Pozamykać stadiony

Obublikował pavvel dnia

Podsumowano straty po niedzielnym spektaklu teatralnym. Pseudowidzowie uszkodzili osiemnaście miejskich autobusów i trzy tramwaje. Wyrywali młotki awaryjne, cięli siedzenia, zrywali plomby, wyrywali głośniki. W jednym autobusie został przecięty przegub, w jeszcze innym zbito szybę. W niektórych pojazdach pojawiło się graffiti. Ogólnie straty wyceniono na dwanaście tysięcy złotych. Taka notka prasowa to oczywiście fikcja. Wymyśliłem to, aby pokazać absurd sytuacji. Agresywni miłośnicy opery? – To niemożliwe – każdy to przyzna.  Ale co by się stało jakby to naprawdę się wydarzyło? Co by się stało gdyby co tydzień dochodziło w teatrze, w operze, czy w kinie do burd i zadym? Co by się stało jakby regularnie gazety pisały o tym, że widzowie teatralni podczas spektaklu rzucali racami i petardami, i wyzywani się od Żydów?  Nikt w zasadzie nie wyobraża sobie, aby podczas seansu w kinie dochodziło do regularnych bijatyk czy odpalania robiących ogromny huk petard. Tak by nie mogło się stać, bo to przecież nie jest możliwe. Nikt by na to nie pozwolił.  Przecież już następnego dnia teatr czy kino byłoby zamknięte do odwołania w ramach represji za awantury. Sprawę by załatwiono szybko i sprawnie.  No tak, ale to nie sport. Tam nie ma takich pieniędzy. Na stadionach też jest teatr i też są burdy, ale tam gra toczy się o wielkie pieniądze, więc nikt nie będzie stadionów zamykał na stałe. Bo to się nie opłaca. Stadiony to święte krowy. Nie wolno…. Bo euro 2012. Bo to gra narodowa. Bo kiedyś to byliśmy prawie mistrzami Europy, o czym pamiętają już tylko najstarsi kibice. Jak już, to zamknąć prewencyjnie na jeden mecz. Żeby strat nie było za dużych i żeby tym, co już mają dość walki wręcz na trybunach pokazać, że coś zostało zrobione. Zademonstrować, że władza nad problemem panuje.  Pokazówka jest… i znów można grać w stadionowe walki z mundurowymi od nowa. Potem znów policja wypowie wojnę chuliganom i za kilka dni prawie wszystkie jej działania w tym temacie się zakończą. – Zamykanie stadionów to skandal! To nic nie zmieni. To odpowiedzialność zbiorowa! – gorączkował się mój znajomy – kibic sportowy – z gorliwością godną lepszej sprawy. Tak głośno i namiętnie zareagował na zamknięcie przez wojewodów dwóch stadionów w Polsce: Legii w Warszawie i Lecha w Poznaniu. Jeden, słownie jeden, najbliższy mecz piłki możnej ma się tam odbyć bez udziału publiczności. Tylko jeden. A on prawie palpitacji serca dostał z emocji. Zamknięty stadion to taka kara za burdy kiboli w Bydgoszczy. To całkiem nowa taktyka rządu w wojnie z pseudokibicami. Pewnie równie skuteczna, co zawsze. Bo ci, co na stadionach głównie zajmują się walką wręcz i niszczeniem, mogą sobie spokojnie ten jeden mecz odpuścić. Poczekają na następny. Zgadzam się z moim oburzonym na działania administracji kolegą, że to nie pomoże w walce z kibolami. Pewnie, że nie pomoże. Wróćmy do moich fikcyjnych rozważań. Jakby tak w pewnym mieście przychodziło kilkaset osób w jedno miejsce i z nieznanego powodu lało się po pyskach, to, co by się stało? Pewnie zrobiono by wszystko żeby to miejsce stało się niedostępne dla amatorów fizycznej przemocy. I to nie na chwilę, nie na kilka godzin.. Ja mam taką stałą już od lat radę na przemoc na stadionach. Zamknijmy je na rok. Na dwa lata. Każdy zadyma na stadionie niech skutkuje jego zamknięciem na rok. I co wtedy? Wtedy nic by nie było – jak mawiał klasyk. I dobrze. Bo byłby spokój podczas meczów na stadionach.