Płaca bez pracy

Obublikował pavvel dnia

Ciekawe jak długo bympracował gdybym regularnie spóźniał się do pracy? Zastanawiam jak długopracodawca tolerowałby to , że wpadam do firmy by tylko podpisać listęobecności. Pewnie nikt nie byłby dla mnie wyrozumiały w takiej sytuacji. Ipewnie niewiele by pomogły moje tłumaczenia, że nawet jak jestem poza biurem toi tak ciężko pracuję, tyle, że koncepcyjnie. Gdybym miał być, na ważnym spotkaniu,dajmy na to na czternastą, to zdecydowanie być bym musiał. Dlatego też bardzozazdroszczę tym, którzy mają tak dobrą pracę, w której pracować już nietrzeba.  Przyznam, że zawsze fantazjowałemo takiej formie zatrudnienia.  Wpadałbymna siedem minut do biura, podpisywał listę, na podstawie której mi potem zapłacąi już miałbym wolne. A nawet, jeśli nie wolne, to mógłbym ten czaszaoszczędzony, a już sowicie opłacony, wykorzystać inaczej.  Idealna dla mnie byłaby taka praca bez pracy,ale za to z płacą. Tak, ale to tylko marzenia. W realnym świecie takiej nie ma.A żeby taką pracę mieć trzeba zostać politykiem, bo tam standardy zatrudnieniasą zdecydowanie inne.  Jak ja bymzaoferował pracodawcy, że wpadałbym na kilka minut do biura głównie w celupodpisania listy, to pewnie nie popracowałbym dla niego zbyt długo. Aleprzecież ja jestem zwykłym szarakiem, a nie europosłem, bo on jak najbardziejmoże wpaść na chwilę, podpisać się na liście (nie)obecności i po kilku minutachwyjść. Czyli w zasadzie jego praca ograniczyła się do podpisania listy…nieobecności. Taki poseł to ma boskie życie. Tak, zadecydowanie zazdroszczę. Toidealna reklama polityki i europejskich standardów pracy przynajmniej w unijnejbiurokracji. Jak tu nie kandydować, jeśli można dorwać pracę, w której płacąponad trzysta euro za kilka minut pobytu w biurze. Taki europoseł to jest gość.Nie dość, że i tak dobrze zarabia to jeszcze może dorobić do pensji.  Zawsze może wpaść na chwilę na obrady komisjiw polskim sejmie. Posłowie z Parlamentu Europejskiego pojawiają się tam, jakozaproszeni goście na posiedzenia odpowiedniego zespołu, na przykład takiego dospraw Unii Europejskiej. Za udział w obradach Unia wypłaca europosłom trzystacztery euro dziennie. Przypomniało mi się wyśmiewane przez obecnych politykówpowiedzonko z czasów PRL-u, że nieważne czy się stoi czy się leży, bo dwatysiące się należy. Teraz wystarczy być posłem, jeden podpis na liścieobecności… i nieważne, co się robi potem, bo trzysta cztery euro się należy.Dziennikarze z TVN24 przyłapali polityków, którzy pojawiają się tylko nachwilę, byle podpisać listę, a potem, czym prędzej się ulatniają.  Może to jest jakiś trend odgórny? Może napoczątku tak pracować będą europosłowie, potem posłowie w kraju… a na końcu wkońcu my wszyscy, lud szary wsi, miast i miasteczek. Może to jest właśnie tenszczyt kapitalizmu i dobrobytu, o którym mi opowiadają politycy od dwudziestulat? Jest już taki dobrobyt, że pracować nie trzeba. Wystarczy tylko przyjść,podpisać listę i wolne…, Ale pewnie tak nie będzie. Taka płaca bez pracy, toprzywilej tych na górze społecznego świecznika. Bo jak wiadomo od dawna: wszystkiezwierzęta są równe, ale niektóre są równiejsze.