No future?

Obublikował pavvel dnia

Gdy słyszę kolejną obietnicę polityków o tym, że po przejściu na emeryturę będę mógł godnie żyć, za to co dostanę od państwa, coraz mniej jestem o tym przekonany. Całe moje dorosłe życie odkładałem w obowiązkowych podatkach na to, żeby tak się stało, ale pewności, że w zamian dostanę emeryturę, na zadowalającym mnie poziomie, dziś już nie mam.

Nie wynika to tylko z mojego nastawienia do świata. Nie jest to tylko wynikiem tego, że mam wielkie skłonności do szukania czarnych scenariuszy. Nie, ja po prostu nie mam podstaw, aby komukolwiek z naszej klasy politycznej zaufać.  – Miało być lepiej a wyszło jak zawsze – tak zdecydowanie za często powtarza przy kolejnych okazjach mój znajomy. To zdanie starcza mu za cały komentarz polityczny. On już dawno przestał mieć złudzenia. On już od dawna żyje w przekonaniu, że liczy się tylko ten dzień, który właśnie jest. On nie dostrzega przyszłości i niczego nie planuje. Bo jak można coś zaplanować, gdy nie znasz reguł gry. Ktoś wmawiał mi i jemu kilka lat temu, że w wyniku reformy emerytalnej spędzimy swe dni ostatnie w dostatku na tropikalnej wyspie i ja zaufałem, że tak będzie.  Bo jakie miałem wyjście. I tak dokonano tego dla mojego dobra pod przymusem. Nie miałem wyjścia. A teraz? Teraz słyszę, że znów konieczne są zmiany. Bo jak ich nie będzie… to nie będzie dla mnie emerytalnej przyszłości. Nie wiem, czym się różnią teoretyczne rozważania jednego czy drugiego polityka na temat księgowania moich składek. Nie chcę tego wiedzieć. Ja chcę tylko jednego. Mieć stuprocentową pewność, że po osiągnięciu wieku emerytalnego nie umrę z głodu i chłodu. A tej pewności dziś nie mam. Bo ja już raz zaufałem i okazało się, że na starość nie czeka mnie tropikalna wyspa, a raczej torba i kij. Mój przyjaciel nie wierzy w przyszłość już o wielu lat. Stara się żyć jak najszybciej i jak najmocniej. Łapać każdy dzień jakby miał być  jego ostatnim. Żyć chwilą. Bo on już zatracił wiarę w możliwości naszego państwa. – Oni tylko  dbają o to, co zapewni im kolejne lata u władzy, a ty i inni naiwni macie za zadanie tę ich władzę sfinansować  – mówił mi dziś rano.  – Te wszystkie reformy, kłótnie, spory, teoretyczne rozważania,  to tylko polityczny teatr dla maluczkich, aby jeszcze raz uwierzyli, że za dziesięć czy piętnaście  lat będzie zdecydowanie lepiej niż jest teraz  – przekonywał mnie z zapałem.  

On to, co zarobi wydaje teraz, zaraz, natychmiast, bo nie ma dla niego jutra. Stara się jak najbardziej unikać konieczności finansowych danin.  Żyje w szarości gospodarki. Bo przestał wierzyć. Stracił wiarę, lub może nigdy jej nie miał? Zastanawiam się czy polityk zaciągając u mnie kredyt zaufania powinien go spłacić w takim samym stopniu, w jakim ja muszę spłacać swój kredyt bankowi? Tak. Powinien.  A ja wciąż słyszę kolejne obietnice, ale nie widzę poprawy sytuacji.  I wzrasta we mnie przekonanie, że tak naprawdę to nikt nie wie jak to będzie za kilka lat. Nie mogę na nikogo liczyć. Narasta we mnie pewność, że obietnice polityków nigdy nie zostaną zrealizowane. Że kolejna reforma emerytalna to obietnica raju… ale po śmierci.  

– Mam poczucie, że żyję w czasach końca wszelkich systemów – usłyszałem od znajomego. On nie wierzy już od dawna w żadne możliwości zmiany panującego u nas systemu. – Pamiętasz, pamiętasz… ja miałem kiedyś na kurtce napis: no future. Nie chcę płacić za ich życie, wolę swoje – dodał. Czy to egoizm? Może. A może we mnie są jeszcze złudzenia. Choć jest ich coraz mniej, bo coraz bardziej nabieram pewności, że państwo raz na zawsze ustaliło najlepszy dla siebie porządek, w którym większość społeczeństwa jest głównym płatnikiem dla trwałości państwa. Że dla mnie są tylko obietnice a dla nich realne pieniądze.