Niewysłuchany filozof

Obublikował pavvel dnia

  Przepraszam, można na słówko – rzekł pewien pando rzecznika prasowego bardzo ważnej w moim mieście instytucji. Miejscem akcjigdzie padło to pytanie była uroczystość odsłonięcia tabliczki z nazwą uliczki,której patronem miał byś od dziś znany filozof związany z mym miastem.  Pan nagabujący rzecznika prasowego swymwyglądem zewnętrznym  był zdecydowanieniedopasowany do publiczności zebranej na odsłonięciu tabliczki z nową nazwąuliczki. Nie wolno nikogo oceniać po szatach w które jest przyodziany,  ale pan wyjątkowo się wyróżniał z otoczenia.Jego jaskrawoniebieska koszula, zniszczone dżinsy oraz obuwie odstawały odpanującego na uroczystości „dreskodu”. Zebrani  goście, czyli w większości urzędnicy miejscyoraz pracownicy miejskich instytucji kultury wystąpili w odświętnych ubraniach.Panowie w garniturach, a panie w stosownych do uroczystej chwili kreacjach.  Młodzież przymusowo tam zapędzona wystąpiła wszkolnych mundurkach. A tu między nimi pan, co to dziwnie zachowywał się ijeszcze do tego te spodnie spłowiałe i koszula nie pierwszej jakości, i co tukryć świeżości. Nawet dziennikarze lokalnych mediów co to zazwyczaj niewystępują w garniturach czy garsonkach czym podkreślają zapewne, że oni są wpracy, odróżniali się od pana odzianego w kratkę. Rzecznik witał wszystkichobecnych wyliczając szczegółowo z nazwiska miejscowych notabli.  A pan kraciasty był zdecydowanie tymnajbardziej aktywnym z wszystkich tam zebranych. Oklaskiwał szczerze i głośno każdegowymienionego. Mówca prowadzący imprezę w kwiecistych słowach przypominałsylwetkę i dokonania patrona uliczki,  apan co kilka zdań aktywnie klaskał. Gdy już zakończyła się część oficjalna, atabliczka z imieniem i nazwiskiem patrona została odsłonięta, goście udali sięna część artystyczną spotkania. Czyli wszystko przebiegało zgodnie z odwiecznątradycją akademii ku czci. Ale do czasu.  – Proszę pana, czy ja mógłbym wygłosić krótkiwykład o współczesnych kierunkach filozoficznych – zapytał kraciasty pan rzecznika.– Nie, nie można – odpowiedział pytany z miną, jakby się opędzał od natrętnejmuchy. – Dlaczego nie wolno? Nie wezmę drogo… stówkę  lub choć pięćdziesiąt złotych – przekonywałpan w kratkę.  – Bo ja jestem filozofem –wyjaśnił mężczyzna.  – Opowiedziałbym cościekawego,  ale ja to robię za pieniądze– zastrzegł. Jednak pana rzecznika nie przekonała dość niska cena zafilozoficzną usługę.  Usilnie starał siępozbyć natręta.  – Nie, dziękuje –powtarzał przedstawiciel organizatora, wyraźnie traktując  filozofa odzianego w kratę jak natrętnegomenela proszącego o kilka groszy na piwko. – Nie, to nie – powiedział wyniośle wielce oburzony osobnik w kratkęprzyodziany i odwróciwszy się na pięcie żwawym krokiem odszedł w swoją stronę.I tak oto na uliczce noszącej od niedawna imię największego ze współczesnychfilozofów nie dopuszczono do głosu innego filozofa. Prawdziwy skandal. Czy todlatego, że myśliciel w kratkę chciał za głoszenie swoich poglądów skromne wynagrodzenie?W ten sposób być może,  straciliśmymożliwość zapoznania się z całkiem nowym kierunkiem filozoficznym.  – I prima facie – nie ma nic absurdalnego wprzekonaniu, że świat jest absurdalny – powiedział kiedyś filozof, któregonazwę nosi uliczka.