Protestantyzm

Obublikował pavvel dnia

Załóżmy całkowicie teoretycznie, że padłem ofiarą jakieś nadczynności, że nagle i niespodziewanie dotarło do mnie, iż powinienem coś zrobić. Byle co, ale coś takiego, aby nie stać się zapomnianym. Przeciwnie! Aby stać się sławnym i żeby tak ogólnie zaprotestować. Postanowiłem więc powalczyć z całym światem w przekonaniu o słuszności mojej sprawy. A żeby nie było mi smutno tak samotnie zmagać się z przeciwnościami losu oraz walką, to do mojej krucjaty przeciwko wszystkim namówiłem jeszcze kilka osób. W Anglii jest taki zwyczaj, że dla upamiętnienia bliskich – których już nie ma na tym łez padole – zaradni mieszkańcy wysp stawiają w parkach i na skwerkach ławeczki. A znajdujące się na ich oparciach mosiężne tabliczki informują – wyrytym tam napisem – komu to ma służyć ku pamięci. A jakbym i ja tak postawił ławkę i tym samym coś upamiętnił? – pomyślałem. – A przy tym mógłbym sobie poprotestować i polansować się przed kamerami telewizyjnymi – takie mnie naszły myśli teoretyczne. Jest taki plac w samym centrum mojego prowincjonalnego miasta, który doskonale się do tego mojego protestu nadawał. Nic na nim nie było. Nic tam nie stało. Duży pusty plac doskonały byłby na realizacje mojego plany. Leży on przy najbardziej reprezentacyjnej ulicy. Przed jednym z najpiękniejszych budynków. Przylega do niego piękny park. Każdego dnia tysiące mieszkańców mojego miasta przechodzi tam, lub w pobliżu tego placu odpoczywa. Wymarzone miejsce. I najbardziej odpowiednim do ustawienia mojej ławeczki pamięci będzie sam środek placu. Tak żeby wszystko było bardzo dokładnie wyeksponowane. Tak żebym ja i moja akcja z ławeczką była jak najbardziej widoczna. Przecież moja racja jest najważniejsza i nie powinienem jej chować gdzieś tam na jakieś pośledniejszej ulicy czy placyku. Jak już coś robić to z rozmachem.

Przytaskałem ławeczkę na plac i ustawiłem w jego centralnym punkcie. Nie musiałem długo czekać już po chwili zjawił się patrol straży miejskiej aby mnie i moją protestacyjno – upamiętniającą ławeczkę usunąć. Całkiem słusznie uważali, że nie powinna stać tam, gdzie była ustawiona ale przecież to mnie i tak nic nie obchodziło, bo ja uważam, że powinna stać tam gdzie stoi i nic ani nikt mnie nie przekona do zmiany zdania. Pojawiało się wokół mnie i mojej ławeczki protestacyjnej coraz więcej ludzi. Jedni byli za, a jedni przeciw. Cyrk! Hucpa! Zamach na wolność! – wołano z tłumu otaczającego moją ławeczkę stojącą w centralnym punkcie miasta. Uznałem, że najwyższy czas na jakiś akcent muzyczny. Postanowiłem, że połączę klasykę z patriotyzmem. Z głośników gruchnęły utwory Chopina, które cudownie konweniowały z dźwiękami hymnu państwowego. Nagle spostrzegłem, ku mojej wielkiej radości, że niektórzy mnie popierają bardziej aktywnie. Dźwigali oni z wielkim wysiłkiem na własnych plecach swoje własne ławeczki i głośnym krzykiem domagali się ich ustawienia obok mojej. Wśród osób zgromadzonych wokół przyniesionych na centralny prac miasta dodatkowych ławeczek dumnie powiewały transparenty informujące wszystkich i każdego z osobna który tylko chciał je czytać, że: walka trwa!. – Obudź się Polsko! Czy Bóg tak chciał? Czy zdrajcy i NKWD są tak silni? – głosiły nasze bojowe sztandary.


Jako pikietujący dumnie podkreślaliśmy przy każdej okazji, że zgromadziliśmy się tu jako Polacy, którzy bronią swoich praw, a ławeczka na tym miejskim placu powinna pozostać do czasu wybudowania tu kamiennej ławeczki – symbolu wszystkich ławeczek. Grupkę osób w bezpośrednim otoczeniu mojej symbolicznej ławeczki nagle otoczył kordon straży miejskiej, który co chwilę apelował o przesunięcie się. Jednak przecież nie po to zjawiliśmy się tam z transparentami aby się gdzieś cofać. Zatem zdecydowanie odmawialiśmy zrobienia choćby kroku w tył. Postanowiliśmy zasiąść na swoich ławeczkach i zaintonować patriotyczne pieśni o dawnych bohaterach. Ktoś przyniósł narodową flagę, więc pod biało – czerwonymi barwami nasz ławeczkowy protest zmienił się w narodowy. Tak być mogło… choć nie było. Ale u nas przecież wszystko jest możliwe. Jeśli ktoś postanowi, że jego racja jest najważniejsza to przecież cóż stoi mu na przeszkodzie, aby o tym przekonywać w centrum miasta. Jest demokracja? No, jest! Więc jeśli chcę sobie postawić swój własny pomnik w centralnym punkcie miasta, to dlaczego właściwie nie maiłbym tego zrobić? W myśl zasady „ja wiem lepiej co dla innych jest najlepsze”. Ot i Polska właśnie!