Moralne nadużycia

Obublikował pavvel dnia

– Tak to już jest, że najbardziej rzuca się w oczy idiota – ta sentencja gefrajtra Kani Kaniowskiego z C.K. Dezerterów najbardziej pasuje do ostatnich poczynań i wypowiedzi prezesa partii prawych i sprawiedliwych. No dobrze, wiem, nie powinienem tak brutalnie i dosadnie o kimś starszym ode mnie o kilkanaście lat. Może powinienem okazać szacunek osobie starszej i z uwagi na jej już podeszły wiek i doświadczenia życiowe zrozumieć, że ma on prawo do pewnych dziwactw.  Ale co ja zrobię, jeśli gdy tylko go zobaczę, a już na pewno, jeśli go usłyszę, to zdanie zacytowane na początku a wypowiedziane przez gefrajtra Kanię wyświetla mi się w mózgu jak ogromny migający neon. Jeśli przyjąć, że każda akcja wywołuje reakcję to ja tylko reaguję na coś, czemu winien jest ten pan smutny i wiecznie wkurzony na otaczający go świat. Na pocieszenie prezesa mogę powiedzieć, że jest on tam w tej swojej partii nieodosobniony w tym gadaniu głupot. Szanownego pana prezesa można jeszcze zrozumieć. Stan jego psychiki pewnie jest dość rozchwiany, bo jak powszechnie wiadomo zginął mu parę miesięcy temu brat. Można mu, więc wiele wybaczyć i wiele z jego zachowań zrozumieć. Ale czym wytłumaczyć fantasmagorie innego polityka związanego z prawymi i sprawiedliwymi, który katastrofę prezydenckiego samolotu w Smoleńsku nazwał – zbrodnią. Czy te fantastyczne i irracjonalne brednie są tylko zrozumiałą w takich wypadkach próbą odreagowania żałoby? Jeśli tak to, dlaczego ja mam się temu przyglądać? Czy na pewno w ich osobiste fobie, traumy i tragedia trzeba wciągać połowę narodu wmawiając im jakieś brednie? Byłoby to nawet śmieszne gdyby nie stawało się powoli zwyczajnie straszne. Gdzie jest granica nonsensownego szukania na siłę winnych tego, co było tylko tragicznym wypadkiem lotniczym?

 

Kilka lat temu pewien mój znajomy obcokrajowiec – przyglądając się mnogości krzyży ustawionych przy polskich drogach – zapytał mnie, dlaczego my nie chowamy swoich bliskich na cmentarzach tylko właśnie tak przy drogach. Nie wiem czy żartował czy mówił poważnie. Tak czy inaczej, nie bardzo mógł pojąć tę naszą specyficzną potrzebę stawiania krzyży zawsze i wszędzie. Ja tak bardzo się przyzwyczaiłem do ich widoku, że jadąc kilka lat temu przez byłą Jugosławię dopiero po pewnym czasie zrozumiałem, że tam krzyże przy drogach nikogo symbolicznie nie upamiętniają, ale stanowią wyraźny znak wojny. Mam już dość wysłuchiwania kolejnych relacji z wojen krzyżowych spod pałacu prezydenckiego. – Jeśli Bronisław Komorowski usunie krzyż spod Pałacu Prezydenckiego będzie jasne, kim jest, i po której jest stronie, w różnego rodzaju sporach dotyczących polskiej historii i polskich powiązań – oświadczył prezes prawy i sprawiedliwy. Co to jest? Czy ja żyję, w jakimś bliskowschodnim państwie wyznaniowym? Jeśli prezydent jest najważniejszą osoba w państwie – jak wielokrotnie posłowie i działacze związani z poprzednim prezydentem mnie przekonywali, – dlaczego ma mi się on kojarzyć z krzyżem postawionym przed jego siedzibą. Czy mam rozumieć, że prawdziwy Polak to tylko i wyłącznie katolik? – Ten krzyż to symbol, można go będzie przenieść, jeśli stanie tam pomnik. Każdy, kto uważa inaczej dopuszcza się moralnego nadużycia – dodał jak zawsze pewny swej nieomylności prezes. No tak, a pomnik księcia Józefa Poniatowskiego powinien zostać przeniesiony? Jego życie i dokonania są niczym przy dokonaniach byłego prezydenta.

 

Teraz poseł Antoni chce wyjaśniać, kto dokonał zbrodni w Smoleńsku. On jak nikt inny nadaje się do tego. Przecież on już tak wiele wyjaśnił przez te ostatnie dwadzieścia lat swej politycznej działalności. On nawet znajdzie winnego tam gdzie nie będzie żadnych dowodów winy. Więc to jeszcze nie koniec sensacji. Inny poseł uważa, że do katastrofy by nie doszło, gdyby poziom „wścieklizny politycznej” przed dziesiątym kwietnia był mniejszy. Ciekawa teoria. Ale na takiej samej zasadzie można domniemywać, że samo przekonanie, co do obecności wielkich magnesów pod Smoleńskiem – które ściągnęły rządowy samolot – gwarantuje ich tam obecność.