Bezczelność

Obublikował pavvel dnia

Od kilku dni obserwuję dyskusję w mediach na temat bezczelności i tego, że to właśnie słowo, jest dla niektórych bardzo obraźliwe. Ale chyba w tym sporze nie powinno chodzić o czystą semantykę słowa „ bezczelność”, ale o to czy powinienem się czuć zagrożony przez moje własne państwo. O to, czy nadal mam prawo wypowiadać się swobodnie nie obawiając się o własne życie. Na jednej ze stron internetowych znalazłem wypowiedź pewnej wdowy: – W czasie wysłuchania publicznego w Brukseli, gdzie jedną z osób referujących była moja córka, po jej wystąpieniu europoseł, były prezydent Litwy, Vytautas Landsbergis powiedział do niej „Pani życie jest zagrożone, proszę uważać, jadąc samochodem”. Zapytałam premiera, czy taka sytuacja jest możliwa. Wtedy usłyszałam, że moje pytanie jest bezczelne” – relacjonowała ta pani rozmowę z premierem. Nie było mnie tam. Wszystko, co wiem opieram na tym, co usłyszałem w radiu, telewizji czy wyczytałem w prasie.  I jeśli to, co zacytowałem jest prawdziwe to ja z całą pewnością zareagowałbym jak premier. Bo jeśli ktoś by mnie zapytał czy zamierzam kogoś zamordować lub będę do tego podżegał to też bym powiedział, że takie insynuacje są, co najmniej bezczelne. Ale może ja się mylę i jestem wielce naiwny.

Nie należę do wielbicieli państwa – jako wszechpotężnej instytucji – ale jakoś trudno mi sobie wyobrazić, w obecnej rzeczywistości, wielki spisek w celu wyeliminowania przeciwników politycznych poprzez zamachy terrorystyczne tylko dlatego, że ci ludzie mówią coś, co dla rządu jest niewygodne. A może, jak sugeruje były prezydent Litwy, w Polsce jednak jest tak, że jak ktoś głośno mówi o katastrofie smoleńskiej, to może obawiać się zamachu na swoje życie. Czyli ta garstka ludzi demonstrujących pod pałacem prezydenckim, która przy każdej sposobności chce wszystkich przekonać, że coś w tej smoleńskiej katastrofie było nie w porządku, jest chyba najbardziej zagrożoną wyginięciem grupą ludzi w Europie. Mam ambiwalentne uczucia. Bo jeśli jest tak jak sugeruje Vytautas Landsbergis i tym, którzy zadają trudne pytania rządowi grozi śmierć, to sytuacja jest wyjątkowo nieprzyjemna. Ale jeśli jest inaczej? Czyli najzupełniej normalnie i bezpiecznie. Przy pewnych, nawet niemałych zastrzeżeniach, co do tego rządu i tego państwa liczę, że nadal można tu, przynajmniej mówić, co się chce, jeśli zrobimy takie zastrzeżenie, to wypowiedzi tego typu są zdecydowanie czymś bezczelnym. Czy były prezydent Litwy z racji pełnionych funkcji w Brukseli wie coś więcej, czego ja biedny szarak nie mam możliwości poznać? Jeśli tak to niech to ujawni i poprze dowodami. Bo to sugeruje, że państwo, w którym żyję może mnie zamordować, jeśli okażę się niewygodny. Nie ma w tym nic dziwnego, że chcę wiedzieć. Mam dość tej ciuciubabki. Tego ciągłego straszenia mnie. A jeśli to tylko insynuacje to jeszcze raz powtórzę: to czysta bezczelność. I powtarzanie takich słów też jest bezczelnością. Bez znaczenia, kto je wypowiada. I nie ma się, co obrażać. Bo bezczelność trudno inaczej nazwać jak bezczelnością. Ale jeśli jest inaczej? Bezczelność to, czy nie bezczelność – oto jest pytanie godne Hamleta.