Niepotrzebnie szukam dalej, gdy to jest blisko? (31G)

Obublikował pavvel dnia

Jestem tak bardzo zmęczony bezproduktywną pogonią za kimś, za czymś, co dla mnie jest przecież nieosiągalne. Szukam w nocy ciepła twojego ciała. Wiem jak bardzo jest to bezcelowe, bo przecież zdaje sobie sprawę, że cię tam nie odnajdę. Ale to wciąż nie przeszkadza szukać. Nie pomaga nic zamiast.

Przeważnie jest w moim życiu rozbieżność między tym, co mam a co chciałbym mieć. Tu mam jednak jasność. Nawet jak na mnie i na moje kreacyjne i życzeniowe postrzeganie świata jest to sprawa o której przecież wiem, że jest przegrana. Najwyższy czas się pogodzić z tym, że tak już będzie. Nic się nie zmieni. Bez względu na moje starania, nie będzie lepiej. Żadne moje zaklęcia już tu nie pomogą, a wręcz mogą tylko zaszkodzić. To co było między nami najwidoczniej osiągnęło punkt bez powrotu. Teraz to już idzie tylko ku pięknej katastrofie. Nie będzie powrotu do tego, co było. To nie ma przyszłości.

Moja ponownie przedwczorajsza dziewczyno, niepotrzebnie mnie prosisz o to, czego dać ci nie mogę. Tak już ze mną jest. Nie potrafi budować. Niszczyć za to potrafię jak nikt inny. Ja wiem, zabawy i radości jest przy tym sporo. Można to nawet pokochać. Ale raczej to nie może trwać wiecznie. Przecież trzeba coś kiedyś zacząć budować. Tak, zdecydowanie nie nadaje się to tego, czego ty ode mnie oczekujesz. Nic się nie da z tym zrobić. Nie ma co zaklinać rzeczywistości.

Może tak właśnie miało być jak teraz z nami jest? To tak przecież często u mnie bywa, że coś jest tylko na chwile i szybko znika. Ja nic nie potrafię zbudować trwale. Nie dam Ci bezpieczeństwa, którego tak potrzebujesz i za którym tęsknisz. Mogę dać ci tylko siebie takiego, jakim jestem. A wiem, że to za mało. Mogę dać ci wszystko z siebie, ale to też przecież nie wystarczy żeby być długo razem. Teraz przychodzisz i odchodzisz. Ja wracam, jestem, i wychodzę. Może tak właśnie to ma wyglądać? Może to jest cel tego wszystkiego? Może to jest właśnie dobre? I tylko to warto podtrzymywać? Nie można budować na tym, co przeminęło, a właściwie na tym, czego nigdy tak przecież, tak do końca i naprawdę, nie było. Przecież wiesz, co było podstawą tego czegoś naszego? Wiesz, prawda?

Ja się chyba z tym pogodziłem, ze to nie ma przyszłości. Lecz przecież i tak zdaje sobie sprawę, że moja wiedza do niczego nie doprowadzi. To, że teoretycznie coś zrozumiałem nie świadczy o tym, że praktycznie jestem w stanie wykonać to, co zamierzałem. Tu zawsze się to rozjeżdża. Tak wiele jest we mnie sprzeczności. Wiem przecież, że tak nie można, że to dla mnie zgubne. Ale to tylko taka wiedza, która nic nie znaczy. Wiem, że choćbym nawet bardzo się starał, to nadejdzie dzień, a w zasadzie taka noc, gdzie wszystko do mnie powróci i do ze zdwojoną siłą. I znów do ciebie wrócę.

Owszem wiem, że muszę to w sobie zwalczyć. Tylko, że to za głęboko we mnie siedzi. W takich chwilach rozważania o swoim własnym życiu zawsze przychodzi do mnie ta niechęć do dalszego życia. Znów, jak już po wielokroć, tak i tym razem, nie chce. Zwyczajnie nie chce mi się już tak żyć. Nie starcza już sił. Nie można wciąż powtarzać tego samego schematu licząc na inny wynik. Co bym nie zrobił, jak bardzo się starał, zawsze jest podobnie źle.

Może czas się z tym pogodzić? Może tak ma właśnie być? Może to jest to moje przeznaczenie, którego nie da się uniknąć? Może niepotrzebne znów w to brnę? Przecież już teraz w połowie tego wiem, że cel jest nieosiągalny. No, nie da się. Choćbym się jak najbardziej i jak najofiarniej starał, to i tak nic z tego nie da się skleić. A może właśnie teraz coś spłoszyłem? Zdecydowanie mam tendencje do niszczenia. Zakładam też, że mogę się mylić i tylko ja tak myślę, a ty właśnie tego chcesz, co ja mogę ci dać.