małym nowym pustym domu. Wśród kartonowych pudeł zapakowanych przedmiotami z mojego i naszego starego życia. W nowym miejscu mieliśmy stworzyć nasze nowe wspólne życie i tak się właśnie stało. Byliśmy razem i to było najważniejsze. Te ściany, te głosy, te zapachy, te uczucia wciąż są we mnie bardzo silne. Pamiętam radość i nadzieje, że już zawsze będziemy razem. To że przyszłość jest nasza, że nigdy nie przeminie poczucie naszej jedności i wspólnego życia. To chyba właśnie nazywają miłością. Wspólnota myśli uczuć. Ciało przy ciele. Ciepło i spokój. Cisza i rozmowa. Radość z małych zwycięstw. Z tego tylko, że coś robimy razem.
Razem się budzimy. Razem zasypiamy. Razem, choć osobno czekamy na siebie. Wyjścia i powroty. Codzienność z małymi i wielkimi problemami. I to poczucie, że jeśli będziemy razem wszystko przezwyciężymy. Prezenty na dzień dobry. I pocałunek na dobranoc. Pamiętam, że uwielbiałem patrzeć na Twój sen. Mogłem przypatrywać się lub tylko słuchać Twojego snu godzinami. Gdy zmorzył mnie sen wiedziałem że jesteś blisko mnie, na wyciągniecie ręki. I gdy budził mnie zły sen to w ciemności szukałem Twojego ciepła. Szukałem Twojej bliskości i ją znajdowałem. To było szczęście.
Szczęście to wiedzieć, że gdy wrócę do domu Ty tam będziesz. Dlatego zawsze wracałem do domu. Wolałem zasypiać i budzić się przy Tobie. Samotność dopadała mnie nawet wśród przyjaciół i przy najbardziej nawet zawirowanej i zamroczonej imprezie. Zawsze wolałem wrócić, niż zostać. Czasem nawet wolałem nie iść, nie spotkać, nie uczestniczyć, nie żyć w społeczeństwie, nie bawić się niż zostawić Cię, choć na chwile. Wolałem nasz dom i nas dwoje w nim niż spotkania, odwiedziny, wyjścia i bywanie.
Czasem wystarczało mi nawet to, że tylko jesteś. Nie musiałem z Tobą rozmawiać. Mogłem czytać, oglądać, spać, gapić się w sufit godzinami, byle by tylko mieć świadomość, że jesteś tuż obok mnie. Pamiętam, i teraz po latach obrazy układają się na nowo i nie ważne jest dla mnie czy łączy je jedność czasu i miejsca. Ważne, że odbicia przeszłości są przyjemne i dobre. Że przynoszą ukojenie. Ty pochylona nad dokumentami siedzącą na podłodze. Ty bawiąca się włosami. Ty przy stole. Ty z książką.
Teraz tylko to zostało mi po Tobie i po nas. Tylko wspomnienia. Nic więcej nie mam i tak bardzo chciałbym mieć coś więcej. Wciąż szukam Cię w mroku nocy po gwałtownym przebudzeniu się ze snu. Wciąż nasłuchuje swojego oddechu. Wciąż wydaje mi się że słyszę Twoje kroki na korytarzu. Wciąż czekam. Choć zapewne daremno.
