Racja najmojsza

Obublikował pavvel dnia

W dzisiejszej lokalnej gazecie przeczytałem sporą notatkę opatrzoną stosownym zdjęciem o tym, że pewien poseł, z tych posłów co to są bardzo prawi i sprawiedliwi, potrącił pieszą przed budynkiem urzędu miasta. Kobieta, ofiara wypadku, została zabrana do szpitala. Jak ustalili dziennikarze kobieta złamała nogę. Do zdarzenia doszło gdy parlamentarzysta wyjeżdżał swym samochodem z parkingu przed magistratem. Polityk starał się wyjaśnić policjantom, że piesza nie widziała zbliżającego się auta, bo zasłaniała sobie widok parasolką. Po przeczytaniu tej wstrząsającej informacji podzieliłem się wiedzą o wypadku ze znajomymi z biura. Tak tylko dla zawiązania porannej rozmowy. Bez żadnych ukrytych podtekstów. Zrobiłem to, bo wydawało mi się to ciekawe, że temu drobnemu zdarzeniu drogowemu gazeta poświęca aż tak dużo uwagi. I tylko dlatego postanowiłem przeczytać o pośle z PiSu, uczestniku wypadku, moim kolegom i koleżankom z biura. Nie spodziewałem się tak wielkiej burzy. Jak tylko przeczytałem ostatnie zdanie z artykułu od razu usłyszałem jak Pani Zosia z księgowości, pełna oburzenia, zaczęła przekonywać zebranych że: nic mu nie zrobią! – Takim to wszystko uchodzi na sucho – popierał zdanie koleżanki pan Krzysio, nasz przedstawiciel handlowy. – Ciekawe czy był trzeźwy – zastanawiała się pani Agnieszka. Te akurat wątpliwości mogłem rozwiać od razu, jeszcze raz czytając to, co było napisane w gazecie. – Na miejscu policja poddała posła badaniu na zawartość alkoholu w wydychanym powietrzu. Alkomat pokazał „0” – wyjaśniłem cytując dziennikarza lokalnej gazety. – A wiadomo czy na pewno go przebadali – pani Agnieszka nie była nadal przekonana.

Niby nic takiego. Drobna notatka, a tyle emocji. – A wiecie, że tuż przed godziną ósmą, w pewnej wsi na drodze krajowej, osiemdziesięciodziewięcioletni kierujący Skodą Octavią, w czasie zmiany pasa ruchu, nie zachował należytej ostrożności i zderzył się z samochodem VW Passat, kierowanym przez trzydziestodwuletniego mężczyznę? – zapytałem czytając z gazety. Nikogo to nie zainteresowało. Oni wszyscy nadal rozmawiali o tym pośle, co to miał nieprzyjemność wjechać na starszą panią. Moi koledzy i koleżanki z biura nadal żywo rozprawiali o tym, jakim to niegodziwcem jest ten polityk który ośmielił się tak w biały dzień przyjechać do naszego miasta i napastować swoim samochodem niewinne starsze panie. Myśląc, że interesują ich zdarzenia drogowe, że po prostu są zatroskani o bezpieczeństwo na drogach, znów starałem się włączyć do dyskusji. – Tu jest jeszcze napisane, że około południa na jednej z ulicy naszego miasta dwudziestoletnia kierująca samochodem marki Audi, nie ustąpiła pierwszeństwa pieszemu znajdującemu się na przejściu dla pieszych i potrąciła mężczyznę. Pieszy z obrażeniami ciała został zabrany do szpitala – starałem się prawie dokładnie zacytować to co przeczytałem w gazecie. Nikt jednak nie zwracał na mnie najmniejszej uwagi. – Oni, ( politycy) myślą, że wszystko im wolno – przekonywała zebranych koleżanka Kasia. Więc oni nadal o tym – pomyślałem.

Wygląda na to, że w zdarzeniach i wypadkach drogowych i nie tylko takich, ważniejsze jest to kto go spowodował, w sensie zajmowanych funkcji państwowych, niż sam wypadek. Ofiara nie jest tak ważna jak polityk za kierownicą. Nikogo z tych dyskutantów z mojego biura nie zainteresował los staruszki – poszkodowanej w wypadku. Wszystkich interesował poseł. Nieważne są przyczyny wypadku. Nieważne są ustalenia policjantów. Nic nie znaczą wskazania alkotestów. Pewnie nic nie będą znaczyć ustalenia śledczych. I nic nie będzie znaczył wyrok sądowy, jeśli w ogóle dojdzie do rozprawy, bo i tak zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie przekonany, że jego prawda jest najważniejsza. Jak jest nas w Polsce trzydzieści kilka milionów to pewnie każdy ma swoje zdanie na temat jakiegoś zdarzenia, wypadku, czy tragedii. Wyniki prowadzonego przez policję śledztwa, ustalenia prokuratury, wyrok sądowy, nic nie znaczą. Ważne, że pani Kasia i pani Agnieszka nie ufają tym instytucjom. Panie wiedzą swoje i są o tym dogłębnie przekonane. Więc po co utrzymywać te kosztowne biura, urzędy i służby jak i tak nikt im nie wierzy? I zawsze jest jeden winny, który jak się zdaje nie odpowiada tylko za gradobicie, trzęsienie ziemi i koklusz! Nie mamy zaufania do państwa? Pewnie, że nie! Przykład idzie z góry. – Niewyjaśnianie takiej sprawy jest czymś zupełnie niebywałym. Niebywałe jest też to, że nikt nie poniósł żadnej odpowiedzialności za to, co się wydarzyło. W przeciętnym demokratycznym kraju po czymś takim rządu już by nie było, co do tego nie mam najmniejszych wątpliwości, zostałby zniesiony z powierzchni ziemi, a jego członkowie nie mieliby czego szukać w polityce – prawił kiedyś pewien polityk w odniesieniu do pewnego wypadku lotniczego. Prawił tak, bo jest przecież prawy i sprawiedliwy, i mimo że trwa nadal śledztwo w tej sprawie on już przecież sam osądził, wskazał winnych oraz wydał wyrok. Bo on przecież wie lepiej. I jak tu się dziwić moim koleżankom i kolegom z biura, którzy też, jak ten starszy pan, wiedzą zawsze lepiej co się wydarzyło. I nie przekona ich do zmiany zdania żadne śledztwo. Zgodnie z zasadą, że: moja jest tylko racja i to święta racja. Bo nawet jak jest twoja, to moja jest mojsza niż twojsza. Że właśnie moja racja jest racją najmojszą!