Kondominium
Wstałem rano, umyłem się, ubrałem i poszedłem do piekarni po bułki. Tak jak zawsze rozmawiałem po polsku, a na ścianie sklepu jak od wielu lat, wisiał ten sam krzyż oraz polskie państwowe godło. Gdy wróciłem do mieszkania i zjadłem śniadanie, z filiżanką herbaty stałem przy oknie spoglądając na policjantów w polskich mundurach, wsiadających do samochodu z napisem – po polsku – policja. Przed budynkiem, z którego wyszli stał, jak co dnia maszt a na nim powiewała biało – czerwona flaga. Czyli nic się nie zmieniło. Było tak jak dawniej. Ale dręczyło mnie od rana uczucie, że choć widzę i słyszę, że mieszkam w Polsce, to jednak pewnie nie mam tyle w sobie przenikliwości żeby pod tymi pozorami polskiej państwowości dostrzec, że żyję w kraju zniewolonym. Nie żebym był zniewolonym przez tę państwowość z symbolem orła białego, bo to zniewolenie czasami nawet dostrzegam choćby w samowoli urzędników, – ale przez obce mocarstwa jestem uciemiężony. Jaka to musi być głęboko zakonspirowana kolonizacja naszej ojczyzny, jeśli widzi ją tylko garstka prawych i sprawiedliwych? A mam wrażenie, że nawet oni tego nie widzieli dopóki im tego nie wyjaśnił ich wódz o smutnym obliczu. I przy okazji i ja się dowiedziałem, że popadłem w niewolę. I to jak przebiegle mnie zniewolono. Nawet tego nie zauważyłem. Tylko jeden w naszej ojczyźnie – ten nasz prorok i zbawca prawdziwy – zrozumiał jak się rzeczy mają i raczył nam to słowem celnym wyjaśnić. Tylko ten pan w czerni, co to jeszcze do niedawna chciał nam królować, ale mu się nie udało, wiedział i powiedział żeśmy żyli i żyjemy w kondominium rosyjsko – niemieckim. I po tych słowach jego wierna grupa wyznawców pacnęła się tłumnie dłonią w czoło i rzekła: – No tak! Jak mogliśmy nie zauważać, że jesteśmy posłami na sejm w kondominium? Hańba! Ryknęły tłumy, bo przecież od lat żyli w kraju zniewolonym, a nikt oprócz wodza tego nie dostrzegał.
Nie ma, co się dziwić, że jak się wódz, i ci – co za nim wiernie stoją – pojawią na ulicach kondominium, to od razu słychać ich krzyk przeraźliwy: – Tu jest Polska! Tu jest Polska! Przecież tam gdzie noga wodza postanie, tam jest tylko wolna Polska. A czym bliżej wodza ktoś stoi tym bliżej jest wolnej Polski. Bo na zewnątrz kamiennego kręgu prawych i sprawiedliwych jest… No, co jest? No wiadomo! Tak jest! Oczywiście kondominium. Zainspirowany wielką myślą małego człowieka o surowym i smutnym obliczu, postanowiłem sprawdzić jak daleko sięgają macki zniewolenia w naszym państwie. A gdzie najlepiej sprawdzić jak nie w urzędach, bo przecież każdy okupant czy kolonizator na początku przejmuje właśnie administrację. Udaliśmy się, więc z kolegą do najbliższej placówki władzy kondominium i w ramach testu od progu zawołaliśmy w językach kolonizatorów: Ja – zdrastwuj! A kolega: – Guten morgen! I co? I nic! Nikt nam nie odpowiedział. Nie znali języka władzy!? Kolegę poniosło i zawołał donośnie: – Good morning! I tym razem chór urzędniczych głosów mu odpowiedział… Po angielsku. Uuuu, nie jest dobrze – pomyśleliśmy z kolegą. Jednak jesteśmy w kraju skolonizowanym. Jest to prezesowskie kondominium. Tu nie jest już Polska. Po angielsku tu się mówi. Nie tylko po polsku. Nagle poczuliśmy zagrożenie i z tego wszystkiego znów kolegę poniosło. Zaczął wzorem tych nieprzejednanych obrońców wiary i polskości wołać jak opętany lub bardziej jak natchniony z racji tego, co wołał: – Gdzie jest krzyż! Gdzie jest krzyż? – Tu na ścianie – wskazała mu urzędniczka to, czego szukał. Postanowiliśmy się ewakuować z urzędu kondominium, bo zbliżali się w naszym kierunku dwaj ubrani na czarno panowie. I choć wyglądało, że to strażnicy miejscy to my już wiedzieliśmy, że to kolonizatorzy.
Dobrze, że jest ten smutny wódz i dobrze, że ma takie przenikliwe spojrzenie. Tylko on dostrzega rzeczy, na które my jesteśmy ślepi. Tylko on widzi, że białe jest białe a czarne jest czarne i żadne krzyki go nie przekonają do zmiany stanowiska. On jest jak bohaterstwie Matriksa, tam gdzie my zwyczajni widzimy polską państwowość – on widzi kondominium. Gdy zobaczyłem na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie tych, co na wezwanie prezesa nieśli podczas demonstracji pochodnie oraz polskie flagi, odniosłem wrażenie, że to początek wojny wyzwoleńczej. I choć wroga nie widać to oni i tak go znajdą. Słowa wielkiego smutnego wodza padły na żyzną glebę. Pod pałacem widziałem ludzi z transparentem, na którym wypisano – Piąty miesiąc mija. Czy to Polska czy Rossija? Czyli jednak jest kondominium.
