Brak dobrego czasu na pracę

Obublikował pavvel dnia

Zupełnie nie chciało mi się dziś rano wstać z łóżka i iść do pracy. Każdy ma chyba takie chwile, że prawie natychmiast, tuż po przebudzeniu wie już doskonale, że mu się nic a nic nie chce. A już pracować to w szczególności. Za oknem słoneczko przygrzewa. Ptaszki śpiewają. Wieje łagodny wietrzyk. Na niebie żadnej chmurki – a ja mam wstać i iść do biura? Przecież to jakiś sadyzm! W telewizji już od rana denerwują mnie optymistycznymi prognozami pogody i pięknymi widoczkami znad morza. Uśmiechnięci i radośni prowadzący poranny program informacyjny, co pewien czas uparcie przypominają mi, że są wakacje. No przecież wiem, że są, ale dlaczego nie dla mnie? Pewnie przy ich zarobkach też bym się radował, mając nadzieję, że wyjadę na spokojne wakacje. Poza tym siedzą sobie w klimatyzowanym pomieszczeniu, więc mogą być radośni. A ja wiem, że czeka mnie podróż samochodem bez klimatyzacji i pobyt przez następne kilka godzin w dusznym biurze. Więc nie mam powodów do aż tak wielkiej radości. No może poza tym, że przecież mam pracę. Bo jak powszechnie wiadomo, praca jest – poza Polską oczywiście – najważniejsze.  Więc ta radość z posiadania zajęcia przynoszącego dochód – na moje miesięczne przeżycie – jest tak wielka, że mnie dostatecznie, co rano, motywuje do zwleczenia się z łóżka i udania się do pracy na godzinę ósmą. Choć wolałbym zasiąść na trawie i poczytać książkę.

A tam w pracy niezmiernie mnie drażni panujące w Polsce zjawisko takiej gospodarczej sjesty wakacyjnej. Gdzie bym nie zadzwonił, z kim bym się nie starał umówić w sprawach biznesowych, to wszędzie słyszę, że wybrałem zły czas. Że oni to owszem, jak najbardziej są zainteresowani moją ofertą. Chcą się oczywiście spotkać, ale… po wakacjach. We wrześniu. Bo teraz to przecież nie, bo są wakacje. Tak jakby cała nasza gospodarka popadła w takie zawieszenie na dwa miesiące. Pytam zawsze przy okazji takich rozmów, czy oni, ci moi potencjalni kontrahenci, idą zbiorowo na urlop? Czy ich nie będzie? Czy zamykają firmę na wakacje? I zawsze słyszę w odpowiedzi oburzone: Nie! Pracujemy! Ale są wakacje, więc spotkajmy się po ich zakończeniu. Pytam: czy jak pan Janek jest na urlopie to może spotkam się z jego zastępcą? Odpowiedź jest prawie zawsze taka sama: Nieeee, nie warto… nie teraz… po wakacjach. Teraz bardzo zły czas pan wybrał. Ja wiem, że się wszystkim nie chce pracować, tak jak mnie się nie chce prawie, co rano w te letnie dni. Ale jak już wstanę i się wybiorę do pracy, to niech też inni nie udają, że pracują przez te dwa miesiące. Niech solidarnie jak już są w pracy, to niech naprawę pracują a nie udają. Przecież wakacje to nie jakoś tragedia narodowa. Nie kataklizm. Nie trzeba każdej nawet minimalnej decyzji biznesowej odkładać za dwa miesiące. – Eeeee, panie. Nie ma sensu się spotykać teraz. Przecież są wakacje. Nic się nie dzieje. Żadnych klientów – słyszę, prawie przy okazji każdej rozmowy telefonicznej. – Przecież właśnie teraz powinniśmy się bardziej postarać, bo jak nie, to klient i tak się nie pojawi – argumentuje. Odpowiedź jest zawsze taka samo: – Nieeee, nie ma sensu. Po wakacjach. Bo teraz to taki marazm jest, że nic się nie chce.

 Mnie też się nie chce, ale jak już zmuszę się do pracy, to jednak pracuję, a nie zawieszam się nad komputerem na osiem godzin wypowiadając tylko: Eeeee, nie teraz…. we wrześniu. Czy to jakiś sen letni? Jakiś narodowy letarg? Sam już nie wiem skąd się bierze u nas taka niechęć i niewiara w to, że nie wszyscy klienci wyjechali na wakacje.  Jeśli ponad sześćdziesiąt trzy procent Polaków nie stać na wakacyjny wyjazd, to może przynajmniej dla nich warto się poświęcić i coś zrobić. A nie tylko wszystko odkładać dwa miesiące. Choć właściwie po latach pracy dochodzę do wniosku, że w Polsce nie ma dobrego czasu na pracę. Początek roku jest nie najlepszy, bo nie ustalono jeszcze budżetów. Więc potem. Ale na wiosnę też nie bardzo, bo przed świętami. Po świętach, więc mam zadzwonić. Gdy już kwiecie na drzewach, to też nie jest najlepszy czas, bo przed długim weekendem. Więc po nim może zadzwonię? Po nim już nie bardzo, bo wakacje się zbliżają. W lecie… to już opisywałem. Po wakacjach jeszcze nic się nie ruszyło, więc czas nadal nie najlepszy. Potem jesień, więc też się nie chce.  Potem święta, więc… po świętach. I znów nowy rok. Nigdy nie ma dobrego czasu. Zawsze nam coś przeszkadza. A może ja się męczę bez potrzeby? Może powinienem się udać na wakacje, tak na trzy miesiące i mieć do wszystko w… No tak, ale tu właśnie wracamy do podstawowego pytania: za co mam pojechać na wakacje?